Czego TY możesz nauczyć się od Stephena Kinga

Niby-recenzja „Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika”.

 

Nie wiem, czy kiedykolwiek o tym wspominałem - a jeśli nie, to zamierzam to zrobić właśnie teraz - ale jedną z moich specjalizacji podczas studiów magisterskich była literatura. Literatura angielska, należałoby dodać, więc ani myślcie przepytywać mnie z Czwartej Księgi „Pana Tadeusza”. Znaczna część zajęć z literatury poświęcona była krytyce literackiej i jeden z omawianych wówczas je konceptów zapadł mi w pamięć wyjątkowo głęboko.

Jego autorem jest niejaki Roland Barthes, francuski krytyk literacki i pisarz, a sam koncept dotyczy podziału literatury na dwa typy: „readerly” oraz „writerly”. Wybaczcie mi te anglicyzmy, ale przez bitą godzinę myślałem nad ich polskim tłumaczeniem i nie przyszło mi do głowy nic odpowiedniego; prościej będzie mi od razu wyjaśnić na czym polegają. A zatem, teksty literackie (bo o takich mowa), które są „readerly”, to teksty proste i przyjemne w odbiorze. Są dla nas zrozumiałe pod względem językowym i nie wymagają wiele wysiłku podczas czytania; są też logicznie skonstruowane, więc czytając je mniej więcej wiemy, czego możemy się spodziewać. Teksty „writerly” są znacznie bardziej wymagające. Barthes określa takim mianem teksty, podczas czytania których odbiorca aktywnie uczestniczy w ich … tworzeniu. Eee, co? Chodzi o takie teksty, których sens i logika nie czeka na nas podane na tacy; o teksty, którym to my sami nadajemy «swój» sens (przymiotnik „writerly” pochodzi od czasownika „write”, czyli „pisać”). Ponadto, teksty „writerly” bardzo często są napisane trudnym i niejednoznacznym językiem, i przybierają eksperymentalne formy.

Barthes nie dzieli tekstów „readerly” i „writerly” na lepsze i gorsze. Sugeruje jednak, że te drugie stanowią swego rodzaju intelektualne wyzwanie i czytanie ich jest dużo bardziej satysfakcjonujące od czytania tekstów typu „readerly”. (Czyli że jednak skłania się ku tekstom „writerly” :D)

Do czego zmierzam: zgadzam się z Barthesem. Sam wolę sięgać po trudniejsze lektury; takie, których czytanie wymaga ode mnie zaangażowania. Lubię gęsty, zawiły język; uwielbiam zabawę słowem i formą. Czytanie takich lektur jest dla mnie niepomiernie bardziej satysfakcjonujące, aniżeli czytanie kolejnej powieści kryminalnej czy fantastycznej.

To napisawszy: Stephen King jest na 100%, bez dwóch zdań i cienia wątpliwości, pisarzem tworzącym teksty typu „readerly”.

Mimo tego, cholernie spodobała mi się jego książka „Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika”.

 

Źródło: www.instagram.com/jakubpe.official

Źródło: www.instagram.com/jakubpe.official

 

Wydaje mi się, że Stephena Kinga nie trzeba nikomu przedstawiać. To jeden z najpopularniejszych i zarazem najbardziej płodnych pisarzy na świecie, a także autor niezliczonych bestsellerów, na podstawie których nakręcono mnóstwo filmowych hitów. Do tej pory King wydał - potwierdzono info, bo właśnie liczyłem to wszystko na wikipedii - 56 powieści, 16 zbiorów opowiadań i 3 książki z gatunku non-fiction, co daje nam średnią prawie dwóch wydawanych książek rocznie. Wow.

Na te 75 publikacji, jak dotąd przeczytałem … 5 z nich. Z czego dwie kojarzę tylko z tytułu. Dlaczego?

King specjalizuje się głównie w powieściach grozy; często też w jego utworach pojawiają się elementy nadprzyrodzone. To wymyślone historie z wymyślonymi postaciami, które dzieją się w wymyślonym świecie. I to wszystko jest w porządku, nie mam z tym żadnego problemu; ALE! Nie tego szukam sięgając po książkę; nie kręci mnie ten gatunek literatury, a raczej - w pewnym momencie przestał mnie kręcić. To wszystko.

Do tego dochodzi kwestia języka. Pomijam fakt, że czytałem tylko polskie tłumaczenia powieści Kinga; uznajmy, że były to dobre tłumaczenia i wiernie oddały styl autora. Jak wspomniałem we wstępie, w powieściach lubię gęsty i zawiły język; lubię, kiedy język jest elementem wzbogacającym powieść; kiedy nie spełnia wyłącznie funkcji narracyjnej. I choć minęło trochę czasu od kiedy ostatni raz miałem książkę Kinga w dłoniach, to mam wrażenie, że próżno szukać u niego takich cech stylu. Język w jego powieściach jest płaski, przezroczysty. Jest jedynie medium opowiadającym daną historię, a nie wartością samą w sobie. Mimo tego, że King jest sprawnym pisarzem, język jego powieści - a raczej, warto podkreślić: język tłumaczeń jego powieści - niczym mnie nie ujmuje.

A zatem …

 

Czego możemy nauczyć się od Stephena Kinga?

 

Mój stosunek do Kinga zmienił się dramatycznie po przeczytaniu „Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika”. Wcześniej uważałem autora za typowego pisarskiego … właśnie rzemieślnika; gościa, który wymyślił przepis na bestseller i teraz trzepie powieść za powieścią, publikując je póki ludzie wciąż chcą je kupować. Z nieskrywaną przyjemnością spieszę donieść, że byłem w tragicznym błędzie.

W ramach przeprosin publicznie wyznaję swoją skruchę i pragnę powiedzieć - Stevie, szanuję cię, chłopie.

A teraz przejdźmy do konkretów.

Zaskoczyło mnie podejście Kinga do kwestii pisania powieści. Spodziewałem się sztywnych reguł, kilku trików i paru złotych zasad, które w mniemaniu autora z każdego uczynią pisarza światowej sławy. Tymczasem ciągle udowadnia on, jak bardzo w swojej pracy polega na zmysłach i intuicji; jak często improwizuje. Dla Kinga pisanie jest czymś magicznym, trudno uchwytnym; procesem sprawiającym mu przede wszystkim olbrzymią radość, którego rezultaty nieraz zaskakują jego samego. Jednocześnie autor podkreśla, jak ważna jest sama praktyka i konieczność ciągłej pracy nad sobą. Właśnie to połączenie mistycyzmu i pragmatyki urzekło mnie w „Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika”.

Wybrałem trzy najciekawsze według mnie porady, których King udziela w swojej książce, a które chciałbym teraz przybliżyć. W zamyśle dotyczą one pisania powieści, jednak wydaje mi się, że z powodzeniem można przełożyć je na języki innych kreatywnych zajęć. Jeśli więc zajmujesz się czymś kreatywnym - posłuchaj. Naprawdę warto.

 

1. | „Plan akcji to ostatnia deska ratunku dobrego pisarza i podstawowe narzędzie nudziarza”.

 

To chyba najlepsza porada, jaką przeczytałem w całej książce. Już teraz wiem, że postaram odwoływać się do niej jak najczęściej.

King twierdzi, że «wymyślanie» całej historii przed rozpoczęciem pisania jest najlepszym sposobem, by uczynić ją nudną i przewidywalną; twierdzi również, że taki sposób działania pozbawia akt tworzenia całej przyjemności. Autor porównuje proces pisania do pracy na wykopaliskach. Według niego pomysł na historię jest niczym skamielina, którą pisarz powoli wydobywa z ziemi, dopiero w trakcie pracy poznając, czym ta historia-skamielina dokładnie jest. Tworzenie planu pisania jest jak użycia młota pneumatycznego: owszem, przyspieszy cały proces wydobycia, nie mniej pozbawi skamielinę jakiejkolwiek wartości.

King pisze, że niemal każda jego powieść powstała spontanicznie, bez żadnego planu. Twierdzi, że prawie zawsze punktem wyjścia było dla niego postawienie bohaterów w obliczu jakiejś sytuacji i zadanie pytania: «co by było gdyby?». Na przykład: «co by było, gdyby początkujący pisarz i alkoholik wprowadził się wraz z rodziną do nawiedzonego hotelu?». Tak powstało „Lśnienie”, jedna z najbardziej znanych powieści Kinga, na podstawie której nakręcono jeden z najlepszych filmów grozy wszech czasów (pod tym samym tytułem).

Według Kinga, niezaplanowana historia rozwija się naturalnie, organicznie. Jeśli pomysły na rozwinięcie historii pojawiają się w głowie autora spontanicznie, w trakcie pisania, jest duża szansa, że i czytelnik nie będzie w stanie ich przewidzieć.

Nigdy nie myślałem o pisaniu w ten sposób. Lubię mieć pod ręką plan - korzystam z jednego właśnie teraz - nawet jeśli ogranicza się on do kilku punktów, o których chcę wspomnieć w tekście. Zauważyłem jednak, że najlepsze efekty udawało mi się osiągnąć, kiedy pisałem spontanicznie; kiedy to historia brała górę nad planem i rozwijała się w swoim kierunku, niczym nieograniczana. Tak na przykład powstała „Krótka historia pewnej miłości”. Od paru dobrych miesięcy chciałem napisać coś dla Aldonki. Snułem plany i miałem różne pomysły, ale kiedy tylko siadałem do pisania każdy z nich wydawał mi się sztuczny, nieszczery. Aż w końcu mnie olśniło: mogę przecież napisać o kilku ważniejszych momentach w naszym związku, pytając ją, czy wciąż je pamięta. Spisałem więc na kartce te momenty i napisałem cały tekst w parę godzin.

Rezultaty oceńcie sami.

 

Źródło: www.instagram.com/jakubpe.official

Źródło: www.instagram.com/jakubpe.official

 

2. | „Jeśli chcecie, by w waszych [powieściach] kryła się moc i realizm, musicie mówić prawdę”.

 

King odwołuje się do prawdomówności w kontekście pisania dialogów i tworzenia postaci. Twierdzi, że pisarz, za pośrednictwem wymyślonej prozy, powinienem mówić prawdę o tym, jak zachowują się i mówią ludzie. Nie powinien wkładać w usta swoich bohaterów słów, których ludzie ich pokroju nigdy by nie użyli.

Myśl ta wydała mi się niezwykle trafna w kontekście tworzenia treści w Internecie, więc pozwolę ją sobie przełożyć na te realia.

Tworząc i publikując w sieci, niezależnie od tego co i gdzie, chcąc-nie chcąc kreujemy tym samym swój wizerunek. Dzieje się tak, ponieważ nasi odbiorcy nie znają nas osobiście i są zmuszeni wyrobić sobie zdanie na podstawie otrzymywanych od nas treści. Mechanizm równie prosty co nieuczciwy, ponieważ jeden błąd może kosztować takiego twórcę bardzo wiele.

Dlatego ja, jako bloger, wierzę w prawdomówność względem odbiorcy. Wierzę, że będąc szczerym z odbiorcą, można zbudować z nim relację opartą na zaufaniu. Nie wierzę w sztuczne kreowanie wizerunku i udawanie kogoś, kim się nie jest. Jasne: różne sytuacje wymagają innego podejścia i tyczy się to również relacji twórca-odbiorca. Nie mniej jestem głęboko przekonany, że taka relacja musi być oparta na czymś prawdziwym, nie na ściemie. Zyskuje na tym nie tylko odbiorca, ale przede wszystkim twórca.

Nie wyobrażam sobie kreować się w sieci na kogoś, kim nie jestem, tylko dlatego, że taki typ osobowości ma większe wzięcie. Nie wyobrażam sobie mówić i pisać o rzeczach, o których nie mam pojęcia, i zgrywać przy tym eksperta; kilka razy próbowałem - nie wyszło. Nie wyobrażam sobie tworzyć treści, w które sam nie wierzę.

Myślę, że nie tylko wymyślone postacie powinny mówić prawdę; to samo tyczy się prawdziwych ludzi.

 

3. | „Jeśli chcecie zostać pisarzami, przede wszystkim powinniście pamiętać o dwóch rzeczach: dużo czytać i dużo pisać”.

 

(Pod «pisarzami» podstawcie dowolny zawód na świecie, a pod «czytać» i «pisać» dwie najbardziej podstawowe czynności, które wiążą się z tym zawodem, i macie gotowy przepis na sukces. Nie ma za co)

W powyższe wierzę całym serduszkiem, i chociaż wydaje się to najbardziej oczywistą poradą pisarską w historii oczywistości i porad pisarskich, to i tak, od czasu do czasu, nie zaszkodzi przypomnieć o oczywistościach.

Dlaczego «dużo pisać»? Bo pisanie to praktyka; ja sam, czytając swoje «stare» teksty widzę, jak bardzo zmienił się mój styl i jak dużo udało mi się poprawić. Wciąż istnieje jeszcze wiele rzeczy, nad którymi muszę pracować; to nie ulega wątpliwości. Dobrze jest jednak zatrzymać się czasem i przeanalizować to, co już udało się osiągnąć.

Dlaczego «dużo czytać»? Bo czytanie sprawia, że pisanie staje się łatwiejsze; czytanie oswaja cały proces pisania, powoduje, że wydaje się on znajomy. Ponadto, wyposaża w odpowiednie narzędzia, takie jak słownictwo czy styl.

Tą poradę chciałbym szczególnie polecić uwadze kolegom i koleżankom po fachu, blogerom - zwłaszcza tym, którzy swą twórczość oparli na słowie pisanym. Nie wymagam od nikogo wytwornego, literackiego stylu - Internet rządzi się swoimi prawami. Sądzę jednak, że tak podstawowe rzeczy jak znajomość GRAMATYKI to coś, co jesteście winni ludziom, którzy chcą was czytać.

Buziaki :*

 

———

 

 

Komu mogę polecić „Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika”?

Myślę, że książka może zainteresować każdego, bo Stephen King to postać niezwykle barwna, a jego życiorys, zawarty w pierwszym rozdziale, czyta się znakomicie. Szczególnie jednak książkę polecam osobom pracującym kreatywnie (niekoniecznie piszącym). „Jak pisać” to bardzo ciekawy wgląd w sposób pracy jednego z najpopularniejszych pisarzy naszych czasów i jestem przekonany, że choć niewielka część wiedzy zawartej w książce może okazać się w jakiś sposób przydatna.

To co?

Przeczytacie? :)

___

Autorem zdjęcia w nagłówku jest Patrick Fore | źródło: unsplash.com