7 sposobów jak bezboleśnie wstawać rano

... i o tym jak straszna jest ta zima.

Od zawsze miałem kłopoty ze wstawaniem rano. Szybko zdałem sobie sprawę, że solarny tryb życia jest mi wybitnie nie na rękę i przez większą część młodzieńczych lat zawzięcie buntowałem się przeciwko reżimowi wczesnego budzenia do szkoły, kościoła, czy gdziekolwiek indziej; natomiast ten, kto zmuszał mnie do zwleczenia się z łóżka przed dziesiątą, skazywał się na wyrok śmierci i wieczne potępienie.

Czasy się zmieniły, ja też, i nagle dzień rozpoczęty o 11 rano stał się zbyt krótki, by móc zrobić wszystko to, czym chcę danego dnia się zająć. Prawda została objawiona: doba nie wydłuży się magicznie o kilka godzin. Jeśli chcesz mieć więcej czasu, sam musisz o to zadbać, a pierdolety typu „mam tyle do zrobienia, że doba jest dla mnie za krótka” to wymówki ludzi mających problemy z organizacją czasu.

Jakkolwiek bolesne by to nie było, wreszcie pojąłem, że wstawanie rano jest dobre. Bolało cholernie.

OK, ale co dalej? Co z tego, że już to wiem, skoro mój organizm z całych sił stara się uświadomić mi, że jednak się mylę? Całe lata toczyłem nierówną batalię z własnym ciałem, czasem wygrywając, a nieraz ponosząc sromotną klęskę spania do 11. Wreszcie udało mi się wyrobić w sobie wątpliwy nawyk budzenia się rano i moje życie odzyskało sens. Cholera, nawet polubiłem całe to budzenie się wcześniej niż inni. Mogłem zacząć dzień na spokojnie, tak jak lubię.

Sytuacja była w miarę stabilna—do niedawna.

Punkt kulminacyjny nastąpił tej zimy. Wstawanie «z kogutami», kiedy w pobliżu nie ma żadnego koguta, a co gorsza za oknem nie ma słońca, stało się niemożliwością. Naprawdę, ostatnich kilka tygodni to była jakaś tragedia—nie dość, że nie mogłem zasnąć w nocy, to wstawanie rano przychodziło mi z jeszcze większym trudem; mimo że spałem dłużej niż zwykle. I nawet jeśli udało mi się obudzić wcześniej, żeby dopiąć kilka spraw albo coś napisać, to i tak przez dwie kolejne godziny siedziałem w bezruchu gapiąc się tępo w monitor/kartkę papieru/ścianę.

Nie lubię użalać się nad sobą i próbując zaradzić problemowi, przekopałem dziesiątki stron w Internecie, wołałem do znajomych o pomoc, a nawet zaczerpnąłem opinii lekarza-specjalisty. Od razu zastosowałem się do udzielonych mi rad i, choć przecież początki zawsze bywają trudne, z nadzieją czekałem na lepsze jutro. Czekałem, czekałem, i...

Powiem tak: sposoby, które zamierzam wam przedstawić, działają. Na pewno ułatwią wam poranne wstawanie, a dzięki temu zyskacie lepsze samopoczucie i będziecie mieć więcej czasu. Twierdzę jednak, że zdecydowanie ciężej będzie to osiągnąć tej zimy.

Albowiem straszna jest ta zima.

 

7 SPOSOBÓW NA ŁATWIEJSZE WSTAWANIE

 

1. | Daj odpocząć komputerowi/telefonowi.

 

A czy wiedziałeś, że niebieskie światło emitowane przez urządzenia wyposażone w podświetlany ekran zatrzymuje produkcję melatoniny, czyli hormonu snu, w naszym organizmie? Ja też nie!

Gapiąc się w monitor rozbudzałem swój mózg, bo zamiast dawać mu sygnały «czas na lulu», krzyczałem głośno: „ja chcę jeszcze jeden odcinek House of Cards!”. Teraz staram się nie patrzeć w ekran na godzinę przed ułożeniem się do snu. Nawet jeśli zdarzy mi się posiedzieć przed laptopem trochę dłużej niż zwykle, to zawsze przed pójściem spać staram się poczytać chociaż przez chwilę. Dzięki temu redukuję oddziaływanie niebieskiego światła na oczy i mam codziennie pół godzinki na lekturę.

 

SKUTEK? Ciężko jest pohamować się, by nie obejrzeć kolejnego odcinka serialu lub nie włączać niczego w ogóle, natomiast ma to swoje pozytywy. Rzeczywiście, niebieskie światło męczy, i jeśli spędza się większą część dnia przed monitorem komputera, to warto dać oczom trochę odpoczynku wieczorem.

Ten sposób nie wpłynie bezpośrednio na bezbolesną pobudkę, natomiast na pewno poprawia jakość snu i skraca czas potrzebny na zaśnięcie. Sam testowałem!

 

2. | Wyłącz światło.

 

To raczej oczywiste, chociaż znam osoby, które potrafią uderzyć w kimę przy każdych warunkach oświetleniowych.

Na pewno zdarza ci się położyć do łóżka zaraz po zgaszeniu światła. Błąd! To, że na zewnątrz już od 16 jest ciemno jak w dupie wcale nie oznacza, że twój mózg o tym wie. Jeśli czasy na to nie pozwalają (elektryczność i te sprawy), sam musisz zadbać o stworzenie warunków, które mózg uzna za zmierzchanie. Świetnie nadają się do tego lampki nocne.

Jak wspomniałem wcześniej, przed snem staram się poczytać książkę przez przynajmniej trzydzieści minut. Nie czytam jednak przy «głównym» świetle w pokoju, czyli tym najmocniejszym, a właśnie przy lampce nocnej. Łagodne światło lampki daje znać mózgowi, że niedługo pora lulu, więc mózgu zaczyna wydzielanie melatoniny i obniża obroty.

 

SKUTEK? To kolejny sposób, który bardziej wpływa na jakość snu, niż bezpośrednio na łatwe wstawanie rano. Ja jednak, mimo stosowania obydwu zabiegów, wciąż zmagam się z długim czasem potrzebnym na zaśnięcie. Czuję się tak, jakby po zgaszeniu światła mój mózg przechodził w fazę jakiejś hiperaktywności, i nagle wszystkie nierozwiązane dzisiejszego dnia problemy wymagają natychmiastowego przemyślenia, a odległe plany i fantazje zyskują na ważności.

Też tak macie, czy jestem odosobnionym przypadkiem?

 

3. | Wstawaj ze słońcem.

 

Podobno wystawianie źrenic na działanie promieni słonecznych tuż po pobudce natychmiastowo wzmaga aktywność mózgu oraz przyspiesza wszystkie «przebudzeniowe» procesy. Coś w tym jest, bo pamiętam, że w czasach kiedy w Polsce świeciło słońce, podejście do okna i popatrzenie na wschód dawało małego kopa energetyczno-motywującego. A teraz?

Odsłonięcie rolety praktycznie nie zmienia ilości światła w pomieszczeniu. Wiesz, że słońce już wzeszło tylko dlatego, że w przeciwieństwie do nocy, widać chmury. Zanim zdążysz zrobić sobie śniadanie i pościelić łóżko znowu jest ciemno, a ty o 14 rozświetlasz dom jak Griswoldowie na Wigilię.

Zdjęcie na Insta z poranną owsianką? Zapomnij o dobrym świetle!

 

 

SKUTEK? Tęsknię za słońcem! Serio, jest coś tak kurewsko demotywującego w obecnej pogodzie, że aż nie chce mi się żyć. Cały czas ciemno, zimno i najczęściej jeszcze pada. Siedzisz więc albo w pracy, albo w domu, a pójście do kawiarni lub biblioteki żeby popracować skutkuje w najlepszym wypadku zapaleniem płuc. No jak tu żyć!?

Z chęcią zastosowałbym się do porady „wstawaj ze słońcem”, ale jak mawiała moja babcia: „z pustego to i SALAMON NIE POLEJE”. Także tego.

 

4. | Wypij szklankę wody rano.

 

O fantastycznych właściwościach wody wiadomo nie od dziś, a do tej całkiem pokaźnej puli można jeszcze dodać pobudzenie umysłu do działania.

 

SKUTEK? Trzy rozbite szklanki, jedna zalana książka oraz mokre prześcieradło, a do tego zero pobudzenia - to mój bilans po zastosowaniu się do tej rady. To już bardziej działa na mnie chluśnięcie lodowatą wodą prosto w twarz, w warunkach łazienkowych oczywiście, albo umiarkowanie ciepły prysznic.

Nienawidzę zimnego prysznica.

 

5. | Zjedz jabłko.

 

Może wydawać się to głupie, ale „jabłuszko z rana to prognoza na dzień udana”... Sam to wymyśliłem, hehe.

Jabłko zawiera naturalny cukier, który z kolei ma właściwości pobudzające. Zjedzenie jabłka, jeszcze przed śniadaniem, dobrze wpływa na samopoczucie, a mózg jakoś tak raźniej zabiera się do roboty. Amerykańscy naukowcy już wieszczą upadek kultury picia kawy rano na rzecz porannego jabłka.

Powiem wam jedno naukowcy: JA NIGDY NIE ZREZYGNUJĘ Z PORANNEJ KAWY!

 

SKUTEK? Rzeczywiście, spośród wszystkich wymienionych tu sposobów, poranne jabłuszko to jedna z najbardziej skutecznych metod. Jem jedno rano od dwóch tygodni i czuję się znacznie lepiej, nawet jeśli zaraz mam zmierzyć się z egipskimi ciemnościami za oknem.

Najlepiej postawić sobie jabłuszko na szafce nocnej, żeby nie trzeba było iść po nie rano do kuchni. Nie musisz nawet przejmować się, że możesz niechcący je strącić. Jabłka, w przeciwieństwie do szklanek, nie rozbijają się.

 

6. | Użyj apki!

 

Żyjemy w czasach, w których, niezależnie od twoich potrzeb, na wszystko jest apka.

Są apki symulujące świtanie (jakkolwiek idiotycznie i niezrozumiale to zabrzmi), są i takie, które pomagają ci określić twój cykl snu. Zwłaszcza tym drugim typem warto się zainteresować, bo można dowiedzieć się, jak poprawić jakość spania, ale...

 

SKUTEK? Ja tego nie zrobiłem. W zasadzie to sam nie wiem dlaczego, bo skoro istnieje takie rozwiązanie i iluś tam osobom pomogło, to warto byłoby się nim zainteresować.

Bądźcie ode mnie mądrzejsi i sprawdźcie to.

 

Jedyny dobry powód, żeby wstać rano tej zimy.

Jedyny dobry powód, żeby wstać rano tej zimy.

 

7. | Nie dosypiaj!

 

Zasada jest prosta: słyszysz budzik, wstajesz. Nie ma, że boli.

Z chwilą, gdy zacznie się „jeszcze tylko pięć minutek” i gwałcenie przycisku «snooze» na budziku lub «drzemka» na telefonie, przegrałeś, stary. Albo stara.

Wiem, ja też nie mogę oprzeć się pokusie, żeby uwalić jeszcze z piętnaście minut drzemki. Przecież prysznic zajmie mi jakieś dwie minuty i trzydzieści pięć sekund, śniadanie to kwestia trzynastu i pół minuty, a z włosami i/lub makijażem (jeśli jesteś kobietą. Chociaż... No niekoniecznie) uwinę się w pięć. Tym sposobem mogę spokojnie pospać jeszcze trochę, i nawet nie spóźnię się do pracy/na uczelnię!

A gówno!

Albo wstajesz z łóżka od razu, o umówionej godzinie, albo cały twój dzień będzie się ciągnął jak kot sąsiadki na drodze po spotkaniu z ciężarówką.

 

SKUTEK? Choć może wydawać się okrutna i bolesna, zasada ta jest absolutną podstawą wstawania rano. To od niej powinieneś zacząć cały poranny rytuał, i to ona powinna nastroić cię na resztę dnia.

Nie będę kłamał: ciężko było mi przystosować się do tej rady. Zwłaszcza teraz, kiedy rano jest jeszcze ciemno, zimno, a jak wejdzie się pod prysznic, to tak jakby padało. Jest to jednak najskuteczniejsza broń w walce z porannym ospalstwem.

 

 

 

———

 

 

 

Jeśli masz problemy ze wstawaniem rano, to wydaje mi się, że z zestawem sposobów które właśnie ci zaprezentowałem, masz spore szanse na sukces. Mnie się udało (już widzę przynajmniej jedną osobę, która uśmiecha się szyderczo pod nosem czytając to zdanie), chociaż każdego ranka toczę nierówną walką z własnym organizmem i pogodą za oknem. Uważam jednak, że warto wstawać rano. Przynajmniej mnie nastraja to bardziej pozytywnie na resztę dnia.

A jak jest z Wami? Jesteście bardziej nocnymi markami czy rannymi ptaszkami?

 

Czy może nocnymi markami próbującymi być rannymi ptaszkami, zupełnie tak jak ja?