Jak przetrwać na kampie?

Wpis jest wynikiem współpracy z Camp Leaders.

Jakim kampie? Jakie Camp Leaders?

Dla tych z Was, którzy być może są tu od niedawna, duża dawka informacji w telegraficznym skrócie: otóż zeszłe wakacje spędziłem w Stanach Zjednoczonych, pracując na obozie wakacyjnym dla dzieci, na które w USA mówi się camp; Camp Leaders z kolei to biuro, które organizuje takie wyjazdy studentom. Po przyjeździe do Polski zwąchaliśmy się raz jeszcze i postanowiłem napisać kilka tekstów odnośnie wyjazdu, a oni dobrodusznie zgodzili się je wypromować. Uff!, to tyle.

Pierwszy tekst powstały w wyniku współpracy możesz przeczytać tutaj. Znajdziesz w nim informacje dotyczące wypełniania aplikacji, a także mnóstwo przydatnych porad odnośnie całego procesu aplikowania. Uprzedzając napływające do twojej głowy myśli—spokojnie, to nic trudnego. Jakby się uprzeć, to jesteś w stanie poradzić sobie z pisemną częścią aplikacji w jeden dzień, a czytając mój tekst zaoszczędzisz sobie mnóstwo stresu w późniejszej jej fazie. Czasu co prawda nie zostało zbyt dużo, ale bez problemu się wyrobisz. W razie czego jestem do twojej dyspozycji jeśli chodzi o problemy z angielskim, a na swój użytek masz także cały zespół Camp Leaders Poland, który „nie zawiedzie cię w biedzie”, yo!

Dzisiaj natomiast chcę opowiedzieć ci, jak wygląda kamp i w jaki sposób możesz się przygotować, aby ułatwić/umilić sobie pobyt na takowym w trakcie pracy.

Ale zaraz—ty jeszcze nie jesteś przekonany, prawda? Nie jesteś pewien, czy chcesz jechać? Pozwól więc, że szybko rozwieje kilka podstawowych wątpliwości.

 

New York

New York

 

Jeśli chodzi o angielski—relax. Nie potrzebujesz tytułu magistra, żeby poradzić sobie będąc w Stanach; do sprawnej komunikacji wystarczy ci podstawowy poziom znajomości języka. Amerykanie to bardzo mili i życzliwi ludzie, i nawet jeśli nie będziesz potrafił tak do końca wytłumaczyć, o co właściwie ci chodzi, na pewno się dogadacie. Od czego masz telefon, słownik, czy mowę ciała. Będąc na kampie—to samo. Podstawy w zupełności wystarczą, a poza tym na pewno nie będziesz jedynym Polakiem/Polką w zespole, więc zawsze można poprosić o pomoc swoich ziomków.

Jeśli chodzi o pracę—to też nic strasznego. Czasami jest ciężko, bo w pracy spędza się długie godziny, ale nie jest ona zbyt trudna; na ogół wykonywać będziesz proste czynności, jak sprzątanie czy pomoc w kuchni. Luzik. Jak przeżyłeś truskawki w Holandii, to i na kampie dasz radę.

I na koniec—CZŁOWIEKU OBUDŹ SIĘ! Przed tobą szansa wyjazdu do U S A. Czaisz? Kiedy porwiesz się na taką wyprawę, jeśli nie na studiach? Wystarczy ci aktywny status studenta, ok. 3000 zł i trochę odwagi, a przed tobą swe podwoje otworzy sama AMERYKA. A-M-E-R-Y-K-A. Ludzie marzą, żeby tam lecieć i tyko kombinują jak to zrobić, a przed tobą prosta droga.

Dalej się zastanawiasz, czy warto? No to popatrz sobie na zdjęcia i posłuchaj moich opowieści z Nowego Jorku, Bostonu, Waszyngtonu i Filadelfii, oraz rzuć okiem na materiału mojego kumpla Papy z Trip Horizons, który zjeździł pół tego kraju samochodem.

Może to zdoła cię przekonać.

 

| UWAGA! | Specjalny komunikat: jeśli jesteś zdecydowany na wyjazd, a ponadto w dowodzie w rubryczce «płeć» wpisali ci «mężczyzna»—możesz już zacząć się pakować. Dostałem informację, że KAŻDY (powtarzam: K-A-Ż-D-Y) chłopak, który przed końcem lutego złoży aplikację, na 100% dostanie miejsce na kampie. Męska siła robocza potrzebna w Stanach od zaraz!

Potwierdzone info.

 

Dobra, do meritum. Jak przetrwać na kampie?

 

I. | Czym jest kamp?

 

Jeśli miałbym porównać do czegoś amerykańskie kampy (czy też campy), to jako polski ekwiwalent wybrałbym kolonię albo wakacyjny obóz dla dzieci; z tą różnicą, że o ile w Polsce za takie kolonie albo się nie płaci (z tego co pamiętam), albo płaci niewiele i jedzie na jakieś dwa-trzy tygodnie, tak w Stanach pobyt na kampie trwa nawet dwa i pół miesiąca, a kosztuje jakieś dziesięć tysięcy dolarów. Tak. Dobrze przeczytałeś. Dziesięć tysięcy baksów żeby wysłać łepka na wakacje.

Ameryka nie raz jeszcze was zaskoczy.

Dobra, uściślając: miałem tu na myśli prywatne kampy, które są chyba najpopularniejsze w Stanach, ale nie są jedyną opcją. Wyróżnić można jeszcze kampy dla dzieci z biedniejszych rodzin (darmowe), religijne (dla wyznawców danej wiary) oraz dla dzieci niepełnosprawnych. Pewnie istnieje jeszcze kilka innych typów, ale na takie właśnie możecie trafić, jeśli zdecydujecie się na wyjazd z Camp Leaders.

Druga rzecz: kampy z reguły położone są na totalnym zadupiu („in the middle of nowhere”). Chodzi o to, że na taki kamp przyjeżdżają dzieciaki na co dzień mieszkające w dużych metropoliach; wakacyjny pobyt «na wsi» ma być dla nich odpoczynkiem od miejskiego zgiełku.

Fakt, że kampy położone są na odludziach niesie ze sobą pewne konsekwencje: warunki mieszkalne komfortem nie odbiegające zbytnio od pola namiotowego, dużo natury wokół (wliczając w to komary, drzewa, wiewióry i niedźwiedzie brunatne), potencjalny brak Internetu oraz dosyć spory dystans dzielący kamp od innych ludzkich osad (czyli, że miast).

Z racji tego, że taki kamp leży w sąsiedztwie co najwyżej żeremia bobrów, musi on być prawie-samowystarczalną jednostką. Kampy mają więc własną kuchnię ze stołówką, przychodnię, domki mieszkalne a także od groma atrakcji dla dzieciaków: baseny, boiska do gry w co tylko chcesz, ścianki wspinaczkowe, park linowy czy nawet... Własny cyrk z grupą akrobatów.

Największe kampy są w stanie pomieścić nawet do tysiąca dzieciaków. Na moim było jakieś 350, ale to i tak jakieś piętnaście razy więcej, niż potrafisz to sobie wyobrazić. Do obsługi kampu potrzeba więc małej armii, a jeśli staniesz się jednym z jej trybików, to najprawdopodobniej będziesz pracować w kuchni lub sprzątać.

Jak wygląda typowy dzień na kampie? Odsyłam cię do strony Camp Leaders oraz do mojego tekstu.

 

II. | Co wziąć ze sobą, żeby przetrwać?

 

W akapicie wyżej napisałem, że warunki na kampach komfortem nie odbiegają od pola namiotowego, ale muszę podkreślić jedną rzecz: każdy kamp jest inny. W tekście piszę z własnego doświadczenia oraz doświadczeń znajomych, natomiast zdaję sobie sprawę z tego, że jest to dosyć duże uogólnienie. Pragnę więc zaznaczyć: warunki na kampach mogą i pewnie różnią się znacząco; w tekście natomiast znajdziesz porady, do których z powodzeniem będziesz mógł się zastosować niezależnie od tego, na jaki kamp trafisz.

A oto podstawowe rzeczy, które absolutnie musisz ze sobą zabrać.

 

 

 

— ciuchy, których nie żal ci będzie zniszczyć i zostawić na kampie - oczywista sprawa. Jedziesz do pracy, więc potrzebujesz roboczego ubrania. Świetnie nadadzą się stare spodnie, koszulki czy buty, których nie założyłbyś na sobotnie party w klubie i których nie szkoda ci upaćkać błotem, sosem do spaghetti i wybielaczem. Weź też kilka «ładnych» rzeczy, żebyś po skończeniu kontraktu na kampie nie wyszedł do ludzi wyglądając, jakby cię tam trzymali siłą. Uczulam zwłaszcza na buty; ja załatwiłem trzy pary i moje ukochane japonki, dla których mieszanka wybielacza (używanego do mycia podłogi) i nadmiaru wody okazała się zabójcza.

 

— koc i poduszka - a do tego najlepiej śpiwór. Dlaczego? Raz, że nie wszystkie kampy zapewniają takie luksusy (ale to akurat powinieneś wiedzieć przed wyjazdem); dwa, zmienne warunki pogodowe. Mój kamp znajdował się we wschodniej części Pensylwanii, gdzie pogoda szybko potrafiła przejść z niemiłosiernego upału w całkiem nieprzyjemny chłód. Zwłaszcza nad ranem.

 

— podstawowe leki - czyli przeciwbóle, maści na ukąszenia, coś na przeziębienie, na uczulenia, a dziewczyny dodatkowo coś na zapalenie pęcherza (tak mi powiedziano). Z mojego doświadczenia wynika, że amerykańscy lekarze (a przynajmniej ci na kampach) na wszystko mają jeden rodzaj tabletki. Przezorny zawsze ubezpieczony.

 

— podstawowe kosmetyki - w małych ilościach—najlepiej tych buteleczkach do samolotu (100 ml). Nie ma sensu zabierać dużych opakowań szamponów czy żelu pod prysznic, bo wszystko kupicie sobie na miejscu, a tak tylko dokładacie ciężaru do bagażu. Zabierzcie ze sobą tyle, aby przetrwać maksymalnie dwa tygodnie. Do tego czasu na pewno zdarzy się okazja do zakupów.

 

— przejściówka na amerykańską wtyczkę - na bank będziesz miał ze sobą urządzenie wymagające naładowania w nim baterii (telefon, aparat, laptop itd.). Lepiej zaopatrzyć się w przejściówkę jeszcze w Polsce, bo w Stanach może być ciężko ze znalezieniem ich w sklepach.

 

— porządne zatyczki do uszu - i na to uczulam szczególnie chłopaków (chociaż i od dziewczyn zdarzało się słyszeć niejedną historię). Chodzi o to, że najprawdopodobniej będziesz mieszkał w kilka, nawet kilkanaście osób w jednym pomieszczeniu. Ja jestem mega wrażliwy na hałasy w nocy i bez zatyczek dostałbym do głowy. Skrzypienie łóżek, trzaskanie drzwiami, chrapanie i głośne bąki - to był mój chleb powszedni. Pierwszy tydzień był koszmarem, bo dopiero później udało mi się zaopatrzyć w zatyczki.

Raz nawet zdarzyło się, że jeden z Węgrów ni z gruchy zaczął rzucać w środku nocy zaklęcia, krzycząc coś w stylu: „MESZELEKESZELEHOTODABUDODOPOPOTA”. No jakbym nie miał zatyczek, to zgon gwarantowany.

 

— coś na zabicie nudy - może to nie jest jakiś «must take», ale przyda się dobra książka, karty do gry czy inne tego typu rzeczy. Jeśli chodzi o elektronikę, to jest różnie: niektóre kampy pozwalają na trzymanie sprzętu w pokoju; na moim na przykład było to surowo zabronione (co nie przeszkadzało nam trzymać telefonów w pokoju). Druga sprawa: nie na wszystkich kampach dostępne jest wi-fi; u mnie nie było, więc tak czy siak nie na wiele się ta elektronika zdała.

 

OK, podstawy mamy już za sobą. A co warto wziąć, żeby trochę umilić sobie pobyt?

 

III. Czasoumilacze.

 

Nie ma się co oszukiwać - pobyt na kampie pewnie zacznie ci się dłużyć. Codzienna rutyna i mało opcji urozmaicenia czasu potrafią nieźle dać w kość. I na taką ewentualność można jednak się przygotować.

Pamiętaj, że na kampie będzie wiele atrakcji, z których prawdopodobnie będziesz mógł skorzystać. Wszystkie boiska, baseny czy nawet siłownia, o ile nie zajęte przez dzieci, będą do twojej dyspozycji. Ja dosyć regularnie chodziłem na siłownię, pograć w tenisa czy w kosza.

Ale i to pewnie szybko ci się znudzi. Warto więc w zapasie zabrać:

 

— więcej książek - dobrym pomysłem będzie zabranie jakichś rozmówek polsko-angielskich, jeśli masz problemy z angielskim; na kampie będzie mnóstwo czasu, żeby się podszkolić. Ja chciałem dowiedzieć się więcej na temat robienia zdjęć, więc zabrałem ze sobą odpowiednią książkę.

Generalnie jakakolwiek lektura pozwalająca na oderwanie się od życia na kampie będzie na miejscu.

 

 

 

— laptop, telefon, czytnik ebooków (itd.) - kwestię sprzętu elektronicznego na kampie poruszyłem już wcześniej; alb będziesz mógł z nich korzystać, albo nie. Oczywiście można się bez tego wszystkiego obejść; dodam również, że taki laptop to kolejne kilogramy w bagażu, który będziesz musiał ze sobą targać po całych Stanach.

Ja wziąłem ze sobą laptop, ale głownie z uwagi na blog; używałem go tylko do pisana tekstów, oraz kiedy kampowe komputery po raz kolejny odmówiły posłuszeństwa.

 

— chłopaka/dziewczynę - ha-ha, zaskoczeni, co? Ogólnie z wyjeżdżaniem we dwójkę jest trochę cięższa sprawa, o czym pisałem w tekście Jak wyjechać do Stanów?, ale da się to zrobić i może to być dobrym pomysłem. Dużo łatwiej jest wtedy znieść rozłąkę z rodziną, a i wyżalić się można, wypłakać. No i wspólne podróżowanie już po skończeniu kontraktu—bajeczka :)

Można też szukać bliskiej osoby będąc już w Stanach. Słyszałem historię Węgierki i Meksykanina, którzy skumali się na kampie i są razem aż do teraz, czyli od jakichś czterech lat. Mieszkają na Węgrzech i mają się dobrze.

Można? Można.

 

— cokolwiek innego, co pozwoli ci się odprężyć, zająć czymś myśli i zabić czas.

 

W całym tym szale pakowania nie zapomnij, że przecież będziesz obracał się w międzynarodowym, multi-kulti towarzystwie. Warto poznawać ludzi, ich zwyczaje i kulturę, ćwiczyć język, a może nawet poznać nowy. Warto zawierać nowe przyjaźnie, bo czy to nie zajebista sprawa mieć przyjaciół na całym świecie?

Już teraz mogę wam zdradzić, że w najbliższym czasie będziemy odwiedzać przyjaciółkę poznaną na kampie, a w dalszych planach jest wyprawa do Meksyku i tamtejszych znajomych. Także wiecie, czasoumilacze czasoumilaczami, ale do ludzi też trzeba wyjść.

 

 

———

 

 

 

No, i to by było na tyle.

Mam nadzieję, że udało mi się wyjaśnić kilka kwestii związanych z wyjazdem na kamp, a tych niezdecydowanych przekonać do spróbowania swoich sił i wzięcia udziału w programie oferowanym przez Camp Leaders.

A więc zgłaszajcie się, aplikujcie i jedźcie—oto słowo moje. Na pewno nie pożałujecie.