Fuji X10 - moje nowe (?) maleństwo

Krótko o tym, dlaczego kupiłem aparat, dlaczego akurat TEN, i kilka porad odnośnie wyboru sprzętu dla siebie.

Zacznę od małego sprostowania: to nie jest test aparatu Fuji X10, ani jego recenzja. Jeśli więc liczysz na szczegółową specyfikację techniczną, czy też rzetelną i obiektywną ocenę jego możliwości—sorry, trafiłeś pod zły adres. Po pierwsze, jestem blogerem: nie znam się na aparatach. Po drugie: precz z obiektywnością. Obiektywizm (jako forma ewaluacji) dla mnie nie istnieje, koniec i kropka. Ale nie o tym chciałem...

Po co więc napisałem ten tekst? Otóż przyświecał mi jeden cel: w prostych słowach opisać jak wybierałem aparat, dlaczego zdecydowałem się akurat na ten, a także czego nauczyłem się podczas szukania odpowiedniego dla mnie modelu. Na fotografii znam się niewiele lepiej niż hodowli jedwabników, więc wybór aparatu był dla mnie drogą przez mękę. W ogóle kupowanie rzeczy to dla mnie piekło. Wychodzę z założenia, że skoro wydaję na coś więcej niż, powiedzmy, 500 zł, to chcę aby ta rzecz była możliwie najlepszym wyborem w ramach narzuconych przeze mnie kryteriów. Będę więc siedział, szukał, czytał i porównywał, aż w końcu znajdę coś, co będzie mi pasować. Aparat «kupowałem» jakieś półtora miesiąca, ale w końcu trafiłem na ten odpowiedni.

 

O, właśnie ten.

O, właśnie ten.

 

Tekst piszę więc z myślą o osobach w podobnym do mnie położeniu. Możesz go też potraktować bardziej ogólnikowo i rady odnośnie kupowania aparatu z powodzeniem zastosować do jakiegoś innego sprzętu. Wiem, że gdybym JA trafił na taki tekst w trakcie kupowania mojego sprzętu, jego autorowi ukłoniłbym się w pas i pięknie podziękował. Mam nadzieję, że przynajmniej tobie pomoże on zaoszczędzić trochę czasu i nerwów.

 

MOJE KRYTERIA

 

Najważniejszą rzeczą przed kupnem CZEGOKOLWIEK, co używane będzie przez nas w miarę często i co nie jest małym wydatkiem dla naszego budżetu, jest określenie swoich kryteriów. Kiedy wiemy już, czego wymagamy od danej rzeczy, łatwiej nam będzie ją znaleźć.

Ja aparat kupiłem z myślą o wyprawie do Stanów. Głupio było mi zabrać w taką podróż telefon jako jedyne urządzenie do robienia zdjęć, zwłaszcza że mój poczciwy Galaxy SIII do najlepszych fotosmartfonów nie należy. Ponieważ aparat służyłby mi do robienia fotek «z podróży», a więc często na szybko, doszedłem do wniosku, że musi on być mały, lekki i poręczny. To pozwoliło skreślić lustrzanki, większość bezlusterkowców (czyli kompaktów z wymienną optyką) i kompaktowych superzoomów (kompaktów o dużym zakresie ogniskowych). Zastanawiałem się nad jakimiś bardziej «płaskimi» bezlusterkowcami, bo wymienna optyka to fajna opcja, jednak doszedłem do wniosku, że aparat ma być prosty w obsłudze i nie wymagać za wiele od fotografa. Stanęło więc na kompaktach.

Drugim założeniem było, że aparacik ma mieć możliwość zapisu zdjęć w formacie RAW. Format RAW, czyli z angielska «surowy», to plik danych zrzuconych bezpośrednio z matrycy aparatu. Nie jest to plik graficzny, więc zdjęcie trzeba najpierw «wywołać» odpowiednim programem. Zaletą surowych plików jest możliwość ich wszechstronnej edycji—ustawić można dowolny parametr. Po ustaleniu tego kryterium nastąpiła ostra selekcja: odpadły wszystkie tańsze kompakty, które RAWów nie obsługiwały. Zostały te bardziej zaawansowane, a co za tym idzie—dużo droższe. Ceny nowych aparatów spełniających moje kryteria poszły wysoko w górę, znacznie ponad ustalony budżet. Zorientowałem się, że o nowym sprzęcie mogę zapomnieć; trzeba więc było rozejrzeć się za czymś używanym.

Rada dla was: nie bójcie się używanego sprzętu! Używany wcale nie znaczy gorszy. Serwisy aukcyjne roją się od «perełek», czyli praktycznie nowych rzeczy, zaledwie wyciągniętych z pudełka. Tak było w przypadku mojego Fuji—facet kupił aparat z zamiarem zostania aktywnym fotografem, ale rzeczywistość zweryfikowała jego plany, i aparat trafił z powrotem do pudełka. Jasne, kupując przez aukcję narażacie się na ryzyko bycia oszukanym, ale przy ostrożnym podejściu i zastosowaniu dodatkowych zabezpieczeń, możecie takie ryzyko znacznie zminimalizować. Ja zaryzykowałem, i zamiast zapłacić 1700 zł za nówkę-sztukę, za swojego prawie nieużywanego X10 zapłaciłem niecały tysiąc. Da się?

 

DLACZEGO WYBRAŁEM FUJI X10?

 

Chciałbym napisać, że wybór tego modelu to wypadkowa przeprowadzonego przeze mnie dokładnego researchu, długich godzin analiz i porównywania różnych opcji, ale skłamałbym. X10 to nie był wybór impulsywny—aparat może poszczycić się bardzo dobrą (w swojej kategorii) specyfikacją. Czy jednak jest najlepszym obiektywnie wyborem, przy takich kryteriach i budżecie? Hmmm...

Tak naprawdę Fuji kupiłem za to, jak wygląda. Na aukcjach pojawiały się aparaty o delikatnie lepszych parametrach, większej liczbie funkcji, a nawet atrakcyjniejszej cenie, jednak żaden z nich nie wyglądał tak dobrze, jak X10. Lubię ładne rzeczy, a ten aparacik jest po prostu śliczny. Wystylizowanie go na starego analoga to moim zdaniem strzał w dychę—jego retro design jest ponadczasowy i przyciąga uwagę. Podoba mi się też, że X10 jest solidnie zbudowany i świetnie wykończony. Zadbano o najmniejsze detale, wszystko jest dobrze spasowane, a aparat sprawia wrażenie trwałej konstrukcji.

 

 

Fuji świetnie sprawdził się jako aparat podróżny: przez dwa tygodnie podróżowania po Stanach ciągle wisiał na mojej szyi, a z racji kompaktowych rozmiarów i niskiej wagi nigdy nie sprawiało mi to problemu. Przed wyprawą dokupiłem jeszcze skórzane etui aby ochronić aparat przed niepożądanymi przypadkami losowymi i zdecydowanie polecam tego allegrowicza. Jak mawiała babcia: pamiętaj o zabezpieczeniu, wnusiu.

Co do korzystania z aparatu, to mam dla was trzy słowa: cud, miód i orzeszki. Z racji dobrej ergonomii przycisków łatwo się go obsługuje, nawet przy tak dużych i drwalopodobnych rękach jak moje. Aparat uruchamia się przekręceniem obiektywu, co wymaga przyzwyczajenia, ale zdecydowanie robi klimat. Manualny obiektyw to w ogóle świetna sprawa, bo dzięki niemu dużo łatwiej ustawia się ogniskową niż przy np. użyciu przycisków. Świetny jest również pełny tryb manualny robienia zdjęć, który pozwala na ręczne ustawianie wartości przysłony, pola ostrości itd. W zasadzie to w Stanach korzystałem tylko z «manuala»; przeczytałem szybko jakiś podręcznik fotografii, a później sam metodą prób i błędów ćwiczyłem robienie zdjęć, i powiem wam jedno: tryb manualny rządzi. Efekty, jakie można osiągnąć tym małym cackiem są zadziwiające. Zresztą, zobaczcie sami.

 

 

 

 

Kilka razy zdarzyło mi się włączyć «automat», i mimo że jest całkiem niezły, to i tak szybko wracałem do trybu ręcznego. Jedyną «wadą» manuala jest... Czas, który trzeba poświęcić na ustawienie parametrów. Nieco denerwujące jest też pokrętło pola ostrości, ale da się do niego przyzwyczaić.

 

 

Jeśli chodzi o wady: wizjer. Jest totalnie bezużyteczny. Nie dość, że nie wyświetla żadnych parametrów, to nawet nie pokazuje tego, co «widzi» aparat. W lustrzankach wizjer skonstruowany jest tak, że pokazuje to, co w danym momencie jest w kadrze obiektywu. Tutaj natomiast wizjer pokazuje kadr jakby ponad obiektywem. Jeśli więc robimy zdjęcie patrząc przez wizjer, to na wyświetlaczu ujrzymy coś innego. Zdecydowanie nie polecam tego allegrowicza.

Podsumowując: jestem zadowolony z Fuji X10. Aparat okazał się być idealnym wyborem, bo posiada wszystko to, czego od niego oczekuję, a w dodatku wygląda bosko. Wszystkie zdjęcia na moim Instagramie zostały wykonane «iks dziesiątką» i dopóki w łapy nie wpadnie mi coś lepszego, to Fuji pozostanie moim głównym aparatem. W wyborze pomogło mi określenie swoich kryteriów wobec sprzętu, ale mam dla was coś więcej.

 

 

CZEGO NAUCZYŁEM SIĘ PODCZAS SZUKANIA APARATU

 

Kilka wniosków, które wyciągnąłem po wyborze i zakupie mojego pierwszego aparatu:

→ nie zwracaj uwagi na liczbę megapikseli. To marketingowa ściema, którą producenci chcą zamaskować np. gorszej jakości matrycę lub słaby obiektyw. Ilość megapikseli oznacza rozmiar zdjęcia, nie jego jakość. O ile nie planujesz cykać fotek do reklam na billboardach, 12 MP spokojnie ci wystarczy.

→ poczytaj artykuły w stylu 'jak wybrać aparat?'. Serio, w sieci jest mnóstwo świetnych materiałów dotyczących tego tematu. Od siebie mogę polecić stronkę optyczne.pl, gdzie znajdziesz testy chyba wszystkich aparatów, jakie kiedykolwiek wyprodukowano.

→ określ jasno swoje wymagania. Pomoże ci to sprecyzować cechy, które aparat musi posiadać, abyś był z niego zadowolony.

→ bądź gotów pójść na kompromis. O ile nie masz nieograniczonego budżetu, czasami będziesz musiał poświęcić coś kosztem czegoś innego. Za mnie sytuację załatwiły okoliczności (okazało się, że mój budżet wyniesie o wiele mniej, niż zakładałem), ale nie żałuję kupna «używanego» aparatu.

→ zakładam, że przy kupnie aparatu w głównej mierze liczy się dla ciebie jakość wykonywanych przezeń zdjęć. Otóż z tą jakością jest tak, że może i jest w jakiś sposób mierzalna (czysto matematycznie), jednak w codziennym użytkowaniu to kwestia mocno subiektywna. Nie mając wprawnego oka profesjonalnego fotografa ciężko będzie ci wskazać, który z aparatów z mniej więcej tej samej półki cenowej robi lepszej jakości zdjęcia. Śmiało możesz przyjąć, że obecnie wszystkie bardziej zaawansowane aparaty robią dobre zdjęcia. Warto również zwrócić uwagę na dodatkowe funkcje, jakie oferuje dany model (wizjer, obsługa RAW itd.).

→ i wreszcie: w miarę możliwości, dotknij, zanim kupisz. Warto sprawdzić, czy sprzęt dobrze leży nam w dłoniach, czy jest wygodny w obsłudze, itd. Ja nie miałem takiej możliwości (Fuji X10 to aparat z bodajże 2013 roku), polecam to natomiast tobie. Wiadomo, na aukcjach da się znaleźć niższą cenę, jednak małe macanko przed kliknięciem w «Kupuję» będzie jak najbardziej na miejscu.

 

 

 

———

 

 

 

Tyle ode mnie. Jeśli macie jakieś pytania odnośnie aparatu, wyboru sprzętu dla siebie, lub po prostu chcecie powiedzieć mi coś miłego—czekam na was w komentarzach. Adios!