Dlaczego Polacy nie czytają książek

Jedna z zagadek współczesnego świata, której nie mogę pojąć

 

Temat banalny jak skarpetki w prezencie pod choinkę. Nie będę was faszerował nudnymi statystykami, bo i każdy wie, jak wygląda czytelnictwo w Polsce: nie jest dobrze. Na tle zachodnich państw Europy wypadamy słabo, że o Skandynawii nie wspomnę. Podejrzewam, że takie statystyki nie oddają dobrze prawdziwego obrazu sytuacji, ale mniejsza o większość. Statystyka to statystyka. Ja po prostu nie rozumiem, dlaczego ludzie, w ogóle, nie czytają?

OK, powiedzieć, że ludzie nie czytają, to trochę przesada. Czytają: gazety, magazyny, blogi, reklamy w autobusie i na billboardach, etykiety na środkach czystości jak zapomną zabrać telefon do kibla (zdarza się). Czytają coś tam w pracy, czytają dużo w szkole i na studiach. Nie istnieje człowiek, który w przeciągu dnia nie przeczytałby choćby jednego zdania.Słowo pisane jest i jeszcze dłuuugo będzie podstawowym nośnikiem informacji, nawet w mediach, które z reguły na tekście nie bazują. Bo i w video na jutube, i w filmach czy też programach telewizyjnych tekst się zdarza. Anyways.

Czytanie jest dobre. Tak z reguły. Czytając, dowiadujesz się czegoś nowego, a przy okazji wzbogacasz swój zasób słownictwa i stymulujesz wyobraźnię. Czytać możesz cokolwiek. Istnieje nieskończona ilość gazet i magazynów, a w nich artykułów na miliard różnych tematów. Internet daje nam olbrzymie możliwości wyszukiwania interesujących nas informacji. Serwisy tematyczne, magazyny internetowe, blogi- korzystamy z nich codziennie, przeglądając newsy, artykuły i wpisy. Scrollujemy ścianę na fejsie, klikamy „Lubię to!” przy postach znajomych. Jesteśmy tam, uczestniczymy w tym, czytamy; inaczej wszystkie te media nie miałyby racji bytu. Dlaczego by nie sięgnąć po tysiąckroć bogatsze medium, jakim jest książka?

Znalazłem sześć powodów. No to lecimy:

 

#1. BO NIE MAM CZASU.

 

To chyba najczęstsze i zarazem najbardziej bezsensowne wytłumaczenie. No bo na konsolę, telewizję i scrollowanie ściany jakoś czas znajdujesz, jeden z drugim. Nie brak czasu więc, a kwestia wyboru. NEXT!

 

#2. BO MI SIĘ NIE CHCE PO PRACY/SZKOLE/ZAJĘCIACH.

 

Bingo. Po prostu się nie chce. O wiele łatwiej włączyć telewizor, oglądnąć serial albo film, albo durne filmiki na jutube. Pyknąć na konsoli. Włączyć maszynę, wyłączyć mózg. Absolutnie nie potępiam, bo czasem, wracając późno z pracy, sam potrzebuje takiego mentalnego resetu. Nie mam najmniejszej ochoty na myślenie i analizowanie, co niewątpliwie łączy się czytaniem książki. Gorzej, jeśli to wyłączanie mózgu wejdzie w nawyk. Jak uruchomić go ponownie?

Nie potępiam, ale zarazem nie ma dla nic bardziej odprężającego, niż kawałek dobrej prozy, szczególnie przed snem. Jeśli jestem zmęczony, to 15 minut czytania wystarczy, żebym spokojnie odpłynął w krainę marzeń.

 

#3. BO CZYTANIE JEST NUDNE.

 

Jasne, istnieją nudne książki. Warto jednak pamiętać, że mechanizm budowania napięcia w książce działa trochę inaczej. Kiedy zaczynamy utwierdzać się w przekonaniu, że akcja ciągnie się jak piąty sezon „Gry o tron”, najczęściej wtedy autor rzuca na nas jakąś fabularną bombę. Napięcie budowane jest wolniej, ale kiedy dojdziemy już do punktu kulminacyjnego, wszystko układa się w spójną całość, a my wydajemy z siebie długie, przeciągłe «ahaaaaa....».

 

#4. BO NIE MA CIEKAWYCH KSIĄŻEK.

 

Są. Po prostu nie trafiłeś na książkę, która będzie ciekawa dla ciebie. Keep looking.

 

#5. BO ADAPTACJE FILMOWE SĄ LEPSZE.

 

Nie, nie są. W 9 przypadkach na 10, to książka jest lepsza. Trust me. Jeden, jedyny raz, kiedy stwierdziłem, że film podobał mi się bardziej, zdarzył się po przeczytaniu „Forresta Gumpa”. OK, może jeszcze „Zielona mila” była słabsza niż film, bo okazała się trzydziestostronicowym opowiadaniem. Ogólnie rzecz biorąc, mnogość wątków występująca w książce, w jej filmowej adaptacji zostaje zredukowana do dwóch lub trzech. Na resztę nie ma czasu. Dlatego ciężko zmieścić fabułę książki w scenariuszu tak, aby nie było niedopowiedzeń czy pominięć.

 

#6. BO NIE LUBIĄ.

 

I o to tak naprawdę rozbija się cała rzecz. Ja od dzieciństwa uwielbiałem książki. Pamiętam, że jadąc z mamą do biblioteki zawsze miałem duży problem z wyborem jakiegoś tytułu. Chodziłem, oglądałem okładki, czytałem pierwsze strony, i kiedy wreszcie jakąś udało się wybrać, to tego samego dnia wieczorem książka była już przeczytana.

 

 

Jakie mogą być przyczyny nie lubienia książek? Uwarunkowanie genetyczne wydaje mi się mało prawdopodobne, kiedy biorę pod uwagę moją własną rodzinę: połowa czyta, połowa nie. Według mnie winę za to ponosi system edukacji, a konkretniej

 

ZMUSZANIE DO CZYTANIA W SZKOLE

 

Zamiast pokazać, że czytanie jest fajne i można się tym cieszyć. Zmuszanie do czytania lektur wyrabia w dzieciach pewnego rodzaju reakcję odpychającą. Czytanie książek staje się rzeczą, którą «trzeba» robić. Nie robi się tego dla przyjemności, czy też z ciekawości, ale z przymusu. Więc skoro mogę tego przymusu uniknąć, bo w dorosłym życiu czytać nikt mi nie każe, to dlaczego by nie? Nikt mnie już zmuszał nie będzie.

Poza tym, pozostaje też kwestia tego do czytania jakich lektur jesteśmy zmuszani. Nie jest to literatura młodzieżowa, przystępna i prosta w odbiorze. Nie są to książki fantastyczne, kryminalne lub też w innych popularnych gatunkach (z paroma wyjątkami). Wałkuje się Homera, Mickiewicza i Sienkiewicza. Literaturę wysoką, prawdziwe dzieła, których wielkości bynajmniej nie mam zamiaru kwestionować, ale czy takimi książkami można zachęcić młodego człowieka do czytania? Jedyna lektura szkolna, przy której dobrze się bawiłem i która przychodzi mi teraz do głowy, to „Mistrz i Małgorzata”. Tyle.

Być może zwalanie całej winy na szkołę jest trochę na wyrost, bo i rodzice dziecka mają wpływ na to, czy czyta, i samo dziecko również, ale w młodości to właśnie w szkole spędzamy dużo czasu i tam wyrabiamy sobie pewne nawyki. O przyczynach nie czytania można by dyskutować długo i zawzięcie, ale chciałbym też wspomnieć, dlaczego

 

CZYTANIE KSIĄŻEK JEST FAJNE

 

Moim zdaniem nie istnieje medium, które mogłoby opowiedzieć jakąś historię lepiej, bardziej dokładnie od książki. Kropka. Poza tym, istnieje masa literatury non-fiction, której treści jak dotąd nie zekranizowano i wątpię, że to się kiedykolwiek stanie. Więc jeśli chcemy do takiej treści mieć dostęp to, sorry, ale innego wyjścia nie ma. Książka w dłoń!

Pamiętam przemowę Willa Smitha podczas odbierania nagrody Kids Choice coś tam Award (jak dobrze poszukacie na jutubie, to znajdziecie). Jego zdaniem dwie najważniejsze w życiu rzeczy to bieganie i czytanie; bieganie, ponieważ za każdym razem, kiedy biegniesz i jesteś już zmęczony, na ramieniu siada ci mały diabełek i szepcze do ucha: „nie dasz rady”. Z chwilą, kiedy nauczysz się pokonywać diabełka, wygrałeś życie. Dasz sobie radę ze wszystkim. Dlaczego czytanie? Bo przed nami po Ziemi chodziły miliardy osób i nie istnieje jakiś życiowy problem, którego rozwiązania nie znajdziesz w książkach. Innymi słowy: jeśli jesteś w kropce i nie masz pojęcia, jak wybrnąć z sytuacji, sięgnij po książkę. 10 książek. 100 książek. Rozwiązanie znajdziesz na pewno.

Dlaczego w ogóle podejmuję się tej kwestii? Ostatnio byłem u znajomych. W toku konwersacji wypłynął temat książek i część z nas podzieliła się z innymi, co ostatnio czyta/czytała. Druga część patrzyła na nas jak na przybyszów z innej planety. «Książki? Czytanie? W ogóle łot de fak, ja to czekam na nowy odcinek tap madl, nie?», taka była ich reakcja. Jeden typ pochwalił się elokwentnie, że on czytał tylko w szkole, i tylko z przymusu. Musielibyście to usłyszeć: „ja to kuwa od gimnazjum kuwa ksionszki w renkach kuwa nie miaem kuwa nie??//”.

Idę o zakład, że jakby miał to napisać, zrobiłby to w ten sposób.

 

IDŹCIE WIĘC I CZYTAJCIE KSIĄŻKI

 

Wasza wypowiedź ustna i pisemna nabierze ogłady, a wy łatwiej odnajdziecie się w wymagających kreatywnego podejścia sytuacjach. Może nawet traficie na książkę, która zmieni wasze życie? A jeśli już trafiliście, podzielcie się tytułem w komentarzu.

 

 

 

 

———

 

 

 

 

Czytam własny tekst i uśmiecham się pod nosem. Minęło już kilka miesięcy od momentu, w którym go napisałem. Później włożyłem go «do szuflady» żeby się z nim trochę oswoić i... Tam już został. Do dziś.

Nie uśmiecham się dlatego, że nostalgiczna ze mnie kreatura. Śmiać mi się chce, bo minęło sporo czasu, od kiedy przeczytałem ostatnią książkę. Także tego... Przyganiał kocioł garnkowi, czy coś. Po części przyczyną tego jest fakt, że czytam dużo innych rzeczy: artykuły, blogi (najczęściej swój); ale nie chcę robić sobie wymówek. Jak mówi Piąte Przykazanie: „Dobry bloger czyta książki.”

Polećcie więc, z łaski swojej, coś ciekawego do przeczytania. Może być non-fiction, ale dobrą prozą też nie pogardzę.

 

Byle nie „Dziewczynę z pociągu.”