Blogowe podsumowanie roku

Podsumowanie 2016 roku na blogu jakub.pe + 10 najlepszych tekstów

Przyznam szczerze, że mam problem z poczuciem czasu. Zawsze mniej więcej w okolicy świąt i Sylwestra, kiedy przychodzi czas podsumowań i refleksji, myślę sobie: „Kurza twarz! Właśnie minął kolejny rok mojego życia! Jak? Gdzie? Kiedy?”, zadając pytania przysłówka. Później próbuję jednak wrócić myślami do 1 stycznia roku poprzedniego by przeanalizować, co się przez te 12 miesięcy wydarzyło. Wniosek jest zawsze ten sam: wydarzyło się całkiem sporo. I w jednej chwili pozbywam się wrażenia, że ten czas gdzieś mi uciekł.

Jeśli chodzi o tempo życia, 2016 rok pobił wszelkie rekordy. Po pierwsze: wreszcie udało mi się uruchomić bloga! Dla innych może nie wydawać się to wielkim wyczynem, natomiast jeśli wziąć pod uwagę, że nosiłem się z takim zamiarem przez ponad dwa lata—cóż, ja bardzo chętnie wpisuję to wydarzenie na listę osobistych sukcesów. Co więcej, nie tylko go uruchomiłem, ale również konsekwentnie dbałem o to, aby regularnie publikować nowe teksty.

No dobra, z tą regularnością to różnie bywało, ale za kolejny sukces uznaję fakt, że nie było tygodnia, w którym na blogu nie pojawił się przynajmniej jeden tekst. Do działalności blogotwórczej należy dodać też prowadzenie aktywnego fanpage'a oraz konta na Instagramie. Jest też Snapchat i Twitter, ale... Ani tu ani tam nie za wiele się pojawia; jeszcze szukam sposobu na wykorzystanie tych mediów. W przypadku snapa, to chyba zostanę przy publikacjach z okazji jakiegoś wydarzenia lub podczas podróży, natomiast twitter to na razie wielka niewiadoma. Ale tylko na razie.

Druga sprawa: wyjazd do Stanów. Wymagał sporej ilości przygotowań, planowania i różnych wyrzeczeń, ale się udało. Spędziłem tam wakacje swojego życia, a wy na blogu znajdziecie obszerne relacje ze zdjęciami z miejsc, które odwiedziłem. Nawet udało mi się nawiązać współpracę z ekipą, która mnie do Stanów wysłała, i o tym też przeczytacie na blogu.

Do tego należy dodać pracę, studia oraz szczątkowe życie towarzyskie (nie no, bez przesady!), a wyjdzie całkiem intensywne tempo życia. I dobrze, bo wreszcie czuję, że żyję pełnią możliwości i jestem na dobrej drodze. Jeszcze nie wiem, co znajduje się na jej końcu. W sumie to nawet nie chcę wiedzieć.

The road is home.

 

10 NAJLEPSZYCH TEKSTÓW 2016 ROKU

 

Od 30 kwietnia, bo właśnie wtedy blog został «opublikowany», minął szmat czasu, i trochę tekstów się na nim nazbierało. Poniżej przedstawiam listę tych, które spodobały się wam najbardziej.

Przy układaniu listy pod uwagę brałem: liczbę osób, które przeczytały dany tekst, ilość like'ów, udostępnień i komentarzy, a także zaangażowanie na facebooku. Nie udostępniam jednak tych danych, a listę przedstawiam w kolejności przypadkowej, z dwóch powodów: po pierwsze—na tym etapie rozwoju bloga udostępnianie statystyk niczemu nie służy, a po drugie—jestem przeciwny wszelkiego rodzaju kategoryzacjom i rankingom. Siódme poty wylałem przy pisaniu każdego z nich, i chociaż jedne spodobały się wam bardziej od drugich, to dla mnie wszystkie one są «naj naj».

A jeśli dla mnie takie są, to i dla was mają być. A co! Mój blog!

 

(kliknięcie w tytuł przeniesie cię do danego tekstu)

 

1. | 9 typów współlokatorów, na których nie chcesz trafić

 

To jeden z tych tekstów, jak to się mówi, krwią i łzami pisanych. W sensie, że miałem osobistą (nie)przyjemność mieszkania z każdym z wymienionych typów współlokatorów.

Najzabawniejsze jest to, że po jego publikacji kilku moich byłych lokatorów przestało się do mnie odzywać. Ci obecni też jakby trochę się zdystansowali... A przecież jasno i wyraźnie napisałem: „Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób i zdarzeń jest niezamierzone i przypadkowe”.

He-he.

 

2. | Zawsze robimy to, na co ty masz ochotę!

 

Chociaż bardziej wymowny wydaje mi się podtytuł tekstu: „Kobiety nie chcą, nie potrafią bądź też boją się podejmować decyzje”.

Jeden z tych tekstów, podczas czytania których Panie wykwitają na twarzy siną purpurą zarzekając się, że one takie nie są, a Panowie przytakują cicho: „znam ten ból”.

I jak tu was, Drogie Panie, nie kochać?

 

3. | USA 2016 Trip: Boston

 

Pierwsza relacja z mojej wielkiej amerykańskiej eskapady.

Co tu dużo mówić: Boston mnie urzekł. Może to zasługa małomiasteczkowego, „swojskiego” klimatu, a może faktu, że po zwariowanym Nowym Jorku stolica Massechussets okazała się być oazą spokoju. Boston funkcjonuje na zdecydowanie niższych obrotach, a i ludzie wydają się jakby... bardziej uśmiechnięci i życzliwi.

Nie mniej jednak, 3-dniowy weekend to wystarczająco dużo czasu, aby poznać to miasto.

 

Boston

Boston

 

4. | Liebster Award 2016

 

Dzięki Karmins zostałem nominowany do wzięcia udziału w akcji Liebster Award 2016, czyli: „mniej znani blogerzy polecają innych mniej znanych blogerów”.

Wyszedł z tego całkiem fajny tekst, w którym dowiecie się kilku ciekawostek na mój temat, a wasze reakcje pokazują, że tego typu wpisy, od czasu do czasu, są jak najbardziej na miejscu.

To co, poznamy się bliżej?

 

5. | Życie na kampie

 

W tym wpisie opowiadam, jak wyglądało moje życie na kampie.

Czytając teraz ten tekst mam wrażenie, że mógłbym za niego dostać nagrodę w stylu: jak NIE zachęcić ludzi do wyjazdu na kamp. Dlatego należy się wam małe sprostowanie: jestem osobą wybitnie nieprzystosowaną do rutyny i już po kilku dniach zaczynam płakać jak dziewczynka i narzekać, jak to mam ciężko w życiu.

Musicie również pamiętać, że tak wyglądał dzień na MOIM kampie (którego nazwy nie mogę wam zdradzić), co wcale nie oznacza, że tak samo będzie na WSZYSTKICH kampach.

Jak mawia staropolskie przysłowie: „co kamp, to obyczaj”.

 

6. | 7 sposobów jak bezboleśnie wstawać rano

 

Tekst, na którego tytuł moja mama zareagowała salwą soczystego śmiechu wiedząc, że dla mnie «rano» to dowolna godzina przed południem. I najlepiej po 10.

A tak na serio, to muszę wam przyznać, że te sposoby działają. Jakkolwiek okrutne i bezsensowne wydaje mi się wstawanie o świcie przy pogodzie, jaką oferuje nam tegoroczna zima, stosując się do tych porad znacznie ułatwicie sobie ten nieprzyjemny proceder.

 

7. | USA 2016 Trip: Washington, D.C

 

Tym razem relacja z przepięknego Waszyngtonu.

Pomijając fakt, że podczas naszego pobytu tam warunki pogodowe nastrajały raczej na udar słoneczny, ewentualnie wylew, niż na zachwycanie się architekturą miasta, to pobyt w stolycy USA zaliczam do bardzo udanych.

Jest coś niesamowitego w spokoju i monumentalności, jaką emanuje to miasto. To miejsce kultu historii i cichej zadumy. Miejsce refleksji nad przeszłością i kontemplacji teraźniejszości.

To również miejsce tryliarda najprzeróżniejszych muzeów oraz zajebistych restauracji, gdzie możesz spróbować kuchni z całego świata.

Love Waszyngton.

 

 

8. | Jak wyjechać do Stanów?

 

Pierwsza współpraca na blogu!

Razem z ekipą Camp Leaders Polska dogadaliśmy się, że warto byłoby przybliżyć ludziom, jak wygląda cały proces aplikacji z perspektywy uczestnika i uświadomić im, że wyjazd do Stanów na kamp to wcale nie taka skomplikowana sprawa.

Udało się, bo tekst klikał się jak szalony, a na moją skrzynkę mailową zaczęły napływać najprzeróżniejsze pytania odnośnie wyjazdu.

Jesteś studentem i chciałbyś wyjechać na 3 miesiące do Stanów tanim kosztem? To tekst dla ciebie.

 

9. | Czego NIE KUPOWAĆ dziewczynie na święta

 

Tak w ogóle, to nie ma za co, Drogie Panie!

Tekst pisany w kolaboracji z rzeszą przedstawicielek płci pięknej aktywnie doradzających mi, czego facet NIE POWINIEN kupować dziewczynie na święta. Paniom czasami zdarzało się mieć odmienne opinie co do niektórych prezentów, ale udało mi się wybrać kilka takich, które zdecydowanie są must not have.

 

 

Panowie, mam nadzieję, że pomogłem.

 

10. | Poranek trwa krótko, a dzień nie zawsze spełnia jego oczekiwania

 

Ten najlepszy, najbardziej poczytny, ukochany i «jedyny taki».

Co ciekawe, to także jeden z pierwszych tekstów, jakie napisałem na bloga. Tytuł to cytat zaczerpnięty z powieści „Silmarilion” J.R.R Tolkiena i próżno doszukiwać się w niej związku z treścią posta.

Jeśli jeszcze go nie czytałeś, zrób to, a później wracaj by wielbić mnie na kolanach.

 

 

———

 

 

Muszę się wam do czegoś przyznać: ten pierwszy «rok» był tylko eksperymentem.

Choć z zamiarem założenia bloga nosiłem się dwa lata, to i tak do ostatniej chwili nie byłem pewien, czy to dobry krok. Cholera, nie byłem nawet pewien, czy tego chcę. Myślicie, że jak w końcu się odważyłem, to było łatwiej? A takiego! Z każdym tekstem obawiałem się, czy daję z siebie wszystko, na co mnie stać, i czy ktokolwiek chce to czytać. I choć akurat w tej kwestii nie za wiele się zmieniło, to wiem jedno: tak, chcę to robić.

Wydaje mi się jednak, że na tym etapie rozwoju bloga warto byłoby poświęcić dłuższą chwilę na zastanowienie się, co dalej. Obrana przeze mnie tematyka, o ile o takiej można mówić, jest dosyć ambiwalentna i chciałbym wreszcie ukierunkować blog w stronę, w którą będzie się on dalej rozwijał. Mam kilka pomysłów, które wymagają dopracowania, jest też kilka koncepcji na zupełnie nową tematyką, ale to wszystko jest jeszcze w fazie «czy to aby na pewno to?».

Styczeń, mam taką szczerą nadzieję, przyniesie również zmiany w wyglądzie bloga. Trochę znudził mi się obecny szablon i widzę kilka miejsc, w których można byłoby dokonać poprawek. Niestety, to również wymaga czasu i najprawdopodobniej wiążę się z wyłączeniem bloga na kilka dni.

Styczeń to również czas... zimowej sesji, a tegoroczna sesja zapowiada się na jedną z najtrudniejszych w mojej akademickiej karierze. Do tego wisi nade mną widmo nienapisanej pracy magisterskiej, a deadline oddania kolejnego rozdziału zbliża się niemiłosiernie. Nie chciałbym zawalić ostatniego roku studiów, więc w styczniu, niestety, studia stawiam ponad blogiem.

Planowanie rozwoju bloga, zmiany w szablonie, zimowa sesja egzaminacyjna oraz praca zawodowa nieuchronnie prowadzą do jednego: na blogu będzie pojawiać się mniej tekstów. Postaram się publikować przynajmniej raz w tygodniu, ale na ten moment to wszystko, co mogę wam obiecać. Na pewno pozostanę aktywny na fanpage'u bloga oraz na Instagramie. A jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, od lutego ruszam pełną parą.

 

 

———

 

 

Tyle ode mnie na dziś. Dajcie znać w komentarzach, który tekst podoba wam się najbardziej.

Aha, jeszcze jedno:

 

Szczęśliwego Nowego Roku!