Jak wybrać kierunek studiów i później tego nie żałować?

Wszystkim stawiającym czoła tej arcytrudnej decyzji.

 

Jeśli czytasz ten tekst, bo: a) jesteś po maturze i nie wiesz, co studiować; b) zrobiłaś/eś sobie rok przerwy po maturze i nadal nie wiesz, co studiować; c) sesja (poprawkowa też) nie poszła za dobrze, twój obecny kierunek jest do dupy, a jednak chcesz studiować, i wreszcie d) jesteś tu z jakiegoś innego powodu, w sumie to nigdy nie myślałaś/eś o studiach, ale może jednak nie jest za późno, to mam dla ciebie dobrą wiadomość! Biegnij szybko do mamy/taty/sąsiada z dołu/księdza proboszcza i przybij im zamaszyście piątkę, bo jeśli chociaż rozważasz studiowanie, to jesteś superekstra! (i na pewno zasługujesz na przybicie piątki!).

Jesteś z powrotem? Dobrze, a więc posłuchaj.

Studiowanie jest fajne. Serio. Bez względu na to, co będziesz studiował, czas studiów na pewno będziesz wspominał bardzo dobrze. Dlaczego? Bo to taki pierwszy, nieśmiały krok w stronę dorosłości, a poza tym diametralna zmiana otoczenia. Mnóstwo inspiracji i bodźców zewnętrznych, które będą miały na ciebie wpływ. Ale, ale! O tym za chwilę.

Wróćmy do tematu. Niezależnie od tego, czy jesteś tu z powodu a,b,c lub d, z powodzeniem możesz zastosować się do sugestii, które zamierzam ci zaproponować. Sugestie te opieram na własnych doświadczeniu, zdrowym rozsądku, tudzież doświadczeniach znajomych. Nie powiem ci: studiuj marketing i zarządzanie, bo to, to i jeszcze tamto; raczej pokażę sposób, w jaki możesz podjąć decyzję.

A więc

 

JAK WYBRAĆ KIERUNEK STUDIÓW?

 

 

Wbrew pozorom, wybór jest całkiem prosty. Według mnie istnieją trzy możliwości:

 

Opcja #1: Kierunek studiów dający konkretny zawód/konkretne uprawnienia.

Czyli taki kierunek, po ukończeniu którego łatwo znajdziesz pracę.

Pomyślałem nad tym chwilę i zastanowiłem się, czy takie kierunki w ogóle istnieją, ale biorąc pod uwagę to, że potrzebni zawsze będą: nauczyciele, inżynierowie, lekarze, informatycy czy pielęgniarki (pielęgniarkowie?) dochodzę do wniosku, że tak. Istnieje kilka profesji, w których zapotrzebowanie na wykwalifikowanych zawodowców będzie zawsze. Nie masz pomysłu, co studiować? Zastanów się, gdzie do pracy potrzebni są ludzie i wybierz kierunek, który da ci (w miarę) pewne zatrudnienie. W miarę, bo zmian na rynku pracy na pięć, ewentualnie trzy lata w przód nie jest w stanie przewidzieć nikt.

Minusem tego rozwiązania jest to, że być może decydujesz się poświęcić kilka lat swojego życia na uczenie się o czymś, co w ogóle nie będzie cię interesować. Będziesz więc męczył się na zajęciach, wyklinał na przedmioty, wykładowców i samego siebie za beznadziejny wybór kierunku, w którym później przyjdzie ci jeszcze pracować. Jak dla mnie niezbyt ciekawa perspektywa, ale znam i takich, co to wolą się trochę pomęczyć, żeby później mieć z górki. Ale znowu: czy rzeczywiście będzie z górki?

I wreszcie: nikt przecież nie mówi, że wybrany kierunek musisz skończyć.

 

Opcja #2: Poszukaj czegoś, co cię interesuje.

Albo czegoś, co wydaje się interesujące.

Albo wybierz coś, co jest twoją pasją od dawna, ale wszyscy mówią ci, że to nie jest «przyszłościowy» kierunek i nie warto tego studiować. Wszystkich znawców, którzy jedyną szansę na zatrudnienie po skończeniu upatrzonego przez ciebie kierunku widzą w mcdonaldzie, olewaj ciepłym moczem od czapki po buty. Nie ma «przyszłościowych» kierunków. Niezależnie od tego, jaki kierunek wybierzesz, każdy będzie otwierał ci jakąś furtkę. Być może nawet nie w branży, w którą na początku celowałeś.

Jeśli wybierzesz kierunek studiów, który stanie się lub już jest twoją pasją, jest spora szansa na to, że po ukończeniu go będziesz ekspertem w swojej dziedzinie. A dla ekspertów w swojej dziedzinie zawsze znajdzie się miejsce.

Najlepsze jednak jest to, że będziesz robił to co lubisz. Czyż nie jest to ważniejsze od ilości zarabianych pieniędzy?

 

Opcja #3: Języki.

Jeśli nie uważasz żadnego z kierunku studiów za dający pewne zatrudnienie, ponadto nie odnalazłeś jeszcze swojej pasji, a oferty uniwerków i «polibudów» nie prezentują się zbyt interesująco, wybierz język.

Wbrew pozorom studiowanie języka otwiera wiele możliwości, niekoniecznie tylko nauczycielstwo. Wiele uczelni profiluje swoje kierunki językowe i dorzuca elementy ekonomii czy też prawa zagranicznego, więc studia skończysz z wysokim poziomem języka (przynajmniej na papierze) i dodatkową wiedzą z jakiejś dziedziny. Ponadto studia językowe to możliwość wyjazdu na wymianę studencką, a to już samo w sobie jest coś. Jaki język studiować?

Możesz «pójść na łatwiznę» i zdecydować się na angielski, co zawsze będzie dobrym wyborem. Angielski to język międzynarodowy, z którym zetkniesz się w chyba każdym kraju na świecie. Pomyśl: ile rzeczy tworzy się w języku angielskim po to, by dotrzeć do jak najszerszej grupy odbiorców: tekstów, książek, blogów, muzyki? Ile tłumaczy z angielskiego bądź na angielski? Podpowiem ci: bardzo, baaardzo dużo. Jeszcze jedna para rąk do roboty na pewno się przyda.

I proszę, dla ludzi którzy twierdzą, że przecież w tych czasach każdy mówi po angielsku i to żaden atut, zarezerwuj kilka uderzeń palcem wskazującym w czoło. Najlepiej to zapytaj takiego, po angielsku, która godzina i obserwuj, jak robi się czerwony i zaczyna jąkać.

Wszyscy mówią po angielsku, ta?

Jeśli jednak z jakiegoś powodu angielski cię nie interesuje, możesz wybrać np. niemiecki, chociażby ze względu na bliskie sąsiedztwo z krajami, których ludność posługuje się tym językiem. A jeżeli niemiecki też ci nie odpowiada, czemu akurat w ogóle się nie dziwię, to postaw na coś tak odjechanego jak, powiedzmy, chiński albo koreański. Na pewno będzie to ciekawe doświadczenie, a i widoki na pracę niezłe.

 

 

PASYWNE KORZYŚCI PŁYNĄCE ZE STUDIOWANIA

 

Są moim zdaniem kwestią kluczową.

W zasadzie dla tych właśnie korzyści zachęcam cię do studiowania. Po pierwsze: wyprowadzka z domu. Wierz mi lub nie, ale to najlepsza rzecz, jaka może cię spotkać. Życie na własną rękę, decydowanie o tym, co robię ze sobą, swoim czasem i pieniędzmi, oraz ponoszenie konsekwencji wszystkich tych decyzji—to jest dopiero życie! SA-MO-DZIE-LNOŚĆ. A najlepiej bycie samodzielnym finansowo, kiedy wreszcie zaczynasz zarabiać pieniądze, a nie tylko dostajesz je od mamusi. I z trwogą zauważasz, że i tak wszystkie wydajesz na rachunki za gaz i filety z piersi kurczaka lub parówki.

Kolejną korzyścią są ludzie, których poznajesz: znajomi, koledzy/koleżanki studenci, wykładowcy albo studenci z wymiany. Jeśli będziesz miał szczęście, to poznasz mnóstwo inspirujących ludzi. Być może dzięki nim odkryjesz swoją pasję i zaczniesz robić to, co naprawdę lubisz. Zobaczysz, że można robić coś innego, inaczej. Lepiej. Zobaczysz, że po prostu «można». I nikt oprócz ciebie nie jest w stanie ci w tym przeszkodzić.

No właśnie, pasja. Studia to nie praca w kopalni więc umówmy się: mądrze gospodarując czasem możesz uwolnić go dla siebie całkiem sporo. Na przykład na oddanie się temu, co cię pasjonuje. Rozwijaj się, zdobywaj nowe doświadczenia. Przekuj swoją pasję na realne umiejętności, zalety. Spokojnie, jeśli coś pójdzie nie tak, skończ swój kierunek i zdobądź wykształcenie, później pracę.

Ale nigdy nie porzucaj swojej pasji.

 

 

 

———

 

 

 

Tak naprawdę to, na jaki kierunek się zdecydujesz, to kwestia drugorzędna. Same studia to kwestia drugorzędna. Pamiętaj, że okres studiów to czas kształtowania się osobowości i charakteru, czas w którym wchodzimy w dorosłość z uwalonymi po kostki buciorami, więc im więcej inspiracji w otaczającej rzeczywistości, tym lepiej.

Ja zacząłem studiować angielski, bo w liceum zainteresowałem się kulturą i językiem krajów anglosaskich, i nawet dobrze mi z 'anglika' szło. Stwierdziłem też, że dobry angielski może być solidnym atutem i w przyszłości otworzyć mi wiele ścieżek, niekoniecznie związanych stricte z samym językiem. Podczas studiów przynajmniej trzykrotnie zmieniałem swoje plany odnośnie tego, co chce robić już po ich zakończeniu. Koniec końców stanęło na tłumaczeniach, ale kto wie… Być może będę robił coś kompletnie innego. Wiem natomiast, że gdybym nie poszedł na studia, nawet do głowy by mi nie przyszło, żeby zacząć tworzyć w Internecie. Nie zdobyłbym się na to, żeby wyjechać na pół roku do Hiszpanii, a później jeszcze do Stanów. Nie poznałbym ludzi, którzy znacząco wpłynęli na moje życie.

Tego jestem pewien.

Moim zdaniem, jeśli masz możliwość podjęcia studiów, zrób to. Być może po pierwszym roku odkryjesz swoja prawdziwą pasję i poświęcisz się jej bez reszty, nawet nie kończąc kierunku. A być może to właśnie studiowany kierunek okaże się twoją pasją. Jeśli od razu po szkole pójdziesz do pracy (a będziesz musiał, bo co innego zrobisz) to nawet nie będziesz miał na to szansy. Więc korzystaj, szalej na imprezach, ucz się, pracuj nad czymś, szukaj inspiracji, podróżuj, bądź ciekawy, baw się, poznawaj ludzi, studiuj—rób wszystko to, na co masz ochotę.

A potem ogarnij się i załóż bloga.