Kobiety należy zdobywać

Poznałem ją w klubie i nie minęły dwie godziny od naszego spotkania, gdy jej język wylądował w moim gardle.

Staliśmy na parkiecie w tłumie upojonych muzyką ciał, a ja nie miałem pojęcia, co się dzieje. Ona najwyraźniej też nie: flirtowałem z nią od pierwszego spojrzenia rzuconego przy barze, a jak przyszło co do czego, zastygłem w miejscu niczym posąg. „Co z niego za facet?”, musiała sobie pomyśleć.

Zaczęło się jak zwykle: kilku kumpli wyruszających w sobotnią noc na wielki podryw, z nadzieją na spotkanie „tej jedynej”, to jest laski, która pójdzie z nimi do łóżka jeszcze tej nocy. Wszyscy byliśmy niebywale pewni siebie - doskonale wiedzieliśmy, że to się nie wydarzy i że nie ma się czego obawiać. Wątpię, by którykolwiek z nas pomyślał o kupieniu prezerwatywy.

Nie pamiętam, czy to ja pierwszy zwróciłem na nią uwagę, czy było odwrotnie. Nie powiem, żeby od razu wpadła mi w oko; jak na mój gust nieco za wysoka, jednak sam fakt, że odwzajemniła zainteresowanie podziałał na mnie przekonująco; to i buzujący we krwi alkohol. Kilka nieśmiałych spojrzeń i parę czarujących uśmiechów później siedzieliśmy na ławce przed klubem i rozmawialiśmy.

Zdziwiło mnie, jak szybko sprawy posuwały się do przodu. Ledwo zdążyłem się przedstawić, a ona już siedziała mi na kolanach uświadamiając nas oboje, że świetnie do siebie pasujemy. Czegokolwiek bym nie powiedział - przytakiwała z aprobatą zapewniając, że «totalnie» się ze mną zgadza; jakkolwiek kiepskim żartem bym nie rzucił - śmiała się z niego długo i na tyle przekonująco, żebym uwierzył, że to rzeczywiście był dobry dowcip. W klubie nie odstępowała mnie na krok, a odrobiny prywatności pozwalała zaznać jedynie w męskiej toalecie.

Piszę „odrobiny”, bo czekała tuż przy drzwiach.

A później mnie pocałowała. Pocałowała szybka i nachalnie, jakby znudzona czekaniem, aż zrobię to ja. I nawet nie chodzi mi o fizyczny aspekt jej czynu - zdarzało mi się całować dziewczyny już wcześniej. „Zastygłem w miejscu niczym posąg” gdyż dopiero wtedy uświadomiłem sobie, jak bardzo nie chcę jej całować.

 

———

 

Szepnąłem jej do ucha, że „muszę na chwilę wyjść” i upewniwszy się, będąc na zewnątrz, że za mną nie poszła, postanowiłem wrócić do domu. Czułem się trochę głupio - nie lubię traktować kobiet w ten sposób. Byłem jednak pewien, że nie będę w stanie wytłumaczyć jej, co tak właściwie zaszło, nie narażając się przy tym na śmieszność.

Bo niby jak miałbym to wytłumaczyć?

Miałbym powiedzieć: „słuchaj, nie bierz tego do siebie, ale jednak nie jestem zainteresowany?” Przyszedłem tutaj z kolegami na podryw, choć sam nie wiem dlaczego, bo wcale nie zależy mi na szybkim numerku, a wręcz przeciwnie: chciałbym poznać kogoś, z kim mógłbym dzielić swoją intymność? I doskonale zdaję sobie sprawę, że ryczący prymitywną muzyką klub to chyba ostatnie miejsce na ziemi, gdzie kogoś takiego znajdę, ale przyszedłem tak czy siak, bo a nuż znajdę zbłąkaną bratnią duszę w tym tętniącym patologią miejscu, zbłąkaną równie mocno, co ja? I, wybacz szczerość, nie sądzę, żebyśmy do siebie pasowali, bo ja nie zdążyłem jeszcze zapamiętać twojego imienia, nie wiem nawet, czym się w życiu zajmujesz i o czym marzysz, a ty wciskasz mi swój język do gardła, licząc, że to zachęci mnie do pójścia z tobą do łóżka, co z kolei sprawi, że jakimś cudem zakocham się w kompletnie nieznajomej mi kobiecie, tylko dlatego, że po pijaku zrobiła mi loda? I jeszcze: przepraszam najmocniej, jeśli sprawiłem pozory, że właśnie na tym mi zależy; wszystkim nam, mężczyznom, zdarza się czasem pomylić zalążek uczucia z popędem płciowym. Nie mniej w moim przypadku to nawet nie jest żaden popęd, ja naprawdę nie jestem zainteresowany, ani seksem, ani byciem razem, ani żadną inną formą relacji z tobą, bo przez te dwie krótkie godziny naszej znajomości nie powiedziałaś choćby jednego zdania o sobie, które nie byłoby przezornym kłamstwem w obawie przed odrzuceniem.

I to nawet nie jest ta najgorsza część. Najgorsze jest, że to co wydaje mi się, że o tobie wiem, w żaden sposób nie sprawia, że chcę dowiedzieć się więcej.

I być może istnieją na świecie faceci, którzy, podobnie jak ja, nie wykorzystaliby twojej naiwności, żeby się z tobą przespać i więcej nie odezwać. Może jest kilku takich, o sercu w kolorze złota, którym twoja otwartość wydałaby się pociągająca; którzy cieszyliby się, że tak łatwo udało się przełamać lody i zostawić w tyle ten stresujący etap znajomości; być może.

Obawiam się jednak, że upłynie wiele sobotnich imprez, nim na takiego trafisz.

 

Autorem zdjęcia jest Dean Hergert | UnSplash.com

Autorem zdjęcia jest Dean Hergert | UnSplash.com

 

Nie było łatwo.

Mimo tego, że rozmawialiśmy wymieniając wiadomości po kilka godzin dziennie, miałem wrażenie, że nasza znajomość dojrzewa bardzo powoli. Robiłem wszystko co mogłem, aby nadać jej tempa: zapraszałem na kawę, oferowałem wyjście do kina, proponowałem spacer w parku - wszystko, byleby się zbliżyć, lepiej poznać, a przede wszystkim: zobaczyć; miałem dość myślenia o niej w kategoriach nadawcy wiadomości tekstowej. Ona jednak ciągle wymawiała się nawałem nauki, brakiem czasu, niedogodnym terminem. Nie chciała odsłaniać się zbyt szybko, więc otwierała się przede mną powoli, ostrożnie, jakby bojąc się zdradzić za dużo zbyt wcześnie, zachowując w tajemnicy to, co najcenniejsze. Grała na zwłokę, przeciągała, cały czas jednak dając mi nadzieję na «coś» więcej.

Ta nadzieja, to była jedyna rzecz trzymająca mnie przy zdrowych zmysłach. Nadszedł jednak moment, gdy wydawało mi się, że to nadzieja złudna. Siedzieliśmy przy stoliku w barze i nie pamiętam już, jakich słów użyła, ale usłyszawszy je poczułem, że wszystko stracone; że tym niespiesznym poznawaniem się i dawaniem sobie czasu minąłem się ze swoją szansą; że zwyczajnie spóźniłem się. Przez moje ciało przebiegły dreszcze, obraz rozmył się i rozpłynął, dźwięki otoczenia ucichły, zdawały się dobiegać jakby zza ściany; a ja, patrząc na kobietę, w której zakochałem się na zabój, zrozumiałem, że straciłem ją zanim jeszcze zdążyłem zdobyć. I wbrew wszystkim instynktom i pragnieniom, wbrew samemu sobie i temu, co czułem, pogodziłem się z tą myślą. A jej odrzekłem: „Chcę, żebyś była szczęśliwa; nawet jeśli oznacza to, że nie możemy być razem”.

Podobnie było z pierwszym pocałunkiem. Przy trzecim spotkaniu czułem tak silne przywiązanie, że pocałunek wydawał mi się formalnością; przypieczętowaniem uczucia, które wspólnie postanowiliśmy pielęgnować. Ona popatrzyła na moje zwinięte w dziubek usta i z konsternacją stwierdziła, że «za wcześnie». Przy czwartym i piątym stwierdziła to samo, w drodze wyjątku pozwalając pocałować się w policzek. Przy szóstym spotkaniu - które od tego trzeciego dzieliło kilka tygodni - nie pozostawiłem jej wyboru: cały wieczór uknułem tak, że odmowa pocałunku zakrawałaby na nieludzką zbrodnię.

Do żadnej zbrodni nie doszło, a pocałunek zapamiętam do końca życia.

 

Autorem zdjęcia jest Alban Martel | UnSplash.com

Autorem zdjęcia jest Alban Martel | UnSplash.com

 

Rzecz w tym, że wszyscy mężczyźni to zdobywcy.

Choć czasem mogą na takich nie wyglądać, to zdecydowanie chcą się takimi czuć; chcą się starać, chcą zabiegać, chcą zdobywać. Chcą zapraszać na kawę, by podczas spotkania móc wręczyć adorowanej bukiet kwiatów. Oferują wyjście do kina, by spędzić razem kilka intymnych chwil, o których później będzie można porozmawiać przy lampce czerwonego wytrawnego. Proponują spacer w parku, bo czy dwojgu ludzi u progu dojrzewającego uczucia potrzeba lepszej scenerii, niż krzywy chodnik i kilka drzew?

A im trudniejsza zdobycz, im więcej pracy i trudu wymaga, tym większym szacunkiem będą ją darzyć.

Kobiety natomiast chcą - i powinny! - być zdobywane. Chcą być zapraszane na kawę, do kina i na spacer do parku. Potrzebują czasu i przestrzeni: nie chcą - i nie powinny! - odkrywać się przed byle nieznajomym, byle gdzie, byle jak. Chcą być zauważone. Chcą czuć, że komuś naprawdę na nich zależy. Chcą odsłaniać się po trochę, po kawałeczku, nie za szybko, by tajemnica nie prysła gdzieś po drodze, zostawiając mokrą plamę na płótnie pewności siebie.

Znacie takie powiedzenie: „łatwo przyszło, łatwo poszło”?

Nie da się - poza rzadkimi wyjątkami w postaci niskich lotów scenariuszy amerykańskim komedii romantycznych - poczuć przywiązania i idącego z nim w parze szacunku do osoby, z którą leżymy w łóżko po zaledwie trzech godzinach znajomości. Powyższe zdanie kieruję do przedstawicieli płci żeńskiej, a zwłaszcza męskiej.

Kropka

___

Autorem zdjęcia w nagłówku jest Matthew Kane | UnSplash