Kiedy ON mówi NIE

O różnych typach mężczyzn i kobiet, różnych rodzajach związków i o tym, co się dzieje, kiedy dzieje się źle.

 

Ostatnio do mych uszu trafiła historia koleżanki znajomej mojej przyjaciółki. Otóż kobieta ta, będąc niespełna osiemnastoletnią dziewczyną jeszcze, poznała chłopaka. Jak to się często w życiu dzieje, młodzi ludzie przypadli sobie do gustu i zaczęli robić ze sobą to, co ludzie robią od zarania dziejów: zaczęli ze sobą «chodzić». Chodzili i chodzili, przemierzali kolejne mile i było im ze sobą dobrze. On, ideał wręcz, opiekuńczy i troskliwy, dbał o nią i starał się. Ona z kolei odwzajemniała uczucie z wielkim zapałem. Czas płynął, mijały kolejne lata a nasza bohaterka myślała, że to ten jedyny. I z chęcią napisałbym, że pobrali się, spłodzili gromadkę potomstwa i żyli długo i szczęśliwie, ale przecież przeczytaliście tytuł. Poza tym: kto chciałby czytać o takich szczęśliwych historiach?

A więc, jak się pewnie domyślacie, sprawy przybrały nieco inny obrót. Skończyła się sielanka, chłopak wpadł w złe towarzystwo i zaczęły się dramaty. Nie pisałbym o tym, bo to historia jakich wiele, ale zaintrygowała mnie w niej pewna rzecz. Rzecz, której nie potrafię zrozumieć i być może już nigdy nie będzie mi dane tego pojąć. A to nie pierwszy raz, kiedy o tej rzeczy słyszę.

Otóż, jak wynika z relacji mojej przyjaciółki, w pewnym momencie on „zabronił jej wychodzić”. Nie to, żeby od razu więził ją w jakiejś piwnicy! Nie mniej jednak, zakazywał jej wychodzenia na imprezy czy do przyjaciółek. Ponadto, mimo że jej oberwało się domowym aresztem, chłopak używał sobie do woli: spotykał się ze znajomymi, jeździł na imprezy i bawił się, podczas gdy ona siedziała w łóżku słuchając Coldplay i wpierdalając lody waniliowe.

I to jest właśnie ta rzecz, której nie rozumiem: „on zabronił jej”. Zabronił.

 

JAKIM PRAWEM FACET MOŻE ZABRONIĆ KOBIECIE CZEGOKOLWIEK?!

 

To raz. Nigdy nie będę w stanie tego pojąć.

OK, wiadomo jak to jest w związku: czasem może się nam coś w partnerze nie podobać. Czasem coś, co robi nasz partner, nie do końca zgadza się z naszą wizją «partnerstwa». Ale czy kategoryczne zabranianie robienia tej rzeczy jest wyjściem z sytuacji?

Nie bardzo rozumiem, jakie są motywy takiego zachowania. Czy stoi za tym brak zaufania, czy może raczej chęć dominacji? Pokazania, kto tu rządzi? Jeśli chodzi o pierwsze, wiadomo, z zaufaniem nie jest łatwo. Ciężko je zyskać u drugiej osoby i moim zdaniem rolą obojga partnerów jest udowodnienie sobie, że są godni zaufania. Co do chęci dominacji, hmm... Dla mnie to zachowanie rodem z epoki kamienia łupanego. Mimo to uważam, że to facet powinien być mężczyzną w związku. Powinien dać kobiecie poczucie bezpieczeństwa i czasami, po prostu, wziąć sprawy w swoje ręce. Powiedzieć: «Wait a minute. I will handle this shit». I zrobić to co należy. Ale dominacja? Rządzenie? Tylko i wyłącznie w łóżku.

Jeśli chodzi o imprezy to, przyznam się bez bicia, mnie też coś tam kręci w żołądku, kiedy moja partnerka wychodzi do klubu sama. Wiadomo, alkohol, głośna muzyka, taniec: idealne warunki dla napalonych samców na podryw. Ale ufam jej. Wiem, że nie zdradzi mojego zaufania w żaden sposób, bo i ona doskonale wie, jakie będą tego konsekwencje. Nigdy jednak nie zabroniłbym jej czegokolwiek. Mógłbym zasugerować wyjście gdzieś razem lub ewentualnie poprosić, by tego wieczoru została ze mną. Ale niezależnie od tego, jaką decyzję by podjęła, uszanowałbym ją.

Jeszcze bardziej niezrozumiałe jest dla mnie

 

DLACZEGO DZIEWCZYNY ICH SŁUCHAJĄ?

 

W sensie takich facetów. To dwa. Obserwując moje rozszerzające się ze zdziwienia oczy przyjaciółka powiedziała mi, że jej znajoma bała się go stracić. Tkwiła więc w toksycznym związku obawiając się, że jeśli ze sobą zerwą, to nie znajdzie nikogo innego i będzie sama. I mean, seriously!?

Czy strach przed samotnością może być na tyle duży, żeby zmusić kobietę (a może i mężczyznę) do bycia w związku, w którym jest nieszczęśliwa? Czy facet, który ogranicza twoją wolność, naprawdę jest facetem, z którym chcesz być? Z tego co pamiętam, to nie żyjemy w czasach małżeństw aranżowanych, bezbrzeżnego patriarchatu i całkowitej dominacji płci męskiej. Owszem, to mężczyzna wybiera kobietę, a nie na odwrót, ale to kobieta podejmuje decyzję o tym, czy go akceptuje. A nawet jeśli zdarzy się, że źle go oceniła i okazał się być totalnym skurwysynem, to ma prawo takiego chłopca pozdrowić środkowym palcem i powiedzieć „pa”.

 

 

Wiem, myślicie: «łatwo się mówi». Będąc ze sobą przez trzy lata ciężko tak po prostu od kogoś odejść. Racja. Ale, robiąc prosty rachunek, jaka przyszłość czeka mnie z facetem, który mnie unieszczęśliwia? W zasadzie, to dziewczyna sama się unieszczęśliwiała, bo dając swojemu facetowi przyzwolenie na takie traktowanie niejako sprawia się, że zachowywanie się w taki sposób będzie dla niego czymś najnormalniejszym w świecie. Nie lepiej więc popłakać trochę, zjeść kilka kubków lodów waniliowych i przesłuchać starych płyt Coldplay, ale być wolną? I za kilka lat śmiać się z tego «jak mogłam być tak głupia»?

Jak mówi stare polskie przysłowie

 

PÓŁ ŚWIATU TEGO KWIATU

 

OK, akurat to przysłowie odnosi się do kobiet, ale przecież drugie pół tego «światu» to my, mężczyźni. Nikt nie powiedział, że nasz pierwszy partner będzie tym jedynym. Statystycznie rzecz biorąc, nigdy tak nie jest. Być może to ten trzeci/czwarty/piąty się nim okaże.

A więc dziewczyno! Jeśli tkwisz w takim związku, weź duży zamach i energicznie przyłóż głowę do ściany! Zaboli, ale może pomóc się otrząsnąć.

Dziewczyno! Oprócz rodziców (do pewnego wieku) i babci Halinki (zawsze), nikt nie ma prawa ci czegoś zabraniać! A jeśli ten ktoś twierdzi inaczej, zrób w tył zwrot i idź przed siebie tak długo, dopóki dźwięk jego głosu nie stanie się odległym wspomnieniem.

I w końcu, DZIEWCZYNO! Jest wielu studentów politechniki wciąż szukających swojej drugiej połówki!

To możesz być ty!