Moment, w którym stajesz się mężczyzną

Istnieje wiele różnych teorii dotyczących momentu, w którym młody chłopak staje się mężczyzną. Niektórzy, a zwłaszcza typowi macho i samce alfa, za taki moment uważają pierwszy seks. Ten pierwszy stosunek płciowy z kobietą (do buzi się nie liczy!) to dla nich swego rodzaju chrzest bojowy, swoista próba, po której, w zależności od tego, czy była udana czy też nie, jurny młodzieniec staje się mężczyzną, lub czeka dalej na moment chwały z resztą przegrywów. Trywialne to i przypominające epokę kamienia łupanego, biorąc pod uwagę fakt, że teraz byle pryszczaty gówniarz może dorwać pijaną laskę na disco i przelecieć ją na tylnej kanapie golfa starszego kolegi. Czy taki akt daje mu prawo tytułowania się mężczyzną? Odpowiedzcie sobie sami.

Ci bardziej cywilizowani, i jednocześnie prorodzinni, za moment, w którym chłopak staje się mężczyzną, uznają przyjście na świat jego potomstwa. Bycie tatą, głową rodziny i jej żywicielem to zajęcie nobilitujące, nie dla podrostków i wiejskich czarusiów; przecież nie byle kto może zostać ojcem. Ludzie, którzy tak sądzą, zapominają najwyraźniej o wszystkich «wpadkach» i tym podobnych historiach. Pamiętacie pryszczatego gówniarza z pierwszego akapitu? Wyobraźcie sobie, że podczas akcji z zezowatą Kasią w samochodzie kumpla pękła mu gumka. Kasia dzwoni do niego za dwa tygodnie z wiadomością, że okres jej się spóźnia. Jadą do apteki, robią test i bum: nasz chłopaczek za osiem miesięcy i dwa tygodnie oficjalnie zapewni ciągłość rodzinnej linii. No więc jak: teraz jest już mężczyzną?

Istnieje jeszcze inna szkoła, głosząca jakoby to wyprowadzka z domu była tym momentem «przejścia». Coś w tym jest, bo osiągnięcie jako takiej samodzielności może być kojarzone z dorosłością, a co za tym idzie, byciem mężczyzną. Z drugiej jednak strony, co z wszystkimi studenciakami na utrzymaniu rodziców? Wyprowadzili się domu? Wyprowadzili. Czy można nazwać ich mężczyznami? Wątpię.

Jeszcze inna szkoła moment świadomego założenia rodziny uważa za ten, po którym chłopak może zacząć nazywać się mężczyzną. Facet, który uznaje, że jest w stanie utrzymać rodzinę, i zakłada ją z kochającą go kobietą, rzeczywiście może mieć prawo do takiego tytułu. Ku tej opcji skłaniałbym się najbardziej, jako że «wchłania» ona trzy poprzednie argumenty (seks, dziecko, wyprowadzka) i doprawia szczyptą świadomości podejmowanych decyzji. Wydaje mi się jednak, że istnieje jeszcze inna możliwość. Moment uzmysłowienia sobie czegoś, nad czym na dobrą sprawę nikt z was, drodzy panowie, do tej pory się nie zastanawiał, a co w życiu każdego dorosłego mężczyzny musiało się zdarzyć.

 

———

 

Od zawsze byłem bardzo zżyty z mamą. Nasza więź jest silna i trwała, i nie przypominam sobie, żeby było inaczej. Nie przypuszczam też, aby kiedykolwiek miało się to zmienić. «Winę» za taki stan rzeczy można by zrzucić na status najmłodszego w rodzeństwie. Wielokrotnie słyszałem zarzuty bycia maminsynkiem i rozpieszczonym bachorem, najczęściej z ust starszych braci. By the way, jako zatwardziały zwolennik teorii ewolucji, fakt bycia najmłodszym z rodzeństwa równoważę z byciem najdoskonalszym tworem moich rodziców. Taki ostatni, a zarazem najlepszy wariant spośród ich potomstwa. Kilka wersji próbnych a później bęc!, i jestem ja: wersja kompletna. Anyways.

Bracia często zarzucali mi bycie «synkiem mamusi». Jako starsi, aspirujący już do bycia poważnymi facetami, woleli pomagać tacie i zajmować się bardziej «męskimi» obowiązkami (nie rozumiem—dlaczego rąbanie drzewa uważane jest za bardziej męskie od, np. mycia podłóg?). Ja natomiast nie mogłem znieść widoku mamy zostawionej samotnie z domowymi, «kobiecymi» obowiązkami. Wolałem zostać i pomóc jej, niż przesiadywać w warsztacie, robiąc «męskie» rzeczy. Z racji braku żeńskich potomków, to ja byłem tym dzieckiem, które jeździ z mamą na zakupy, pomaga przy obiedzie czy też staje po jej stronie w domowych sprzeczkach. Nigdy mi to nie przeszkadzało.

Mama zawsze dawała mi poczucie bezpieczeństwa. Myślę, że nie jestem jedynym dzieckiem, które czuło się tak przy swojej mamie—to przecież one opiekują się nami, dbają o nasze zdrowie i troszczą się o nas. Dorastając, z czasem to ja stawałem się tym, który daje mamie oparcie, jeśli taty nie było w pobliżu. W miarę możliwości, w różnych sytuacjach, próbowałem ją chronić i być dla niej kimś, na kim można polegać.

Rzeczy trochę się pozmieniały, kiedy zacząłem interesować się dziewczynami. Pierwsze zauroczenia, nieśmiałe pocałunki; dojrzewanie w sensie fizjologicznym, spowodowane nim burze hormonów. W moim życiu zaczęły pojawiać się inne kobiety (ekhm! mam na myśli dziewczyny), mimo wszystko to mama wciąż była tą najważniejszą. Pamiętam, jak kiedyś zgodziłem się zostać z nią w domu, podczas gdy wszyscy znajomi bawili się na długo oczekiwanej osiemnastce kumpla z klasy. Poprosiła mnie, bo nie chciała zostać sama. Zgodziłem się bez zastanowienia.

Momentem przełomowym była wyprowadzka na studia. Z mamą widywałem się raz na tydzień, czasem rzadziej. Nawet nie rozmawialiśmy codziennie. Kontakt troszeczkę się urwał i poczułem, że trochę się od siebie oddaliliśmy. Czegoś w moim życiu zaczęło brakować. Jako w miarę samodzielnemu studentowi żyło mi się naprawdę dobrze: imprezy i przelotne miłostki, podróże i przygody, czasem trochę poważniejsze związki. Pozornie szczęśliwy, gdzieś w głębi czułem brak tego «czegoś», co nie dawało mi spokoju. Brakujący składnik, który, jeśli go zabraknie, potrafi zepsuć nawet najbardziej udaną mieszankę.

I wtedy poznałem ją: drugą kobietę w moim życiu, której powiedziałem „kocham Cię”.

Zmieniło się wszystko.

 

———

 

Uważam, że mężczyzna potrzebuje w swoim życiu kobiety. Takiej prawdziwej, z krwi i kości, która sprawi, że poczuje się jak mężczyzna. Nie dla seksu, chociaż uważam, że dobra relacja seksualna jest jednym z trzech głównych elementów, które składają się na udany związek. Nie w kontekście społecznego konwenansu, w którym utarło się, że ludzie żyją w związkach. Mężczyzna potrzebuje kobiety u swego boku, bo dzięki niej staje się lepszym człowiekiem. Doskonalszą wersją swojego własnego «ja». Osiąga rzeczy, o których osiągnięciu w pojedynkę mógłby jedynie pomarzyć. Przy takiej kobiecie, mężczyzna rozwija się i rośnie w sposób nieoczekiwany nawet dla samego siebie. Bo ona jest odzwierciedleniem tego, kim jest on. Bo dzięki niej, i dla niej, on stara się być lepszy. Skąd masz wiedzieć, że to «ta» kobieta? «Wiedzieć» nie będziesz nigdy. Jeśli jednak czujesz się dobrze, twoje życie zmieniło się na lepsze i zmierza w odpowiednim kierunku, a ponadto wiesz, że nic z tego by się nie wydarzyło, gdybyś jej nie poznał—podejmij ryzyko i zagraj w otwarte karty. Nie pożałujesz.

Kiedyś to mama była dla mnie tą kobietą. W jakiś sposób jest nią nadal, ponieważ kocham ją i chcę być dla niej jak najlepszym synem. Zdałem sobie jednak sprawę, że jeśli mam rozwijać się i rosnąć, potrzebuję kogoś innego. Mama zawsze będzie dla mnie osobą, u której mogę szukać pomocy czy porady i wiem, że takowa zostanie mi udzielona. Mogę jej powiedzieć o wszystkim i ona mnie wysłucha; pozostanie jednak mamą—a dla matek, dobro ich dzieci jest najważniejsze. Kiedy więc przyjdę do niej, złamany i załamany, nie powie: „weź się w garść i skop im dupę”; usłyszę raczej: „uspokój się, wszystko będzie dobrze, jakoś się ułoży”. Życie jednak ma to do siebie, że samo nie chce się układać. W ramionach matki odnajdziesz ukojenie i wsparcie. Nie odnajdziesz siły. Dla matek, dobro ich dzieci jest najważniejsze. Te mądrzejsze dzieci wiedzą jednak, że czasami droga do dobra to długie kilometry trudu i przeszkód.

Kobieta, którą kocham, daje mi siłę. Daje mi motywację do działania, do dążenia «za swoim», wbrew piaskowi w oczy i dołom kopanym pod moimi nogami. Daje mi spokój, daje mi nadzieję, daje mi energię: energię do pracy, nadzieję na ziszczenie marzeń i spokój, ciche zapewnienie, że będzie przy mnie, kiedy będę tego potrzebował. Czasem, kiedy tracę siły, a przyszłość to widziany zza brudnej szyby zniekształcony obraz, idę do niej po ten spokój. Wtedy wszystko wraca do normy.

I choćby wszystkie te plany i marzenia szlak trafił wiem, że mam ją. Nic innego się nie liczy.

 

———

 

Chcesz wiedzieć, w którym momencie chłopak staje się mężczyzną? Dam ci odpowiedź: to moment, w którym mama przestaje być najważniejszą kobietą w twoim życiu a ty czujesz, że znalazłeś godną jej następczyni.