10 powodów dlaczego warto być trójkowym uczniem

I nie warto przejmować się słabszymi ocenami na świadectwie/maturze/w indeksie.

Nie oszukujmy się—polski system oświaty jest przestarzały. Niekończące się sprawdziany, kartkówki, kolokwia i egzaminy w sposób wyrywkowy i mocno dyskusyjny sprawdzają wiedzę uczniów na dany temat. Tak naprawdę każdy egzamin czy większy test to jedna wielka loteria, bo albo udało mi się wykuć materiał na pamięć i zdam, albo nie wstrzeliłem się w «klucz», i do testu trzeba będzie podejść jeszcze raz. Być może za rok. A wszystko to w atmosferze stresu, potu i obgryzania paznokci.

Wynik egzaminu w żaden sposób nie oddaje twojej wiedzy na dany temat. Egzamin to stworzony przez grupkę ludzi zbiór pytań wraz z odpowiedziami, którzy wg własnego widzimisię postanowili, że w tym roku właśnie te informacje, właśnie w ten sposób powinny zostać zapamiętane przez uczniów. Wszystkie egzaminy, testy, matury i tym podobne, mają na celu standaryzowanie uczniów. Każdy więc powinien umieć i wiedzieć dokładnie to samo, co reszta. Każdy. Wyjątków nie przyjmujemy. Aż przychodzi mi na myśl słynna scena z filmu „Pink Floyd The Wall”, gdzie szkoła ukazana jest jako fabryka... Młotków.

Myślisz, że jak pójdziesz na studia, to coś się zmieni? Na palcach jednej ręki potrafiłbym policzyć przedmioty na moim kierunku, których zaliczenie kończyłoby się czymś bardziej kreatywnym niż napisaniem testu. Do tego sesja, w której masz pięć egzaminów w jednym tygodniu; i jeśli jakimś cudem uda ci się zdać wszystkie, to gwarantuje ci, że za tydzień z wyuczonego materiału nie będziesz pamiętał nic. I co z takiej szkoły wyniesiesz? Papier, plus wyrywkową wiedzę na rozbieżne tematy.

Akurat jeśli chodzi o studia, to jestem za tym, aby jednak na nie pójść. Natomiast przejmowanie się słabszymi ocenami w indeksie, tudzież na świadectwie szkolnym, nie ma najmniejszego sensu. Poniżej przedstawiam dziesięć powodów, dlaczego warto być «trójkowym» uczniem/studentem:

 

(małe sprostowanie: «trójkowy» uczeń to nie taki, który ma po prostu same trójki. To uczeń kreatywny, który wie, co chce w życiu robić i ma konkretne cele, a szkołę traktuje jako obowiązek LUB miejsce inspiracji LUB odskocznię do dalszej kariery)

1. System cię nie wydyma.

Trójkowy uczeń to taki, który kwestionuje sam system. Zdaje sobie sprawę, że piątki ładnie wyglądają na świadectwie/w indeksie, ale poza sprawami czysto estetycznymi nie mają przełożenia na umiejętności czy też wiedzę, przydatne w realnym świecie. Oczywiście, może zależeć ci na zdobyciu dobrego świadectwa w ogólniaku, aby potem pójść na dobrą uczelnię, i to jest w porządku. Tak działa system i trzeba się do niego dostosować. Zwykle jednak każdy kierunek pod uwagę bierze dwa, maksymalnie trzy przedmioty na świadectwie oraz wyniki z matury. Reszta przedmiotów—trójeczka wystarczy.

System nie wydyma trójkowego ucznia bo ten, dając z siebie minimum wysiłku, przebrnie przez cały proces edukacji, a zaoszczędzony na nauce czas wykorzysta w bardziej efektywny sposób. Zamiast ślęczeć nad funkcjami z majzy, będzie zajmował się tym co lubi i co go rozwija.

2. Nie będziesz ślepym naśladowcą.

Nie wierz we wszystko, co ci mówią. Dobre oceny w szkole nie zagwarantują ci sukcesu i nie przyniosą milionów na koncie. Pomyśl, że setki tysięcy takich cymbałów (i cymbałek) dają wiarę w to, co do głowy kładą im nauczyciele, a czasami rodzice, a później po skończonych szkołach zostają z papierkiem w ręku. I ręką w nocniku.

Ty podążaj swoją drogą. Wiesz, co chcesz w życiu robić. A jeśli jeszcze nie, to skup się na odnalezieniu tej rzeczy.

3. Nie będziesz podlizywał się nauczycielom/wykładowcom.

Rzygać mi się chce na widok tych wszystkich dupowłazów. Zdobywaniem lepszych ocen próbują zjednać sobie nauczyciela tudzież wykładowce. Wkładają mnóstwo wysiłku w naukę tylko po to, aby potem usłyszeć z ich ust pochlebstwo. Lub aby pochlebstwo to zostało przekazane rodzicom. Jaki jest sens w uczeniu się czegoś tylko i wyłącznie dla aprobaty innych? Żaden nauczyciel ani wykładowca nie jest w stanie zagwarantować ci nic więcej, oprócz wpisania oceny.

W pewnym momencie i na rodzicach będziesz musiał przestać polegać.

4. Wiesz, że masz większe zmartwienia, niż oceny.

Spora grupa uczniów lub studentów zamartwia się na śmierć swoimi ocenami. „Ojejku! Muszę dostać pięć! Ojejku, jak nie będę miał piątki z tego przedmiotu, to średnia leży!”. A niech sobie leży! Niech robi, co jej się podoba! Trójkowy uczeń wie, że oceny w żaden sposób nie przekładają się na poziom inteligencji tudzież wiedzy w danej dziedzinie. A często akurat z tej dziedziny wiedza jest ci do niczego nie potrzebna.

Serio. Masz większe zmartwienia, niż oceny. Weź się do roboty.

5. Dobre oceny nie oznaczają sukcesu.

To, że dostałeś piątkę z tego kolosa czy sprawdzianu, to żaden sukces. Wykułeś na pamięć materiał, napisałeś, zdałeś. Gdzie tu sukces? Co tak naprawdę osiągnąłeś? Jutro i tak nie będziesz niczego pamiętał.

6. Wykorzystujesz wiedzę innych.

Po co uczysz się o chorobach układu odpornościowego, skoro i tak, łapiąc przeziębienie, pójdziesz do lekarza? Skorzystaj z wiedzy innych, nie musisz być specem w każdej dziedzinie. Gospodaruj mądrze miejscem w swojej głowie i nie zaśmiecaj jej niepotrzebnymi rzeczami. Bądź mistrzem w jednej, konkretnej dziedzinie. Od wszystkiego innego możesz mieć swoich ludzi.

7. Więcej czasu na pasje.

Rozwijaj się. Znajdź swoją pasję i właśnie w tym kierunku się kształć. Jeśli znajdziesz coś, co kochasz robić, jest duża szansa na to, że miłość będzie odwzajemniona. Po co marnować czas na biolę, chemię i wychowanie do życia w rodzinie? Wiesz, że woda wrze w stu stopniach a jak połkniesz jakiś kwas, to wypali ci wnętrzności. Wystarczy.

Spożytkuj czas na coś, co rzeczywiście jest przydatne. Na przykład na swoją pasję.

8. Nie przejmujesz się porażkami.

Uczysz się na nich. Analizujesz, co poszło nie tak, po czym wyciągasz wnioski. Pała z kolokwium/sprawdzianu? Bez spiny, są drugie terminy. Zdasz za drugim razem. Albo piątym.

9. Nie marnujesz energii bezmyślnie.

Jeśli do zdania przedmiotu wystarczy trzy, to po co opanowywać cały materiał «na pięć»? Zdane to zdane, i jeśli to, czego musisz się nauczyć w żaden sposób nie przyda ci się w życiu, trója zupełnie wystarczy. Zakuj, zdaj, zapomnij. A potem skup się na czymś konkretnym.

10. Jesteś marzycielem.

Planuj, wizualizuj, osiągaj wyznaczone cele. Mogą one być zbieżne z tym, czego żąda od ciebie system i pewnie będą. Co z tego, to ty wiesz, co jest dla ciebie dobre. Wiesz, co lubisz robić. Więc rób to. I stań się w tej dziedzinie ekspertem.

Zauważ, że wielu ludzi sukcesu, mniej lub bardziej znanych, miało duże problemy ze szkołą lub też w ogóle jej nie ukończyli. Oni dokładnie wiedzieli, że edukacja nic im nie da. Mieli swoje indywidualne priorytety i uparcie dążyli do wyznaczonych celów. Chcesz przykładu? A kojarzysz może Roberta Downey Jra.? Tak, tak, tego od Iron Mana. Facet jest nie tylko genialnym aktorem, jest też jednym z najlepiej opłacanych. A nawet nie skończył ogólniaka.

To się nazywa «wyjść na ludzi».

 

 

———

 

 

A ty? Jakim typem ucznia/studenta jesteś lub byłeś?