Dlaczego nie możesz sobie kogoś znaleźć?

Cały Internet przeszukałaś, próbując znaleźć odpowiedź na to pytanie. Oto i ona.

Wyobraź sobie, że jesteś w klubie. Jest piątek lub sobota wieczór, a ty w kompani swoich najwierniejszych psiapsiółek wybyłaś na miasto. Na sobie masz full zestaw: pełny make-up, szpile które dodają ci przynajmniej z dwadzieścia centów do wzrostu, i kusą spódniczkę. Prześwitująca bluzeczka rolę «okrycia wierzchniego» pełni czysto teoretycznie; czarny biustonosz zdecydowanie odciąga od niej uwagę. Cel jest jeden: wyrwać największe ciacho w klubie. Najlepiej o jasnych włosach i delikatnym zaroście - coś w typie Ryana Reynoldsa, ale z mniejszą ilością tkanki mięśniowej. Ma być widać, że chodzi na siłownię, ale bez przesadyzmu. Po kilku drinkach i piosenkach przetańczonych ze wzrokiem utkwionym w siebie nawzajem, wziąłby cię do swojego mieszkania na trzecim piętrze przytulnej kamienicy, tuż nieopodal parku. Nalałby ci lampkę czerwonego, półsłodkiego wina i opowiadał, jakie wyzwania stawia branża przed młodym architektem. Pokazałby ci kilka swoich szkiców, którymi jak dotąd nie dzielił się z nikim; wyznał głęboko skrywaną miłość do gitary akustycznej. Nie odważyłby się jednak zagrać, jeszcze nie. W zamian puściłby jakąś klimatyczną składankę z high-endowej wieży i zaczął pokazywać fotki z ostatniej podróży do Meksyku. Na zdjęciu na półce z książkami, które zauważasz mimochodem, trzyma na rękach małą dziewczynkę. Siostrzenica. Od razu było wiadomo, że lubi dzieci. Wino w butelce ubywałoby w zaskakującym tempie.

No dobra, wracamy do klubu. Zamawiacie z Izką «modżajto» i zajmujecie strategiczne miejsce przy barze. Odwracacie się w stronę parkietu i, kołysząc lekko biodrami, popijacie drink przez rurkę. Pora na rekonesans. Wszyscy faceci na parkiecie to sami bruneci. BRUNECI. Bożu jeden, co się dzieje z tym światem!? Dlaczego tu nie ma żadnych blondynów!? Na horyzoncie pojawia się jeden, ale siłownię to on chyba widział jedynie na billboardach reklamowych. Za chudy. Po chwili przy barze pojawia się kolejny. Z muskulaturą jest już lepiej, ale buźkę ma gładką jak pupcia noworodka. Skąd on się tu wziął!? Z gimnazjum!? Wróć jak skończy ci się okres dojrzewania, wtedy pogadamy. «Modżajto» się kończy, czas na łychę z colą. Może ona pomoże, bo jak na razie to to największe ciacho chyba nawet nie wyszło z domu. Dopijacie drink i wkraczacie na parkiet. Nic ciekawego. Jeden za chudy, drugi zbyt przy kości. Ten z nie taką fryzurą, tamten w wieśniackiej koszuli. Brunet, brunet, wreszcie blondyn, ale o niewłaściwym odcieniu. A architektem to już na pewno nie jest żaden z nich!

 

IDEAŁ PRZYJMĘ, OD RĘKI

 

Drogie Panie, tylko się nie obrażajcie. Z facetami jest jeszcze gorzej! Na imprezach pełno jest «przystojniaków» szukających drugiej Jessiki Simpson, Scarlett Johansson, albo Kasi Cichopek (dobra, z tą ostatnią to żart). Na inne nawet nie spojrzą. Pamiętam, jak kiedyś wyszedłem z kumplem na jeden z takich podrywów, na którym miał on znaleźć sobie «kandydatkę na dziewczynę». Obchodziliśmy połowę barów, klubów i innych lokali w mieście, a jemu ani jedna nie wpadła w oko. Ani jedna! Jak zasugerowałem mu (któryś raz z kolei) podejście do jakiejś dziewczyny, to tylko obrzucił mnie karcącym spojrzeniem. „Widziałeś ten brzuszek?” mówi kumpel. „Nie. Jaki brzuszek? Dziewczyna ma talię osy” odpowiadam. „TEN brzuszek, no przypatrz się dobrze. Założę się, że nie przepada za fitnessem. W domu to pewnie obżera się lodami oglądając ostatni sezon 'Przyjaciół'. Wiesz, co dzieje się z takimi niewinnymi brzuszkami, jak dziewczyna urodzi dziecko? ROSNĄ. A później weź namów taką żeby poszła pobiegać. Nie, ja podziękuję. Idziemy dalej”. Po usłyszeniu tak mocnego argumentu odeszła mi ochota na skrzydłowanie.

Problem polega na tym, że wiele kobiet i mężczyzn wyobrażenia na temat czy też oczekiwania wobec swojego partnera czerpie z filmów, seriali, czy też (rzadziej) książek; jednym słowem: fikcji. Media te, we właściwych sobie gatunkach, forsują konkretną wizję miłości i relacji między dwojgiem ludzi. Wizję mocno wyidealizowaną, należy podkreślić, co niewątpliwie wynika ze specyfiki takich gatunków. Na ekranie oglądamy więc pięknych, dobrze zarabiających i utalentowanych ludzi, którzy przeżywają ze sobą wzniosłe chwile romantycznego uniesienia. Natrafiają na kilka przeszkód, które szybko pokonują, by wreszcie móc wyznać sobie wieczną miłość i oddanie. Ich związek jest idealny: poznają się w niezwykłych okolicznościach od razu w sobie zakochując, a ich późniejsza relacja jest wręcz przesycona wspaniałościami. Wszystko jest niezwykłe, wyjątkowe, a o zakochanych mówi się, że są «stworzeni dla siebie», są swoją «drugą połówką», czy też «bratnią duszą».

Wzorując się na takich historiach, wielu tworzy w swojej głowie wyidealizowany obraz (potencjalnego) partnera. Inspiracje zaczerpnięte z fikcji przeniesione zostają do rzeczywistości. Kiedy więc kobieta poznaje mężczyznę/mężczyzna poznaje kobietę, wrzuca taką osobę w ramy swojego ideału i stawia przed nią niemożliwe do spełnienia wymagania. Nie zrealizowanie chociażby jednego równoznaczne jest z odrzuceniem. Dlaczego? No przecież, bazując na wiedzy pozyskanej z wszelkiego rodzaju romansideł, jakakolwiek wada wyraźnie wskazuje na «nie-bycie» ideałem, a to z kolei oznacza, iż osoba ta nie jest tą jedyną. To nie może być bratnia dusza ani druga połówka. Konwencja zostaje złamana, nie ma więc szans na romantyczną miłość. A skoro istnieje przekonanie, że miłość musi być romantyczna, to werdykt może być tylko jeden—odrzucenie.

 

SORRY, ALE NIC Z TEGO NIE BĘDZIE

 

Takie osoby są niezwykle niebezpieczne. Nie tylko dla otoczenia, ale również dla samych siebie. Ten wyidealizowany obraz partnera, to szukanie ideału w niewiadomy sposób sprawia, że poczucie wartości takich osób leci w górę z rakietową prędkością. Fakt bycia singlem usprawiedliwiany jest głupim twierdzeniem w stylu: „jestem sam/sama, bo nikt na mnie nie zasługuje”; albo „jestem zajebisty/zajebista, więc mam prawo wymagać tego samego od osoby, z którą się spotykam”. Dla wszystkich, którzy w ten sposób tłumaczą swój «status związku—wolny» mam mały heads-up: przykro mi, ale nie znajdziesz w pobliżu drugiej równie zajebistej osoby. Jest nawet gorzej, bo taka osoba w ogóle nie istnieje. Do tego dochodzi ocenianie wszystkich wokół przez pryzmat wzorców zaczerpniętych z fikcji. Ładne buźki i idealne ciała pokazywane na ekranie stają się towarem pożądanym w realnym świecie, więc wszelkie niedoskonałości prawdziwych ludzi są bezlitośnie wytykane. Ten za gruby, tamta za chuda, a komuś innemu to w ogóle brakuje ambicji. A potem płacz i lament, i odwieczne dlaczego ja nie mogę sobie kogoś znaleźć?

Drugą cechą charakteryzującą takie osoby jest przeświadczenie, że to, kim jest lub jak wygląda ich partner, w jakiś sposób definiuje ich samych. Za cholerę nie wejdą więc w związek z kimś, kto jest (w ich mniemaniu) mniej atrakcyjny lub mniej inteligentny, bo boją się ocenienia przez pryzmat partnera. Przeświadczenie bardzo głupie, bo od kiedy to opinia innych jest ważniejsza od naszych własnych uczuć? Jeśli czujesz coś do kogoś, nic innego nie powinno się liczyć.

 

BRUTALNA PRAWDA

 

Brzmi następująco: ideałów nie ma. Zabolało?

Nikt nie jest idealny. Nie istnieje osoba, z którą stworzysz idealną parę, oraz z którą będziesz się we wszystkim w stu procentach zgadzał. Co więcej, nie istnieje osoba, której wygląd będzie ci zawsze w stu procentach odpowiadał. ERGO, szukanie takiej osoby pozbawione jest sensu. A tym bardziej czekanie aż ta osoba, w cudownych okolicznościach, z różą w ustach i rafaello w rękach, pojawi się w twoim życiu.

Ideałów nie ma, o ile... ty twierdzisz inaczej. Pamiętaj jednak, że ideały nie pojawiają się ot tak, samoistnie. Na taki ideał trzeba zapracować, trzeba go sobie stworzyć, a to wymaga wkładu obydwu zaangażowanych osób. Dla ciebie ktoś może być «idealny», bo jesteś w stanie zaakceptować go takim, jakim jest. Jesteś w stanie zaakceptować wady drugiej osoby bo zdajesz sobie sprawę, że ty sam nie jesteś bez wad. I rozumiesz, że to właśnie moment akceptacji tych wad jest tym, w którym odnalazłeś swój długo poszukiwany ideał.

 

 

———

 

 

 

Ideałów nie ma, o ile ty twierdzisz inaczej. A wszystkich tych, którzy śmią ci zaprzeczyć, możesz pozdrowić trzema magicznymi słowami i pokazać pionowy uśmiech.