9 typów współlokatorów, na których nie chcesz trafić

Jeśli wynajmujesz mieszkanie z innymi.

 

Wyprowadzając się z rodzinnego domu na studia do wyboru masz dwie opcje akomodacji: mieszkanie albo akademik. O drugim się nie wypowiem, bo nigdy nie skorzystałem; jako osoba o stwierdzonych klinicznie zaburzeniach snu w nocy potrzebuję ciszy. Domyślam się więc, że (nie)spanie w akademiku już w pierwszym tygodniu semestru skończyłoby się moją próbą samobójczą. Jako osoba ceniąca swoje życie i zdrowie, zawsze wybierałem opcję numer jeden.

Z czysto finansowego punktu widzenia akademik z pewnością bardziej się opłaca: wynajem mieszkania, czy nawet pokoju, z reguły kosztuje więcej. W zamian za wyższą cenę dostajesz trochę prywatności oraz łazienkę używaną przez mniej niż 20 osób, a przez twój pokój, w ramach dzikich bansów, nie ma prawa przewinąć się spontanicznie kolejna setka. No chyba, że sam na to pozwolisz.

Podejrzewam, że na wynajem całego mieszkania cię nie stać; dobry i pokój, byleby bez współlokatora. Przygotuj się jednak na to, że o ile udało ci się wynająć «jedynkę», to reszta pokoi twojego nowego lokum będzie zamieszkana przez inne osoby. I nie jesteś w stanie przewidzieć z kim przyjdzie ci mieszkać. Ale od tego masz mnie.

Czterokrotna zmiana miejsca zamieszkania w ciągu dwóch lat oraz bezcenne doświadczenia zebrane podczas nocowania «na krzywy ryj» u przyjaciół pozwoliły mi na wyodrębnienie 9 typów współlokatorów, z którymi możesz mieć do czynienia wynajmując pokój w mieszkaniu studenckim. Przedstawione tu postacie to zaledwie rysy osobowościowe, nie mniej jednak bardzo łatwo zdołasz odnaleźć ich dominujące cechy charakteru u swoich współlokatorów. A to z kolei pozwoli ci podjąć decyzję, jak długo zamierzasz z nimi zostać. Albo oni z Tobą.

Nie przedłużając: pozwól, że zacznę od tego najgorszego. To

 

1. Ten, który tworzy chaos.

 

O zgrozo. Jeśli zauważysz, że twój współlokator: a) zostawia brudne naczynia w miejscach stanowczo do tego nie przeznaczonych (parapet, łazienka, szafka na buty), b) wchodząc do mieszkania buty zdejmuje a la Cristiano Ronaldo (mocnym kopem w przód), lub; c) z jego pokoju dobiegają zapachy sprawiające, że zaczynasz zastanawiać się, czy przypadkiem nie jest on seryjnym mordercą, którego widziałeś ostatnio w „997” , wiedz, że masz do czynienia z tym, który tworzy chaos. I uwierz mi: to nie jest ktoś, z kim chcesz mieszkać.

«Ten, który tworzy chaos» jest osobą, której nie znane są pojęcia typu: „miotła”, „płyn do szyb” czy „wynieś śmieci”. Prawdopodobnie nigdy wcześniej nie korzystał z takich urządzeń, jak odkurzacz, a na kontakt ze środkami czystości odpowiada reakcją alergiczną. Co więcej, ma absolutną niewrażliwość estetyczną na jakikolwiek przysłowiowy burdel. Nie przeszkadza mu zawalony zlew, lepka podłoga czy też brak czystych sztućców w szufladzie. Albo kufel po piwie przy kiblu.

 

2. Pedant.

 

Sytuacja analogiczna do przypadku opisanego w punkcie numer 1.

Pedant to nie mniej upierdliwa kreatura. Tym razem to ty staniesz się obiektem wszelkiego rodzaju przytyków i prześladowań za swoje bałaganiarstwo; mimo tego, że o porządek dbasz. Pedantowi będzie przeszkadzać wszystko: krzywo ułożone buty w przedpokoju, widelec włożony na miejsce noża w szufladzie oraz nieopuszczona deska w toalecie. Twoje błędy będzie ci wytykać niczym ksiądz na kolędzie nieobecność na niedzielnej mszy, a niebotyczne wymagania nazywał «życiem w ludzkich warunkach».

 

 

Podgatunkiem pedanta jest pedant-introwertyk. Nie powie ci wprost o tym, że nie pasuje mu twoje „niechlujne mycie naczyń, bo i tak on musi później wszystko poprawiać”. O nie. Pedant-introwertyk poinformuje cię o tym za pomocą karteczki samoprzylepnej, przyklejonej do np. drzwi lodówki. Albo lustra w łazience. Albo drzwi twojego pokoju. Od wewnątrz.

 

3. „Ja tego nie zrobiłem”.

 

Pamiętacie, jak rodzice wytykali wam, że traktujecie wasz dom jak hotel? Cóż, mogli mieć trochę racji—a ja mogłem trafić na ciebie!—bo zdarzało mi się mieszkać z ludźmi, którzy w ten sposób postępowali.

W gruncie rzeczy wygląda to tak, że osobnik z gatunku «ja tego nie zrobiłem» nie kiwnie palcem, jeśli zajdzie nagła potrzeba zrobienia czegoś w imię „wspólnego dobra”. Co z tego, że ściągnięcie naczyń z suszarki zaczyna przypominać grę w Jengę. Co z tego, że wystarczy jeden fałszywy ruch, i cała góra talerzy leci w dół jak oglądalność „Klanu” po zabiciu Ryśka. Przecież „ja tego nie zrobiłem”. Dlaczego miałbym sprzątać za ciebie, skoro mogę spróbować upchnąć kolejne trzydzieści talerzy na sześciu centymetrach kwadratowych?

 

4. Złodziej jedzenia.

 

Ja rozumiem, że możesz akurat nie mieć niczego w lodówce, a wrócić głodny z pracy. Ja rozumiem, że złapała cię gastrofaza po imprezie, a cała zawartość twojej półki w lodówce to masło i kawałek pomidora. Nie mam nic przeciwko, jeśli poczęstujesz się tym, co jest na mojej półce. Co więcej, jeśli mnie o to zapytasz, to z radością wspomogę brata/siostrę w potrzebie bułką czy wykwintnym pasztetem drobiowym.

Ale żeby regularnie podpierdalać mi ten pasztet z lodówki!? No to już przesada!

 

5. Złodziej kosmetyków.

 

I tego typu złodziejem może się okazać twój nowy współlokator. Jeśli zauważysz, że już po tygodniu nowo kupiony szampon lub pasta do zębów świecą pustkami, a twoje włosy nie wydają się bardziej puszyste a zęby bielsze, to wiedz, że coś się dzieje.

Z kosmetykami jest o tyle dobrze, że nie trzymane w lodówce nie tracą świeżości—w przeciwieństwie do np. pasztetu—można więc trzymać je w swoim pokoju. Chociaż z drugiej strony: czy ktokolwiek jest w stanie odróżnić po zapachu pasztet dobry od nieświeżego?

 

6. Nocny Marek.

 

Choć nie należę do osób wcześnie kładących się spać, to moją górną granicą nocnego markowania jest pierwsza w nocy. Z prostej przyczyny: zwykle wstaję w okolicach godziny ósmej, a potrzebuję przynajmniej siedmiu godzin snu.

Dlatego też wiem, że jeśli moim nowym współlokatorem okaże się Nocny Marek, to się nie dogadamy. I nie mam na myśli kogoś, kto po prostu przesiaduje przed kompem do wczesnych godzin porannych w swoim pokoju. Chodzi mi o osobę, dla której godzina trzecia w nocy wydaje się odpowiednią do robienia kolacji, pójścia pod prysznic i poodkurzania w pokoju.

Z Nocnymi Markami jest u mnie jak z pasztetem—nie trawię.

 

7. Imprezowicz.

 

Uuu, poważna sprawa.

Nie to, że jestem jakimś fun killerem, a całe moje życie to praca, nauka, blog i hodowla jedwabników. Naprawdę nie mam nic przeciwko wychodzeniu na imprezę, czy też organizowaniu domówek, natomiast, jak mawia klasyk: we wszystkim trzeba znaleźć zdrowy umiar. Zdecydowanie nie-zdrowe wydaje mi się imprezowanie CODZIENNIE.

 

 

Zwłaszcza z domówkami jest problem. Na przykład wtedy, gdy są organizowane w pokoju obok, a twoje zaproszenie na imprezę nigdy nie dotarło. Albo gdy nie masz ochoty na party-party i robisz szóstą serię brzuszków, a do twojego pokoju wparowują dwie naebane studentki polonistyki. Witacie się, grzecznie odmawiasz przyłączenia do zabawy, po czym, już po ich wyjściu, zdajesz sobie sprawę, że jesteś w samych bokserkach. A cały trud wysiłku fizycznego odcisnął mokre piętno w postaci podłużnego śladu zostawionego na majtkach między twoimi pośladkami.

Jaki z tego morał? Nigdy nie rób brzuszków dupą w stronę drzwi.

 

8. „Ja mam inne zdanie”.

 

Mieszkanie z innymi wymaga kompromisów. Im szybciej to pojmiesz, tym lepiej dla ciebie. Część wspólna waszych czterdziestu metrów kwadratowych to ziemia niczyja, i tylko w waszej kwestii leży, czy nieustannie będziecie toczyć tam wojny, czy może będzie oazą spokoju i szczęścia.

Zapomnij o oazie, jeżeli okaże się, że twój współlokator jest z gatunku „ja mam inne zdanie”. Cokolwiek byś nie zrobił, jakkolwiek byś nie ustępował, ZAWSZE znajdzie się coś, co nie będzie mu odpowiadało. Robicie grafik sprzątania i ustalacie kolejność? Jemu ta kolejność nie odpowiada. Planujecie wspólne wydatki na mieszkanie i określacie budżet? „Po hój kupować nowy czajnik skoro ten stary tylko czasami wywala korki w całej kamienicy!?”. Organizujecie domówkę i zapraszacie go do przyłączenia się? „Jasne, a ważny projekt na luty niech zrobi się sam!”.

 

9. Dziewczyna.

 

Nieprzypadkowo figuruje na liście ostatnia. Szansa, że trafisz na któryś z gatunków współlokatora wymienionych wyżej, to pół-na-pół. Szansa, że to będzie dziewczyna, wynosi 95 procent.

Nie łatwo jest dzielić mieszkanie z przedstawicielkami (tylko czysto teoretycznie) płci pięknej. Wiem o tym bardzo dobrze, bo swego czasu mieszkałem z aż pięcioma. Kilku facetów w tym miejscu pociągnie nosem w akcie zazdrości—zaprawdę powiadam Wam: nie chcecie tego!

Tak w skrócie, każda dziewczyna to: zapchany włosami syfon pod prysznicem, kosmetyki na umywalce oraz buty WSZĘDZIE. Za darmo, w pakiecie, otrzymujesz: okazjonalne rozchwianie emocjonalne i wynikającego z niego napady szału, odwiedziny koleżanki z liceum, które przeradzają się we wspominkową, dwuosobową bibę ze spożyciem alkoholu na poziomie litra na osobę, oraz całkowity brak dostępu do łazienki w godzinach od 8 do 11.

I niech mi tylko która powie, że dziewczyny bardziej dbają o porządek. O nie, Drogie Panie. Włożenie brudnych naczyń do zlewu to jeszcze nie dbanie o porządek.

 

 

 

———

 

 

 

A jak było u Was ze współlokatorami? Macie jakieś ciekawe historie?

 

P.S.: Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób i zdarzeń jest niezamierzone i przypadkowe. Słowo ministranta!