Nic nie zastąpi rozmowy

A kto twierdzi inaczej, niech ginie w otchłaniach skajpów, mesendżerów i czatów. I niech przepadnie na wieki.

 

W dobie Internetu oraz telekomunikatyzacji coraz bardziej ograniczamy kontakty 'na żywo'. Istnieje wiele sposobów na to, aby nawiązać rozmowę z drugą osobą, bez konieczności spotykania się: możemy skorzystać z usług operatorów sieci telekomunikacyjnych i zadzwonić bądź też napisać sms'a; mobilny internet pozwala nam na skorzystanie z milionów aplikacji służących do szybkiego kontaktowania się; czasami, mając więcej czasu i bardziej złożoną informację do przekazania, decydujemy się na napisanie maila. Każde z tych rozwiązań oferuje możliwość otwarcia pewnego kanału komunikacyjnego. W zależności od typu informacji, jaką chcemy przekazać, jej wagi jak i również tego, w jakim czasie chcemy, aby nasz rozmówca wiadomość odebrał, wybieramy ten, który najbardziej nam odpowiada (kurde, zabrzmiałem jak ten koleś z polimatów).

 

Każda z wyżej wymienionych metod komunikacji powstała jako substytut rozmowy

 

I jako substytut każdą z nich powinniśmy traktować, gdyż oferują one tylko małą część tego, co do zaoferowania ma rozmowa 'na żywo'. Co tak naprawdę nam oferują i dlaczego wszystkie gorsze są od tradycyjnej, staroświeckiej rozmowy? Voila!

 

I. Wiadomości tekstowe.

Czyli, jak sama nazwa dobitnie wskazuje, wiadomości przekazywane za pomocą tekstu: sms'y, wiadomości przekazywane za pomocą wszelkiej maści komunikatorów (messenger, gadu-gadu [anyone?], whatsapp) ale także e-mail'e jak i również snail-mail'e (z czeskiego: poczta tradycyjna). Listów i tak nikt już nie pisze, więc nie ma się co nad nimi rozwodzić. Nikt mi nie wmówi, że kontaktuje się z kimś listownie z własnej i nieprzymuszonej woli. E-mail'e to też trochę inna bajka, bo zwykle piszemy je w sprawach 'służbowych' lub wtedy, kiedy wiadomość jest bardziej zawiła i potrzebujemy więcej niż 140 znaków żeby wytłumaczyć, o co nam chodzi. W sprawach codziennych używamy krótkich wiadomości tekstowych. Ich zaletą niewątpliwie jest szybkość dostarczenia, niezależnie od tego, w jakim miejscu na ziemi przebywa nasz interlokutor (chyba, że to okolice Radomia po 22). I jeśli chodzi o zalety... to byłoby na tyle. Szybkie dostarczenie niezbyt skomplikowanej wiadomości. Koniec. Jak to się ma do rozmowy? Jakie są wady wiadomości tekstowych?

Pierwsza z nich to rozmiar. Ciężko wyrazić coś o większym stopniu skomplikowania niż 'zara bede'. Jasne, możemy rozpisać się na miliard wiadomości. Będzie to jednak miliard wiadomości, a co za tym idzie, ciężko będzie się w tym połapać. Nie będzie to płynnie wyrażona, wyraziście sformułowana jedna idea. Jakaś idea, owszem, ale podzielona na miliard części. Czy ktoś kiedyś rozkminił, o co chodzi w Modzie na Sukces? No właśnie.

Druga i zarazem ta, która mnie osobiście irytuje najbardziej, to brak głosu. Mam tu na myśli sytuację, kiedy 'rozmawiamy' z drugą osobą, czyli wymieniamy więcej niż 2-3 wiadomości. Brak głosu to pozbawienie rozmowy wszystkich niuansów intonacyjnych, jakie niesie ze sobą mowa artykułowana. To wycięcie wszystkich tych drobnych informacji, których nie wyrażamy za pomocą słów. Pauzy, westchnienia, zmiany tonu- to wszystko dodaje rozmowie wyrazistości. Ponadto, nie słysząc drugiej osoby, nie wiemy, w jakim aktualnie jest nastroju. Ktoś kiedyś wpadł na genialny pomysł i wynalazł emotikony, jednak wg mnie to marna próba przydania tekstowi emocji. A zresztą, co powstrzymuje nas przed napisaniem 'Wszystko w porządku :)', kiedy tak naprawdę myślimy 'życie jest do dupy :( :( :('.

Chciałbym również zauważyć, że ludziom dużo łatwiej jest coś napisać, niż to powiedzieć. Bardzo często to, czego nie potrafiliby powiedzieć w 'realu', nie przysparza im żadnych problemów, jeśli siedzą przed klawiaturą/ z telefonem w ręku. I nie mam na myśli obelg czy hejtowania, ale wyrażanie swoich uczuć. Spotykałem się kiedyś z dziewczyną, która nigdy nie powiedziała mi, co do mnie czuje; 'kocham cię :* :*' pisała w co drugiej wiadomości. Efekt? Zwróćcie uwagę na użycie czasu przeszłego w poprzednim zdaniu.

Ostatnią rzeczą, której nie lubię w wiadomościach tekstowych, jest fakt, że JEST TO KURWA NUDNE I MĘCZĄCE. Odpowiedź ustna na pytanie 'co słychać?' zajęłaby mi jakieś 2-3 minuty. Jeśli to samo chciałbym wyrazić w wiadomości, nad klawiaturą ślęczałbym jakieś 10 min.

Ok, ustaliliśmy, że brak wizji i fonii sucks. Co dzieje się, kiedy pojawia się fonia?

 

II. Połączenia głosowe.

Jest lepiej. Duuużo lepiej. Słyszymy drugą osobę, a więc otrzymujemy 'ukryte' informacje zawarte w intonacji, artykulacji. Dużo łatwiej jest odczytać emocje, wyłapać ironię. Jesteśmy w stanie przekazać więcej informacji i to w znacznie krótszym czasie. No i wreszcie 'rozmawiamy', a nie 'piszemy'. Nie wiem jak wam, ale mnie usłyszenie osoby, którą darzę sympatią, sprawia dużo większą przyjemność, niż dostanie od niej wiadomości.

Niestety, tak słodko i kolorowo to nie jest. Odganiam więc kucyki i małe kotki i stwierdzam: w dalszym ciągu nie widzimy swojego rozmówcy, a co za tym idzie, pozbawieni jesteśmy informacji wizualnych, wyrażanych przez mimikę twarzy, czy też język ciała. Mimo, że dużo ciężej jest okłamać kogoś rozmawiając z tą osobą, inaczej niż w przypadku wymiany wiadomości, to w dalszym ciągu jest to możliwe. Przeszkadza mi również brak kontaktu wzrokowego. Lubię patrzeć rozmówcy w oczy. Lubię napięcie, jakie niesie za sobą ta konfrontacja. Uwielbiam też obserwować reakcje, które wywołują moje słowa. Nie ma to jak powiedzieć kobiecie 'chcę cię zerżnąć' i patrzeć, jak robi się cała purpurowa. Albo daje ci to przyzwalające spojrzenie. Albo w ryj. Nie doświadczysz piękna tej sytuacji, rozmawiając z kobietą przez telefon. Jakie zatem masz wyjście?

 

III. Połączenia wideo.

Gwoli ścisłości, nie sugeruję ci teraz żebyś flirtował z kobietami za pomocą Skype'a czy innego ustrojstwa. Takie wyjście to żadne wyjście w wyżej wspomnianej sytuacji. To tak dla jasności. Przyjrzymy się zatem połączeniom wideo. Mamy wizję, mamy fonię- no pierwsza klasa! Rozmawiamy, więc jest nam wygodniej wymieniać się informacjami z rozmówcą. Słyszymy drugą osobę, a zatem i sposób, w jaki intonuje swoją wypowiedź; odkodowanie złożonej informacji jest dzięki temu łatwiejsze. I wreszcie, WIDZIMY się, a co za tym idzie, wypowiedź ustna wzbogacona jest o arsenał mimiczny i język ciała. W takim przypadku intencje naszego rozmówcy są czytelne i łatwe do odgadnięcia. Halleluyah, Jezus żyje! Czyżbyśmy znaleźli pełnoprawnego zastępce bezpośredniej rozmowy? Ano nie do końca…

Otóż z pozoru tak genialny wynalazek, jak możliwość połączenia wideo ma jeden zasadniczy, całkiem spory problem. Czego więc brakuje do doskonałości? DOTYKU. Obcowania z drugą osobą, cieszenia się jej fizyczną obecnością, zwykłego poklepania po plecach czy też uścisku dłoni. Przytulenia. Pocałunku. Bliskości. Żadne ze znanych mi obecnie form komunikacji nie jest w stanie zapewnić dotyku jako dodatkowego środka wyrazu. Wątpię też, czy kiedykolwiek coś takiego zostanie wynalezione. A jeśli jednak, to mam nadzieję, że mnie już dawno na tym świecie nie będzie. I dobrze! Bo, podtrzymuję,

 

NIC NIE ZASTĄPI ROZMOWY

 

A jeśli twierdzisz inaczej, to… twoja sprawa. Nie zamierzam cię do niczego przekonywać. Spróbuj jednak, o ile to możliwe, spotkać się następnym razem z przyjaciółką, zamiast do niej napisać. Zaproponuj wyjście gdzieś kumplowi, zamiast dzwonić czy ugadywać się na Skype. Spotkaj się, posłuchaj. Zobacz, poczuj, powąchaj. Zasmakuj. Ciesz się tym. Nie zrozum mnie źle, nie nastawiam cię negatywnie do tych wszystkich form komunikacji, o których pisałem wcześniej. Jak mawiał znany myśliciel i erudyta Tomasz 'Titus' Pukacki: 'wszystko jest dla ludzi'. I te wszystkie wynalazki mają swoje zastosowanie w naszej codzienności. Ba!, bez niektórych nie bylibyśmy w stanie się obejść. Pamiętaj jednak o bardzo ważnej rzeczy. Te wszystkie aplikacje, wynalazki i programy wynalezione zostały po to, by umożliwić komunikację tam, gdzie jest ona utrudniona. Czy wręcz niemożliwa. Nie zostały wynalezione po to, by zastąpić normalną, zdrową, bezpośrednią rozmowę. Nie. Bo nic nie jest w stanie jej zastąpić.

 

 

———

 

 

A więc Jasiu, i ty Małgosiu, rusz szanowne cztery litery i wyjdź do ludzi. A jak będzie źle, to dopierdol im na fejsie.