Madryt - aktywny (nie)wypoczynek

Czas czytania
14 minut
3 dni w stolicy Hiszpanii.

Dochodzi 10.

Po gładkim lądowaniu polskiego pilota tanich irlandzkich linii lotniczych, wysiadamy z samolotu na lotnisku Barajas. Temperatura na poziomie około 16 stopni Celsjusza — a w każdym razie zdecydowanie poniżej oczekiwań — wprawia w lekkie zmieszanie; nie po to lecieliśmy do „ciepłych krajów”, żeby było tam chłodniej niż w naszym rodzimym państwie.

Madryt wita nas — tzn. mnie i moją towarzyszkę podróży (także tej przez życie), Aldonkę — umiarkowanym chłodem, słabym wi-fi na lotnisku i zatłoczonym metrem.

Niezbyt przyjemne to powitanie.

Stolica Hiszpanii jest pierwszym przystankiem naszej nie-tak-znowu wielkiej podróży po Półwyspie Iberyjskim. Trafiliśmy doń trochę przez przypadek — „trochę”, gdyż decyzję podjęliśmy w pełni władz umysłowych, natomiast zupełnie przypadkowo - a przynajmniej tak mi się wydaje - akurat przez Madryt najtaniej było nam lecieć z Polski do Portugalii: głównego celu naszej podróży.

Początkowo więc Madryt miał być tylko punktem przesiadkowym. Później natomiast, wziąwszy pod uwagę fakt, że moja towarzyszka - Aldonka - nigdy w Hiszpanii nie była, postanowiliśmy zostać dzień lub dwa. Koniec końców, stanęło na trzydniowym, a w zasadzie „trzynocnym” pobycie.

Czy było warto? Czy trzy dni (i trzy noce) to wystarczająco dużo czasu na zwiedzenie drugiego największego miasta Europy Zachodniej? I wreszcie: dlaczego, do cholery, nie można ufać hiszpańskim rozkładom jazdy!?

Panie i Panowie, chłopcy i dziewczęta, przed wami: Madrid.

(Według Jakuba Pe.)

Okolice Puerta del Sol.

Gwoli ścisłości …

 

Zanim jednak przejdę do prezentowania uroków i powabów Madrytu, muszę zwierzyć się wam z kilku rzeczy.

Po pierwsze, jak już część z was dobrze wie: nie należę do gatunku typowego homo turisticus. Nie bardzo interesują mnie największe atrakcje turystyczne i przewodnikowe must see; nie pałam też miłością do muzeów i innych tego rodzaju instytucji. W podróżowaniu chodzi mi o coś bardziej nieuchwytnego: zależy mi na próbie poczucia klimatu odwiedzanego miejsca, wczucia się w rytm jego życia, aniżeli zobaczeniu wszystkich możliwych atrakcji. Podejście to zazwyczaj nie przynosi sukcesu, jeśli poruszamy się po miejscach typowo turystycznych.

Po drugie: w trochę niefortunnych okolicznościach przyszło nam zwiedzać Madryt. I nie ma z tym do czynienia pogoda, o której wspominałem wcześniej. Otóż rzeczona podróż po Półwyspie Iberyjskim była tak naprawdę naszym urlopem wypoczynkowym. Jej głównym celem zatem był — tak, nie mylicie się — wypoczynek. Oboje ciężko pracowaliśmy na to, by móc sobie na takie wakacje pozwolić i niejednokrotnie nadmiar obowiązków dawał się nam mocno we znaki. Kiedy więc upragniony urlop wreszcie nadszedł, byliśmy wykończeni … A na pierwszy przystanek naszej podróży wybraliśmy kipiącą życiem stolicę jednego z największych krajów Europy.

Rozumiecie?

Niezbyt fortunny dobór miejsca na wypoczynek. Zanim więc zdążyliśmy złapać trochę oddechu, musieliśmy pakować walizki i wyjeżdżać z Madrytu. (Stąd też pro-tip na przyszłość dla was: jeśli planujecie urlop, na którym chcecie odpocząć, ponad 3 milionowa metropolia prawdopodobnie nie jest najlepszym wyborem).

Na zakończenie tego nieco przydługawego wstępu chciałbym zatem oznajmić, co następuje: jestem przekonany, że ledwo musnęliśmy tego, co do zaoferowania ma Madryt. Niniejszy tekst potraktujcie zatem jako drobną zachętę, nieledwie przedsmak tego, co czeka was w stolicy Hiszpanii.

A, uwierzcie mi, czeka naprawdę sporo.

Czeka na przykład El Oso y El Madroño - symbol Madrytu.

Madryt za dnia

 

Odniosłem wrażenie, że Madryt za dnia i Madryt nocą, to dwa zupełnie różne „Madryty”; dlatego też postanowiłem podzielić ten tekst „na pół” i pokazać, co do zaoferowania ma stolica Hiszpanii o różnych porach doby.

Madryt za dnia to baaardzo turystyczne miasto. I nic w tym dziwnego: aż roi się tam od zabytków, kościołów, muzeów, pałaców, kaplic i całej reszty tego rodzaju atrakcji. Dlatego mimo, że Madryt odwiedzaliśmy w połowie września, czyli tak naprawdę końcówce sezonu turystycznego, to turystów i tak było mnóstwo. My, jako że nie korzystaliśmy prawie w ogóle z płatnych atrakcji, jakoś bardzo tego nie odczuliśmy, natomiast mogę sobie wyobrazić, że kolejki przy wejściach do co bardziej znanych miejsc mogły ciągnąć się w nieskończoność.

Za każdym razem, kiedy odwiedzam nowe miasto, lubię dać sobie kilka godzin na poszwendanie się po jego centrum. Z reguły to przy centrum skupione są najbardziej znane atrakcje miasta, więc w trakcie jednego spacerku można całkiem sporo zobaczyć i ocenić, które są warte uwagi. My zwiedzanie Madrytu rozpoczęliśmy przy Puerta del Sol, skąd kierowaliśmy się w stronę Palacio Real. Poszwendaliśmy się trochę, pokluczyliśmy uliczkami Starego Miasta i zanim dotarliśmy do królewskiej siedziby okazało się, że większość punktów z przygotowanej w domu listy „Do zobaczenia w Madrycie” mamy odhaczone.

Szczególnie osobom, które nie mają zbyt wiele czasu na zwiedzanie polecam taką trasę: można natknąć się na niej na co ważniejsze ulice, place i budynki, a jej zwieńczeniem będzie przewspaniały Palacio Real z równie imponującym ogrodem. W drodze powrotnej wystarczy natomiast skręcić w Gran Vię i pospacerować nią aż do Fuente de Cibeles i voila: właśnie przeszliśmy centrum Madrytu z jego najważniejszymi przyległościami!

CentroCentro przy Fuente de Cibeles

Madryt znany jest również ze swojej bogatej oferty muzeów. Ja nie jestem wielkim fanem tego typu instytucji; niemniej lubię od czasu do czasu łamać stare przyzwyczajenia i robić rzeczy, których zwykle nie robię. Dlatego tym razem zdecydowaliśmy się zwiedzić chociaż jedno. Fajną rzeczą na temat muzeów w Madrycie jest to, że w określonych dniach, o określonych porach, muzea te są otwarte dla zwiedzających; można wejść do nich za darmo. Szczególnie dla ludzi interesujących się sztuką i chcących zobaczyć więcej niż jedno jest to fajna opcja; bilety wstępu potrafią kosztować tu nawet 20 euro.

My zdecydowaliśmy się na Muzeum Prado; głownie z tego względu, że godziny jego darmowego otwarcia zgrywały się z naszymi prywatnymi planami. I tu drobna uwaga: jeżeli zamierzacie skorzystać z któregoś z muzeów za darmo, przygotujcie się dłuuugie kolejki. Warto też wziąć pod uwagę fakt, że na zwiedzenie np. Prado potrzeba dobrych kilku godzin, a za darmo wejdziemy maksymalnie na dwie.

Co do samego muzeum; cóż … Jak dla mnie pójście do muzeum ze światowymi dziełami sztuki, kiedy jest się zupełnym laikiem w tej dziedzinie, trochę mija się z celem — o ile nie robimy tego z przewodnikiem. Jasne, można zachwycić się obrazem, docenić kunszt malarza itd., ale po dwudziestym takim obrazie, kiedy nie mamy pojęcia, skąd właściwie bierze się unikalność danego dzieła, zaczynamy … trochę się nudzić. Szczególnie wtedy, gdy dzieł są tysiące. A tak właśnie jest w przypadku Prado: budynek jest przepastny.

Tak czy inaczej, wizytę w muzeum uznaję za umiarkowanie udaną, natomiast podkreślę raz jeszcze: nie bierzcie sobie do serca mojej opinii, gdyż ja z reguły za takimi wizytami nie przepadam.

Dziękuję.

W drodze do Prado.

Skoro jesteśmy już przy Prado — tzn. fizycznie, na mapie — to warto skierować swe kroki na wschód, w stronę mojego ulubionego miejsca w Madrycie: do Parku Retiro.

Uwielbiam miejskie parki; a do gustu szczególnie przypadły mi parki w Hiszpanii. Miałem okazję bywać w takich w Walencji, Barcelonie, a teraz w Madrycie, i każde z tych miast posiada super-extra parki! Być może jest to kwestia odmiennej roślinności, być może sposobu zagospodarowania przestrzeni — nie wiem, ale jest coś niezwykłego w hiszpańskich parkach, szczególnie wieczorem.

Park Retiro natomiast spodobał mi się właśnie ze względu na sposób zagospodarowania jego przestrzeni. Otóż znajdziemy w nim dosłownie wszystko: są wąskie alejki i urokliwe ścieżynki, idealne na spokojny, wieczorny spacer z ukochaną/ukochanym; są też szerokie, wyasfaltowane ulice dla entuzjastów rolek, longboardów i biegania. Znajdziemy w nim zaciszne miejsce z niewielką ławeczką, schowaną w cieniu jednego z tysięcy drzew, ale natkniemy się również na ogromne, otwarte przestrzenie przeznaczone do rozmaitych aktywności sportowych. Wreszcie, znajdziemy też atrakcje typowo turystyczne; i w tym miejscu na myśl przychodzą mi dwa miejsca: Estanque Grande del Retiro, czyli olbrzymi zbiornik wodny rozciągający się u stóp monumentalnego pomniku Alfonsa XII, oraz Palacio de Cristal, Kryształowy Pałac.

Magiczny Palacio de Cristal.
Palacio de Cristal w środku

Oba te miejsca są bardzo popularne, więc ciężko jest znaleźć porę dnia, w której nie byłyby oblegane przez turystów, nie mniej tak czy inaczej — warte są odwiedzenia. Szczególnie Palacio de Cristal przypadł nam do gustu. Zwłaszcza o zachodzie, gdy ostatnie promienie słońca przebijają się przez jego szyby rozpryskując się na tysiące barw. Magia!

Park Retiro doskonale łączy w sobie przestrzenie do aktywnego spędzania czasu, ale jest też ostoją dla zmęczonych, wiecznie zabieganych mieszkańców Madrytu. Niejednokrotnie widzieliśmy ludzi, którzy przyszli do Retiro po prostu odpocząć - bo właśnie to oznacza słowo „retiro”: odpoczynek. Wystarczy zabrać ze sobą kocyk, znaleźć ustronne miejsce w cieniu olbrzymich baobabów i proszę bardzo - na popołudniową drzemkę będzie jak znalazł.

Zanim przejdę do dalszej części tekstu, poświęconej nocnej odsłonie Madrytu, wspomnę o jeszcze jednym miejscu. Jest to Dworzec Atocha: niegdysiejszy dworzec główny miasta, obecnie znacznie odciążony z obowiązków przez swojego młodszego brata. Warto go odwiedzić z jednego, konkretnego powodu: nie wydaje mi się, abyście gdziekolwiek indziej mogli zobaczyć dworzec, którego wnętrze porasta gęsta dżungla. OK, dobra, może dżungla to trochę za dużo powiedziane, ale widok i tak jest niesamowity.

Zobaczcie sami.

Gęsta dżungla dworca Atocha.
Dworzec Atocha w środku.

Madryt nocą

 

Jeśli będąc w Madrycie wyjdziecie wieczorem na miasto, jest duże prawdopodobieństwo, że nie zdążycie wrócić na dobranockę.

Madryt ani odrobinę nie zwalnia tempa nocą; śmiem nawet twierdzić, że to wtedy właśnie ożywa. Ilość barów, restauracyjek i klubów może przytłaczać, a podczas spaceru Starym Miastem zewsząd dobiegają nas dźwięki głośnych rozmów i równie głośnej muzyki. Hiszpanie to ludzie o zdecydowanie nocnym trybie życie, o czym świadczy chociażby fakt, że większość imprez zaczyna się rozkręcać dopiero o północy.

My podczas naszego pobytu w Madrycie staraliśmy się funkcjonować raczej w trybie dziennym, więc nie znajdziecie tu opisów imprez do białego rana i alkoholowych ekscesów. Chciałbym natomiast wspomnieć o trzech rzeczach, które urzekły mnie w nocnym Madrycie; i pozwolę sobie zacząć od tapas.

Tapas, czy też tapa, to w Hiszpanii rodzaj przekąski, którą najczęściej zamawia się do alkoholu. Istnieje mnóstwo rodzajów tapas: od kanapek z szynką serrano, oliwek czy owoców morza, po smażone ziemniaki czy niewielkie dania, takie jak tortilla española. Mnie jednak nie zachwyciły same przekąski, ile sama kultura ich spożywania. Podoba mi się to, że np. zamawiając piwo w barze, prawie na pewno dostaniemy do niego talerzyk oliwek — za które będziemy musieli później zapłacić, oczywiście. Niby nie jest to wielka rzecz, ale zdecydowanie wzbogaca rytuał picia alkoholu czy też samo doświadczenie wyjścia na piwo. Innym popularnym tapa jest pieczywo podawane z oliwą z oliwek. I znowu, niby nic wielkiego, ale fajnie jest móc przekąsić coś niewielkiego przed lub w trakcie picia alkoholu. Tapas to z reguły niewielkie przekąski, ale jeśli się uprzeć i zamówić kilka naraz, to mogą równie dobrze posłużyć za kolację. Nam zdarzyło się wstąpić do baru reklamującego się przepysznymi tapas i właśnie tak zrobić: zamówiliśmy po talerzu kalmarów w cieście, hiszpańskich krokiecików, oliwek i pieczywa, i przy akompaniamencie kilku szklaneczek piwa, najedliśmy się do syta.

Okolice Palacio Real.

Jeśli mowa o tapas, to nie sposób nie wspomnieć o moim zdaniem jednym z największych wynalazków współczesnej Hiszpanii — sieci barów 100 Montaditos. Zasadniczo cała idea baru opiera się na prostym pomyśle: stwórzmy menu składające się ze 100 rodzajów montaditos — czyli niewielkich kanapeczek z najprzeróżniejszymi dodatkami — z których każde będzie kosztować 1 euro, i dorzućmy do tego piwo i wino w tej samej cenie. Efekt? Każdy lokal sieci jest najbardziej obleganym miejscem w całej okolicy i przyciąga dosłownie tłumy. My odwiedziliśmy kilka takich — z czego jeden w Lizbonie — i za każdym razem nam się podobało. Wszystkie montaditos których spróbowaliśmy, a spróbowaliśmy naprawdę wielu, były bardzo smaczne, piwo i wino też przyzwoitej jakości, ale największą zaletą baru i tak pozostają ceny. We dwójkę mogliśmy zjeść po 3 rodzaje kanapeczek, wypić po dwa piwa, i za całość płaciliśmy … 10 euro. Czyli, jak na standardy Madrytu, naprawdę niewiele.

Zdecydowanie polecam!

No dobra, czas wreszcie wyjść z baru, przestać żreć i pić, i w końcu gdzieś się ruszyć. Gdzie najlepiej? Jeśli chcecie pójść tam, gdzie po prostu coś się dzieje, to polecam Puerta del Sol. Ten całkiem spory plac, o którym wspominałem wcześniej w kontekście punktu wypadowego do zwiedzania Starego Miasta, z obleganego przez ulicznych sprzedawców miejsca w ciągu dnia zmienia się w tętniącą życiem i muzyką hip-miejscówkę nocą. Byliśmy tam jakieś trzy razy, za każdym razem po 23 w nocy, i każdego dnia zastawaliśmy coś innego: raz był to występ dwóch gości, którzy na gitarze i instrumentach perkusyjnych grali covery największych hitów w akustycznych aranżacjach; kiedy indziej trafiliśmy na koncert orkiestry marachi, który dosłownie zwalił nas z nóg; a jeszcze innym razem był to performance grupki chłopaków jeżdżących na rolkach, podczas którego z naszych ust co chwilę wybrzmiewało ciche „łaaaaał”.

I to wszystko w jednym miejscu!

Jeśli więc szukacie sposobu na spędzenie wieczoru w Madrycie, polecam po prostu wyjść na miasto. Pójść za ludźmi, sprawdzić, gdzie coś się dzieje; a dzieje się dużo i praktycznie wszędzie, więc myślę, że nie będziecie mieć z tym specjalnego problemu.

Zdjęcie z nagłówka w pełnej okazałości.

Podsumowując …

 

Czy Madryt wart jest odwiedzenia?

Bez cienia wątpliwości i mrugnięcia okiem odpowiadam: tak; zdecydowanie. Stolica Hiszpanii to miasto niezwykle intensywne: pełno tu przepięknych budowli, ciekawych atrakcji i miejsc, które trzeba zobaczyć. Życie pędzi tu galopem i nawet noc w Madrycie nie daje wytchnienia. I z jednej strony, ma to swój wielkomiejski urok; z drugiej jednak, jest to miasto absolutnie antywypoczynkowe.

Czy trzy dni (i trzy noce) to wystarczająco dużo czasu na zwiedzenie Madrytu?

I tak, i nie. Jeśli zależy wam na zobaczeniu miasta i nie czujecie presji konieczności zwiedzenia każdej możliwej atrakcji, to tak: taki dłuższy weekend powinien w zupełności wystarczyć. Nie, jeśli w planach macie zwiedzanie muzeów, pałaców, kościołów itd. Sądzę, że na tego typu wycieczkę trzeba zarezerwować minimum tydzień.

I wreszcie: dlaczego, do cholery, nie wolno ufać hiszpańskim rozkładom jazdy!?

Tym pytaniem pozwolę sobie zaprosić was do ostatniego segmentu tego tekstu. W trakcie naszego krótkiego pobytu w Madrycie dowiedzieliśmy się kilku przydatnych, praktycznych informacji, których nie znaliśmy przed wyjazdem, więc pomyślałem sobie, że warto byłoby przekazać je dalej.

A że wszyscy lubimy okrągłe liczby, to prezentuję:

Top 10 top-tips na temat wyjazdu do Madrytu

 

1.| Nie ufajcie hiszpańskim rozkładom jazdy! A w zasadzie: nie planujcie swoich lotów powrotnych lub łączących wcześnie rano, bo może okazać się, że nie będziecie mieli jak dostać się komunikacją miejską na lotnisko. Samo lotnisko (Barajas) leży spory kawałek od miasta i dojazd doń metrem zajmuje dobre pół godziny. Z tymże metro zaczyna jeździć dopiero o 6 rano, co w przypadku naszego lotu (musieliśmy być na lotnisku chwilę po 6) nie wchodziło w rachubę. Znaleźliśmy co prawda pociąg podmiejski, który mógłby dowieźć nas na czas, ale gdy już dotarliśmy na odpowiednią stację okazało się, że jest ona … zamknięta. I że zostanie ona otwarta dopiero wtedy, gdy metro zacznie kursować. Rozumiecie? W rozkładzie przeczytaliśmy, że z tej i tej stacji o tej i o tej godzinie odjeżdża pociąg, który zabierze nas na lotnisko po czym okazało się, że stacja jest zamknięta. To małe niedopatrzenie kosztowało nas 38 euro, które wydaliśmy na taksówkę na lotnisko.

2.| Jeśli szukacie noclegu w Madrycie, nie bójcie się miejsc położonych nieco dalej od centrum miasta. Miasto ma bardzo rozbudowany system metra i nawet z dalszych dzielnic można dojechać do centrum stosunkowo szybko. A jaka oszczędność!

_3.| Jeśli wiecie, że w trakcie pobytu w Madrycie będziecie podróżować np. metrem i zostajecie w mieście na weekend, kupcie sobie 3 dniową kartę na transport publiczny. Taka karta kosztuje ok. 18 euro i upoważnia was do korzystania z wszystkich dostępnych środków transportu miejskiego bez limitu przejazdów.

4.| Dowiedzcie się wcześniej, w jakich godzinach atrakcje turystyczne, które chcecie zwiedzić, otwarte są za darmo. Prawie każde popularne miejsce otwiera od czasu do czasu swoje drzwi dla mniej zamożnych turystów — i naprawdę warto z tego skorzystać!

5.| Idźcie do 100 Montaditos! Poważnie! To świetne, bardzo niedrogie miejsce, w których skosztujecie lokalnych smakołyków i napijecie się piwka, a przy okazji, kto wie, może uda wam się pogadać z lokalsami.

6.| Idźcie do lokalnej knajpki! Oszczędności oszczędnościami, ale warto chociaż raz wybrać się do knajpki prowadzonej przez rodowitych madrileños. My znaleźliśmy taką na La Latinie, jednej z dzielnic Madrytu, i spędziliśmy przemiły wieczór w bardzo klimatycznym miejscu ze świetnym żarełkiem. Nazwy knajpy, niestety, nie pamiętam. (I nie ma to nic wspólnego z alkoholem)

7.| Jeśli chcecie zjeść na mieście, pamiętajcie o sjeście! Większość restauracji jest zamykana w okolicach godziny 15 i otwierana ponownie dopiero o 19.

8.| Dla osób o ograniczonym budżecie: pamiętajcie, że Madryt to drogie miasto. Warto uwzględnić to podczas planowania wydatków na podróż. Pamiętajcie również, że miejsca, które w przewodnikach (np. na TripAdvisorze) oznaczane są jako tanie, w rzeczywistości mogą wcale takie nie być. Zwłaszcza, jeśli są popularne.

9.| Koniecznie spróbujcie torrijas! Torrijas to lokalny madrycki przysmak na bazie moczonego w mleku chleba, smażonego z dodatkiem cukru i cynamonu. Przysmak ten jada się głównie na Wielkanoc, chociaż niektóre piekarnie mają go w swojej ofercie cały rok. Pycha!

10.| Uważajcie na siebie! A zwłaszcza na swoje kosztowności. Metro w Madrycie potrafi być mocno zatłoczone, a i przy atrakcjach turystycznych czasem robi się ciasnawo. Warto więc pilnować swojego dobytku, bo słyszeliśmy, że w takich właśnie miejscach nietrudno o kradzież.

 

Adios!