Kwestia emigracji

NIE będzie o islamistach, ISIS, muzułmanach, kebabie, różnicach kulturowych czy „Polsce dla Polaków”. Będzie coś z zupełnie innej beczki.

 

Nie tak dawno temu byłem na imprezie. Nie, żebym się chwalił czy coś. Ot, zwykła domówka u znajomego znajomej kolegi koleżanki z liceum. Lubię domówki, bo to świetna szansa na zawarcie nowych znajomości, pogadanie z ludźmi lub po prostu uchlanie się i zrobienie rozpierduchy NIE u siebie. Domówki, w których nie znam nikogo oprócz osoby, która mnie zaprasza, cenię szczególnie. Wchodzisz, i nigdy nie wiesz, na kogo trafisz: ludzi, którzy będą mieli coś ciekawego do powiedzenia i zmuszą cię do przemyśleń, czy może totalnych idiotów.

Domyślacie cię zapewne, na którą grupę trafiłem przy okazji wczorajszej imprezy. Mała podpowiedź: to oni zainspirowali mnie do napisania tego tekstu. Tak, macie rację. Trafiłem na idiotów.

No więc jestem na tej domówce. Żeby uciec od rozbrzmiewającego w salonie disco-polo, bunkruję się w kuchni z grupką innych ludzi. Rozmowa jakoś się nie klei. W toku konwersacji pojawia się temat studiów i tego, co później. Nie każdy ma pomysł, większość raczej nie patrzy tak daleko w przyszłość, mimo że to już ostatni rok magisterki. Ogólnie przeważają opinie typu „w Polsce nie ma pracy”, „po co ja w ogóle studiowałem/am” i „życie jest do dupy”. W ogniu dyskusji, próbując dociec, co zrobić ze swoim życiem, jeden z tych „inteligentniejszych” (z polibudy, a jakże) rzuca odkrywcze: „Jak to co? Wyjechać za granicę!”.

 

THE AMERICAN DREAM

 

Na nic zdają się moje próby zwrócenia uwagi na to, że to nie jest takie proste. Ludzie są zachwyceni tą krótką, ale jakże treściwą receptą na życie: no tak! Wyjechać za granicę! Za granicę, do krainy mlekiem i forsą płynącej, gdzie pracuje się po 3 godziny dziennie, zarabia 3 tysiące euro/dolarów, a pracodawcy i tak całują się po stopach, że chce ci się ruszyć ręką. Wszyscy są mili i przyjaźni, opieka medyczna nie ma cię w dupie i na wszystko cię stać. Nie chcesz pracować za najniższą krajową? Pragniesz lepszego życia? Wyjedź za granicę!

Albo lepiej zacznij od przeczytania tego tekstu.

Nie będę was oszukiwał, nie jestem jakimś weteranem wyjazdów za granicę ani sezonowych wypadów na truskawki do Holandii. Mój najdłuższy pobyt na obczyźnie trwał pół roku, bez przerwy. «Tylko» pół roku czy «aż» pół roku - zależy jak na to spojrzeć. Korzystając z oferty uniwersytetu, spędziłem sześć miesięcy w słonecznej Hiszpanii, studiując i poznając inną kulturę. Pomyślicie sobie: „wtf!?”. To w Hiszpanii jest tak źle? Nie, nie było mi źle. Nie okradziono mnie ani nie pozbawiono środków do życia. Nie musiałem pracować, chociaż żeby wyżyć ze stypendium i zaoszczędzonych na wakacjach pieniędzy, musiałem ostro kombinować. Słowem: sielanka.

 

 

Nie będę pisał o zarabianiu pieniędzy. Tak, przeciętne miesięczne wynagrodzenie na Zachodzie jest wyższe, niż przeciętne miesięczne wynagrodzenie w Polsce, to nie ulega wątpliwości. Jeśli chcesz zarobić więcej kasy, a w Polsce nie potrafisz—jedź. W tym tekście chcę skupić się na innych aspektach wyjazdu za granicę; takich, by osoby których jedynym doświadczeniem z zagranicą są dwutygodniowe wakacje w Egipcie «all inclusive», mogły spojrzeć na ten temat z innej perspektywy.

Jeśli myślisz o permanentnej wyprowadzce z Polski, to do rozważenia masz mnóstwo rzeczy, które niekoniecznie mają związek ze stanem twojego konta w banku. Decydując się na wyjazd za granicę na stałe, pamiętaj, że

 

ZAWSZE BĘDZIESZ OBCY

 

Mówisz inaczej, zachowujesz się inaczej, wyglądasz inaczej. Można nauczyć się porozumiewać w obcym języku, jasne. Mówić, wyrażać swoje myśli i uczucia, myśleć, to już inna sprawa. Mówić tak, aby nie rozpoznano w tobie obcokrajowca—kwestia długich lat. To samo tyczy się zachowania—ciężko wyplenić w sobie coś, do czego przywykliśmy na przestrzeni lat. Ciężko odrzucić pewne typy zachowań, reakcji na otaczającą rzeczywistość. Ciężko wyrzec się swojej kultury na rzecz przyjęcia innej. A z tym niewątpliwie wiązać będzie się życie za granicą.

Wygląd to kwestia drugorzędna. Przy takim miksie rasowym, jaki można zaobserwować na Zachodzie, nieco odmienny wygląd nie będzie problemem. Ale zostanie zauważony. Zawsze.

To z kolei uświadomi cię, że

 

JESTEŚ SAM

 

 

Z dala od rodziny, przyjaciół, znajomych. Domu. Jeśli te kwestie przedstawiają dla ciebie jakąkolwiek wartość, to będziesz tęsknić. Będziesz tęsknić cholernie. Nawet ta malutka, zabita dechami miejscowość, z której pochodzisz, wzbudzi w tobie sentyment. Rozmawiając przez Skype z rodziną będziesz miał wrażenie, że nawet najdrobniejsza sprawa, jak nowy mebel w salonie, to wielkie wydarzenie, które cię omija. Ja z domem i rodziną byłem związany bardzo mocno i takie «odtrącenie», obserwowanie z oddali życia, w którym się uczestniczyło, mocno dawało w kość.

Inna sprawa, że bardzo ciężko znaleźć kogoś na kształt przyjaciela, a nawet kolegi/koleżanki. Kogoś, z kim wspólnie moglibyśmy przeżywać to, co się w nas dzieje i jak się z tym czujemy. Nawet fakt, że nowo poznaną osobę spotykasz codziennie i spędzasz z nią dużo czasu nie jest w stanie pokonać tej rezerwy, z jaką mimo wszystko się traktujecie. Jest miło, przyjemnie i sympatycznie, ale nie na tyle, żeby się przed sobą otworzyć.

Może to kwestia osobowości, może różnic kulturowych. Na pewno ciężej będzie «dogadać się» z osobą, która wychowywała się w innym społeczeństwie, uczyła się trochę innej historii, czy też doświadczała innej kultury.

Taka alienacja sprawi, że pomyślisz:

 

TO MIEJSCE JEST JAKIEŚ OBCE

 

Może to kwestia tego, że moje pobyty za granicą były zbyt krótkie, ale nigdy nie poczułem przynależności do miejsca, w którym mieszkałem. Wszystko było jakieś inne, obce, i na początku to było fajne. Ale kiedy setny raz idziesz tym samym parkiem, siadasz na tej samej ławce lub pijesz kawę w tej samej kawiarni i masz wrażenie, że to nie jest „twój” park, „twoja” ławka i „twoja” kawiarnia, nie czujesz się dobrze. Rozumiecie?

To samo tyczy się ludzi. Co z tego, że rozmawiasz po raz tysięczny z wykładowcą, kolegą/koleżanką, czy panią w piekarni. Co z tego, że widzicie się codziennie, znacie się. Nie jesteś stąd. A może nie miejsce jest obce? Obcy jesteś ty.

 

HOME SWEET HOME

 

Dopiero po powrocie przekonałem się, co tak naprawdę znaczą te powiedzenia. „Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej”, „nie ma jak w domu” czy angielskie „home sweet home”. Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale po każdym powrocie z zagranicy, tuż po wyjściu z samolotu, kiedy znalazłem się na zewnątrz i wciągnąłem do płuc pierwszy haust powietrza poczułem, że jestem w domu. W Polsce. I budynki zaczęły wyglądać tak, jak powinny, język przypominać ten, do którego się przyzwyczaiłem a ludzie mieć jakoś tak bardziej przyjazne, znajome twarze.

No dobra, może z tymi przyjaznymi twarzami to trochę przesada, nie mniej jednak zawsze po powrocie do Polski czułem jedno: jestem u siebie. Jeszcze nie zaznałem takiego uczucia nigdzie za granicą.

 

 

 

———

 

 

 

Absolutnie nie potępiam wyprowadzania się z kraju, tak dla jasności. Uważam, że mieszkanie za granicą to świetne i pouczające doświadczenie, i sam chciałbym odwiedzić kilka(naście) miejsc na świecie na znacznie dłużej niż dwutygodniowe wakacje. Nie wyobrażam sobie natomiast, na ten moment, mieszkania za granicą na stałe. Z dala od rodziny i przyjaciół, z dala od domu. Z dala od Polski.

Nie jestem jakimś wielkim patriotą i jest mnóstwo rzeczy w Polsce i Polakach, które mnie wkurzają. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że właśnie tutaj się wychowałem. Tutaj jest moja ojczyzna i tak już zostanie. I absolutnie nie mam zamiaru się jej wyrzekać, szczególnie dla tak błahego powodu, jakim są pieniądze.

Ja też myślałem, że życie za granicą jest lepsze; ba!, sądziłem nawet, że właśnie tam jest moje miejsce. W bliżej niezidentyfikowanym, wyimaginowanym i wyidealizowanym „tam”. Dopóki nie przekonałem się, jak to jest, na własnej skórze.

Z pewnością znajdą się osoby, dla których rzeczy wspomniane w tym tekście nie będą stanowiły wielkiego problemu. Osoby, które świetnie przystosowują się do nowego otoczenia, języka, ludzi, i będą czuły się lepiej „tam”. Znajdą się też pewnie tacy, którym tęsknota i «obcość» miejsca będą zatruwać życie, a mimo to zostaną za granicą by zarabiać więcej pieniędzy; tego nigdy nie pojmę.

Wszystkim innym, traktującym wyjazd za granicę jako rozwiązanie wszystkich życiowych problemów, radzę najpierw spróbować. Wtedy pogadamy.