Czy zdarzyło ci się kiedyś napotkać na krętych ścieżkach swojego życia problem tak ogromy, że od razu wrzuciłeś go do worka z napisem „na nigdy”, bo jego rozwiązanie z góry wydało ci się niemożliwą niemożliwością?

Pamiętasz dzień, w którym się poznaliśmy?

Był ciepły październikowy wieczór; staliśmy pod salą, czekając na koncert. Przedstawił nas sobie wspólny znajomy i mogę przysiąc, że kiedy po raz pierwszy spojrzałaś mi w oczy, uśmiechnęłaś się, a wraz z uśmiechem na twojej twarzy pojawił się delikatny rumieniec. Ledwo zdążyliśmy wymienić uprzejmości, drzwi sali otworzyły się i bezlitosny tłum porwał nas do środka.

Straciłem cię z oczu.

No cześć :) Dawno się tu nie widzieliśmy.

A dokładniej, to minęły dwa tygodnie odkąd po raz ostatni opublikowałem tekst na blogu. Wprawdzie pisałem regularnie na fanpage'u, lecz nie zmienia to faktu, że przez ten czas na jakub.pe nie pojawił się ani jeden wpis. Nic. Zero. Null.

Damn'!

#foodporn - czyli „Chef” w trzecim odcinku K.O.
Śmierdziało. To znaczy nie zawsze i nie wszędzie, a odór intensywnością nie różnił się zbytnio od napotkanego w innych miastach wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych, ale jednak; pierwszym doznaniem sensorycznym, jakim uraczyła nas filadelfijska ziemia, był smród. A ściślej: smród wydobywający się z pobliskiego śmietnika, przy którym zaparkował nasz autobus.
Opowiem ci pewną historię.