Człowieku, wyprowadź się z domu!

Jeśli jesteś dorosły, a mimo to do twojego pokoju w każdej chwili może wejść mama wołając cię na rosół—przeczytaj ten tekst, a potem zacznij pakować walizki.

Prędzej czy później, w życiu każdego przyjdzie moment, w którym trzeba będzie rozstać się z domem rodzinnym. Czy to za sprawą wyjazdu na studia, czy pójścia do pracy—nie ma rady: w końcu trzeba będzie opuścić przytulne gniazdko i stawić czoła przeciwnościom losu. I to bez mamusi stojącej za tobą z chusteczką higieniczną i syropkiem na kaszelek.

Choć może wydawać się to straszne i okrutne, jak wszystko inne w życiu ma swoje zady i walety. Pamiętam swój wyjazd z chaty, na studia. Co prawda nie przeniosłem się jakoś specjalnie daleko (dojazd do domu zajmował mniej niż dwie godziny), a w starym pokoju i tak została większość moich rzeczy, to i tak wyprowadzka była dla mnie czymś wielkim. Czymś na miarę nauczenia się jazdy na rowerze albo pojawienia pierwszych włosów łonowych. Kiedy jednak kurz pozornej, niczym nieograniczonej wolności opadł, studencki tryb życia odbił się na stopniach w usosie, a ja zorientowałem się, że już kolejny raz w portfelu zostało mi pięć dyszek a do końca miesiąca daleko, wtedy dopiero zaczęło się «prawdziwe» życie (czyt. trzeba było znaleźć pracę).

Nie zrozum mnie źle: wcale nie potępiam ludzi, którzy mieszkają z rodzicami. Rozumiem, że czasami na przeprowadzkę nie pozwala sytuacja finansowa, być może nie ma takiej potrzeby, lub to wrodzona nieśmiałość trzyma was w rodzinnym zakątku. Jeśli tak jest ci wygodniej—so be it! Nie mam zamiaru cię oceniać; pamiętaj jednak, że siłą rzeczy to musi się kiedyś skończyć. Chyba nie chcesz wyprowadzić się od rodziców w wieku 40 lat.

Wyprowadzka na pewno ma swoje wady—nie da się temu zaprzeczyć. Uważam jednak, że w wadach tych łatwo można doszukać się zalet, i w ten właśnie sposób chcę sprawę rozpatrzyć. Załóżmy, że udało mi się przekonać ciebie do opuszczenie domu. Oto, co cię czeka.

 

———

 

 

WADA #1: Sprzątanie.

 

Sam będziesz musiał zadbać o czystość. Jeśli do tej pory w domu sprzątała tylko mamusia, to ogarnięcie kibla może stanowić dla ciebie nie lada wyzwanie. Tak, łazienkę też trzeba sprzątać! To, że są w niej kafelki, niczego nie zmienia!

Nie będę ukrywał—nie przepadam za sprzątaniem. Nie chodzi o samą czynność, ale fakt, że mniej więcej za godzinę wszystko i tak wraca do pierwotnego stanu. Jeśli trafisz do mieszkania studenckiego, akademika, lub tak jak ja masz w zwyczaju zostawiać rzeczy w różnych dziwnych miejscach (skarpetki w szufladzie biurka? Why not!), to sprzątanie szybko stanie się jedną z bardziej nieprzyjemnych czynności. Chyba, że do zrobienia jest coś ważniejszego (czyt. cokolwiek, ZAWSZE).

 

ZALETA: sprzątasz kiedy chcesz i jak chcesz. Wolność Tomku w swoim domku! Nikt nie powie ci: posprzątaj to i tamto, wynieś śmieci, umyj naczynia. Jeśli akurat nie będziesz miał na to ochoty, możesz zrobić to później. Ewentualnie jutro. Albo w przyszły wtorek.

W przypadku mycia naczyń i wynoszenia śmieci odradzam jednak takie praktyki. Nie chcesz przecież znaleźć deklaracji niepodległości uchwalonej przez resztki pizzy zostawionej w szafce pod zlewem, dwa tygodnie temu.

 

 

WADA #2: Gotowanie.

 

Kolejne zaskoczenie: śniadanie/obiad/kolacja nie zrobią się same! Jeśli w twoim domu praktykowano przygotowywanie posiłku dla domowników i nie musiałeś się przejmować, co będziesz dzisiaj jadł, to po przeprowadzce, no cóż, zaczniesz. Koniec z gotowymi obiadkami w garnkach, śniadankami w pudełeczkach i kolacyjkami na stole!

 

ZALETA: jesz, co chcesz. Możesz przejść na taką czy inną dietę i nikt nie powie ci: „coś ty znowu wymyśliła!?”. Możesz zacząć odżywiać się tak, jak tylko uważasz za stosowne, czyli... Lepiej lub gorzej. Możesz nie zmieniać nic i, podążając sposobem niektórych moich znajomych, brać co tydzień z domu przygotowane przez mamusię posiłki (niektórzy z nich biorą nawet—uwaga!—ugotowane ziemniaki w słoiku.. badum-tss). Możesz wpieprzać zupki chińskie i gotowce z biedry, ale możesz też W KOŃCU nauczyć się gotować i samemu przyrządzać sobie posiłki. Takie, jakie lubisz.

 

WADA #3: Jedzenie.

 

Twoja mama/tato to nie czarodzieje i żebyś ty miał po co sięgać do lodówki, muszą jeździć na zakupy. Mimo, że robienie zakupów wydaje się sprawą błahą i oczywistą, to wiele razy, wracając z pracy/uczelni do domu, na półce w lodówie znajdziesz pół cebuli i stary jogurt. Kiepski materiał na posiłek.

 

ZALETA: zaprzyjaźnisz się z obsługą tesco, lidla itd. Zawrzesz nowe znajomości, może na zakupach poznasz wyjątkową kobietę/mężczyznę i spędzicie razem resztę... Dobra! Akurat w tym przypadku jakoś nie mogę doszukać się zalet. Zakupy po prostu trzeba robić. Polecam większe, raz w tygodniu, aby mieć to z głowy.

W zasadzie, to jest jedna zaleta: zaczniesz bardziej szanować jedzenie. Zobaczysz, ile pieniędzy wydaje się na podstawowe produkty i jak szybko z znikają z półek lodówki. Najszybciej filet z kurczaka i jajka.

 

WADA #4: Pieniądze.

 

A raczej ich niedostatek. Zauważysz, że przy hulaszczym trybie życie pieniądze uciekają szybciej niż gimbaza z klasy po usłyszeniu dzwonka na przerwę. Jeśli jesteś studentem i rodzice płacą za twoją edukację, możesz poprosić o więcej. Musisz jednak liczyć się odmową. Co wtedy? Stypendium naukowe nie wchodzi w grę (dobrze, jeśli dla ciebie wchodzi), socjalne też odpada. Z bólem i goryczą odkryjesz, że pieniądze się ZARABIA. A żeby je zarobić, trzeba pójść do pracy.

 

ZALETA: praca i jednoczesne studiowanie to najlepsze, co może cię spotkać po przeprowadzce. Nie taka «prawdziwa» praca, ale raczej dorywcza, żeby w końcu mieć «swoje» pieniądze; takie, które zarobiło się samodzielnie. Wtedy dopiero zaczniesz je szanować. W tym samym czasie zorientujesz się również, jak mało zarabiasz i jak bardzo musisz kombinować, żeby przetrwać z tym, co masz.

Ja zrezygnowałem z pomocy rodziców, kiedy dostałem dosyć dobrze (jak na studenta) płatną pracę, przy czym słowa „dosyć” oraz „dobrze” są gruubą przesadą. Ciężko jest pogodzić pracę ze studiami, nie mówiąc już o jakimś życiu towarzyskim czy też hobby. Ale pracując i studiując, bez rezygnowania z siłowni i innych pierdół, ogarniając to wszystko—wejdziesz na wyższy level. Nauczysz się mądrze zarządzać swoim czasem. I poczujesz, co to znaczy «samodzielność».

 

WADA #5: Jesteś sam.

 

 

Zdany tylko na siebie. Nikt nie usiądzie przy twoim łóżku, kiedy zachorujesz. Nikt nie przyniesie ciepłej herbatki i lekarstewka. Ciepła kolacja nie będzie na ciebie czekać, gdy wrócisz do domu po całym dniu zajęć i pracy. Nikt nie usprawiedliwi twojej nieobecności u szefa lub na uczelni. Rzucony na głęboką wodę, z wątłym i słabym ciałem jako ratunkiem przed utonięciem...

 

ZALETA: A czy jakaś jest? Owszem. Jesteś sam...odzielny. Nareszcie. Nikt nie stoi ci nad głową i nie mówi, co masz robić. Nikt nie prowadzi za rączkę; nikt nie wskazuje drogi. Kiedy już uporasz się z negatywnym aspektem tej sprawy zauważysz, jak cudowne jest życie na własną rękę. Pomyśl: możesz żyć tak, jak tylko uznasz to za stosowne. Ekscytujące, nieprawdaż?

Moment osiągnięcia samodzielności to również moment w którym zrozumiesz, jak wiele zawdzięczasz swoim rodzicom. Docenisz trud i starania, jakie dla ciebie podjęli. Zrozumiesz sprawy, które chcieli abyś zrozumiał, a wcześniej nie potrafiłeś. Może troszkę przesadziłem z tą samotnością, bo przecież zawsze możesz wrócić do domu, jeśli będzie źle. Masz przecież znajomych, których możesz poprosić o pomoc. Nie mniej jednak warto przygotować się na nadejście momentów, w których będziesz zdany tylko na siebie. Przyjmij je z odwagą i wyciągnij z nich tyle, ile się da.

 

 

 

———

 

 

 

A jak u Was wygląda/wyglądało wejście w dorosłe życie?