10 października 2014 roku wreszcie się zakochałem.

Był ciepły, jesienny wieczór; tłum ludzi gęstniał pod salą, w której za chwilę miał odbyć się koncert. Było głośno, było tłoczno, a w moich żyłach od dwóch godzin leniwie krążyły promile. Do głowy by mi nie przyszło, że w dzień taki jak ten można zakochać się w kimś na zabój.

Mimo, że do zmroku zostało jeszcze kilka godzin, z trudem udawało mi się utrzymywać powieki otwarte.
Blogowe podsumowanie roku + 10 najlepszych tekstów 2017
Jak byłem mały, lubiłem naśladować oglądane na ekranie telewizora postaci.
Pierwszy raz zaufałem mając lat dwadzieścia i dwa.
Prawdopodobnie jedyna negatywna recenzja „Lunatyków”, jaką znajdziesz w sieci.