Jaka jest twoja definicja męskości?

 

Rzecz dzieje się na imprezie u kumpla.

Siedzimy przy wódeczce, ja z Aldonką, kumpel z dziewczyną, a do tego jeszcze dwóch znajomych kumpla, których kojarzę tylko z widzenia. Rozmowa schodzi nam na kulturalnej dyskusji na temat polityki eksportowej krajów nadbałtyckich (kumpel jeździ tirem), czy Kubica wróci do F1 i która z koleżanek ze szkoły ostatnio zaszła w ciążę. Stół, oprócz wspomnianej wyżej wódeczki, wyposażony jest w tzw. „polski standard” - kolę do zapicia, słoik korniszonów oraz szklankę paluszków. Jest miło, trochę nudno, w tle leci gówniana muzyka puszczona z głośników gównianego telewizora.

Alkohol wreszcie zaczyna uderzać do głowy i zaczynam czuć się pewniej. Postanawiam dać odpocząć umęczonym siedzeniem przy biurku nogom i wyciągam je beztrosko na sąsiedniej kanapie. Mój wybryk nie uchodzi uwagi nowo poznanych koleżków - jeden z nich trąca drugiego w ramię, szepcze mu coś do ucha, po czym ten drugi odszukuje wzrokiem moje stopy i oboje zaczynają chichotać. „Co, do cholery” - myślę sobie - „To już nie można w towarzystwie nóg rozprostować, rozluźnić się?”. Następnie ten drugi - za cholerę nie mogę zapamiętać ich imion, Marian? Jurek? - szturcha łokciem mojego kumpla, mówi mu coś szeptem i kumpel też nagle zaczyna się chichrać. „Dziura na dużym palcu, jak nic!” - olśniewa mnie. Ale nie, to nie to. Skarpetki są całe.

I nawet świeże … chyba. Nie sprawdzałem, od tygodnia mam je na nogach.

 

- Ej tam, co to za szepty! - rzucam do towarzystwa - Powiedzcie na głos, pośmiejemy się razem!

- Eeee, nie ważne, nie przejmuj się, wszystko gitara - odpowiada kumpel. Chłopaków wyraźnie ta odpowiedź śmieszy, bo oboje błądzą nieporadnie wzrokiem po pokoju i cicho chichoczą.

- Marian - strzelam w ciemno do tego po prawej - No co ty, ile my się znamy? - (jakieś półtorej godziny) - Gadajże, o co chodzi!

- Nie-nie, nic-nic, naprawdę … - odpowiada tamten - I … tego … jestem Marcin.

- No, przecież mówię! Chłopaki, co się dzieje? Mam zdjąć nogi z kanapy, czy jak? Bardzo śmierdzi?

- Nie-nie, nie o to chodzi - znowu odzywa się kumplel - Tylko … wiesz … tego … Kurwa stary, co ty za skarpetki nosisz!? Jesteś pedał, czy jak!?

 

Marian i Jurek wybuchają śmiechem. Ja spoglądam na swoje stopy.

Założyłem Happy Socks'y. To takie kolorowe, dość wysokie skarpetki. Mam kilka par, w różne wzory i motywy, a wszystkie tak bardzo pstrokate, jak tylko można. W lecie raczej ich nie zakładam, bo są dosyć grube, ale tego dnia było wyjątkowo chłodno.

Patrzę ze zdumieniem na kumpla i resztę, w tym siedzącą obok mnie Aldonkę, moją dziewczynę, od dwóch i pół roku razem, daj borze drugie tyle i wincyj.

 

- Yyy … A to jest jakaś bezpośrednia korelacja pomiędzy noszeniem kolorowych skarpetek a orientacją seksualną? - pytam.

- No … Yyy … - kumpel słyszalnie trawi słówko „korelacja” w mózgu - Tego … Prawdziwy facet by takich nie założył!

- Ahaaa! Czyli według ciebie ani gej, ani ktoś, kto nosi takie skarpetki, nie może być «prawdziwym» mężczyzną, tak?

- No kurwa! - przytakuje kumpel, a chłopaszki wtórują mu pomrukiem aprobaty.

- A powiedz mi, proszę, czy według ciebie prawdziwy facet powinien mieszkać z rodzicami w wieku 27 lat?

 

Nie odpowiedział.

Kumpel w tym roku kończy 27 lat i nadal mieszka z rodzicami.

 

KIM JEST PRAWDZIWY MĘŻCZYZNA?

 

Tak na marginesie: wcale nie twierdzę, że to niemęskie mieszkać z rodzicami w wieku 27 lat. I chociaż ja sam nie wyobrażam sobie powrotu do domu na stałe, to różne przypadki chodzą po ludziach i czasem albo się nie ma wyboru, albo najwłaściwszym wyborem wydaje się mieszkanie z rodzicami. Nie osądzam!

 

Nie mniej uwaga kumpla zaskoczyła mnie niczym widok szopa w Poznaniu (o co chodzi z szopem? <LINK>). OK, kolorowe skarpetki to nie jest oczywisty element garderoby każdego mężczyzny, przyznaję. Ale sporo facetów decyduje się na taki akcent w swoim outficie i nie sądziłem, że może on jeszcze kogokolwiek zaskoczyć. Do głowy nie przyszłoby mi też określać takie skarpetki jako «niemęskie». Zwariowane, brzydkie, mało gustowne, nie pasujące do reszty - w porządku, w końcu każdy swój gust ma. Ale że od razu «niemęskie»? Że «prawdziwy mężczyzna», czymkolwiek ta mistyczna istota jest, by takich nie założył?

To aż prosi się o wpis na blogu.

Podobne rzeczy zdarzało mi się słyszeć na temat innych elementów (nie)męskiej garderoby. Nosisz rurki? Jesteś gej (doprawdy nie rozumiem, dlaczego dla niektórych to, że mężczyzna jest homoseksualny wyklucza bycie męskim). Zakładasz ciuchy w odcieniach innych niż biały, czarny, ewentualnie ciemny granat? „To takie niemęskie!”. Zamiast prawilnych adidasków i białych skarpet podciągniętych pod kolano wolisz espadryle i skarpetki-stopki? „Prawdziwi mężczyźni takich nie noszą!”.

Albo o kosmetykach. Nie rozumiem, co niemęskiego jest w dbaniu o własne ciało. Pamiętam, że kilkoro moich kolegów zdziwiło się, gdy kiedyś tam mimochodem wspomniałem, że używam odżywki do włosów. Nie mogli pojąć, że mężczyzna może traktować swoje włosy czymkolwiek innym, niż szampon. Jeden zaczął się nawet chwalić, że on nawet szamponu nie potrzebuje, bo głowę myje żelem do ciała. Tiaaa, a potem wielkie zdziwienie, że włosy z czachy wyemigrowały na plecy.

Kiedyś też falę śmiechu wśród moich znajomych (nie tylko facetów) wzbudziło to, że poprosiłem koleżankę o odrobinę kremu do rąk. Była zima, na zewnątrz -30 stopni Celsjusza, a po wejściu do ciepłego budynku dłonie spierzchły mi tak bardzo, że z ranek zaczęła lać mi się krew. Ale nie! Co tam! Przecież «prawdziwy mężczyzna» nie dba o swoje dłonie, bo to niemęskie!

Ja sam czasem wpadam w pułapkę oceniania męskiej garderoby przez pryzmat jej domniemanej męskości. Lubię nosić trochę bardziej obcisłe spodnie, ale bez przesady - rurek już bym nie założył. Nie uznaję też różowych koszul, golenia nóg i kolczyków w uszach, a tym bardziej tych idiotycznych, małych torebek-listonoszek, które tak bardzo upodobali sobie prawilni ziomeczkowie - wszystko powyższe wydaje mi się niemęskie. Są jednak mężczyźni, które takie rzeczy noszą, i bynajmniej nie uznają ich niegodnymi swej męskości.

Dochodzę więc do wniosku, że …

 

DEFINICJA MĘSKOŚCI

 

… to kwestia mocno indywidualna i każdy ma swoją własną. Co jeden (lub jedna) uważać będzie za «męskie», drugi (lub druga) skwituje szyderczym śmiechem i soczystą obelgą.

Cóż zatem począć?

Ano, zdając sobie z tego sprawę, doszedłem do dwóch ciekawych wniosków. Po pierwsze: nie dogodzisz. Skoro każdy ma swoją definicję tego, jak powinien wyglądać «prawdziwy mężczyzna», to jest praktycznie niemożliwym wybrać taki strój, aby zadowolić wszystkich. Nie ma opcji. Jedynym rozsądnym wyjściem z sytuacji jest więc mieć to w dupie i po prostu zakładać to, co mi się podoba i w czym dobrze się czuje.

Niektórzy mężczyźni noszą kolorowe skarpetki, używają odżywki do włosów i trzymają dietę. Inni nie golą się pod pachami, poza mydłem i pastą do zębów nie znają innych kosmetyków, a na dźwięk słowa «dieta» głośno bekają, drapiąc się przy tym po wyzierającym znad paska od spodni brzuchu.

Dla niektórych nie do pomyślenia jest farbowanie włosów przez mężczyzn. Tymczasem największe męskie seksbomby Hollywoodu robiły to nagminnie, i nikt o to pretensji do nich nie miał.

Ostatnio usłyszałem gdzieś, że nawet modne od dłuższego czasu brody, skądinąd atrybut męskości, są «pedalskie», a «prawdziwy mężczyzna» chodzi tylko gładko ogolony. Serio!

 

Źródło: https://www.instagram.com/jakubpe.official/

Źródło: https://www.instagram.com/jakubpe.official/

 

Każdy więc ma swoją definicję męskości; każdy sam sobie taką ustala. I tu dochodzimy do mojego drugiego wniosku, czyli: jak ograniczonym trzeba być, by «męskość» faceta oceniać po jego wyglądzie?

No poważnie. Wam też wystarczy rzut oka na mężczyznę, by móc powiedzieć, czy jest «prawdziwym facetem»? Jesteście w stanie to stwierdzić tylko po jego wyglądzie?

Czy jak założę kolorowe Happy Socks'y i rurki, to nie jestem «prawdziwym mężczyzną», ale już w czarnych skarpetkach i dresie - to jak najbardziej?

 

 

———

 

 

Jak dla mnie, prawdziwego mężczyzny nie definiuje wygląd, lecz jego zachowanie. To, w jaki sposób traktuje innych; czy szanuje kobiety i ustępuje miejsca starszym w tramwaju; czy potrafi zdobyć się na uprzejmość wobec obcych. A jeśli zachodzi taka potrzeba, to czy potrafi wziąć sprawy w swoje ręce i zapanować nad sytuacją.

Moim zdaniem wygląd to w przypadku bycia męskim kwestia drugorzędna.

A jakie jest twoje?