Nie bój się angażować w związek

Nie ma ani jednej złej rzeczy, która mogłaby z tego wyniknąć.

 

Ludzie boją się angażować w związek. Niezależnie od płci, wieku i preferencji seksualnych, strach przed wejściem w «poważną» relację odczuwają wszyscy. Sądzimy, że jeśli «nie wyjdzie», jeśli «coś pójdzie nie tak», to będziemy tego żałować. Będziemy żałować tego, że się zaangażowaliśmy; będziemy żałować, że tyle z siebie daliśmy, a i tak się nie udało. Będziemy żałować czasu, który «zmarnowaliśmy», mogąc przecież wykorzystać go lepiej: z kimś innym bądź samemu.

Boimy się tego, że jeśli się zaangażujemy, to późniejsze rozstanie będzie bardziej bolesne. Zaboli bardziej, jeśli zostawimy osobę, bądź zostawi nas osoba, z którą mocno się zżyliśmy. Prawdopodobnie padną słowa: „tak wiele ci dałam/em, a teraz mnie zostawiasz”.

Tak, tak i jeszcze raz tak. Wszystkie z powyższych są prawdziwe. Chyba, że... o zakończonym związku przestaniesz myśleć w kategoriach żalu, zmarnowanego czasu i bolesnego rozstania.

 

———

 

Zacznijmy jednak od początku. Jeśli już na samym starcie związku zastanawiasz się nad tym, jak uniknąć bolesnego rozstania, najlepiej odpuść. Daj sobie z spokój. Naprawdę nie warto. Zakładając—już od samego początku—że w pewnym momencie wasze drogi się rozejdą, znacząco przyczyniasz się do tego, że—i tu uwaga!—w końcu się rozstaniecie. Nieraz pewnie słyszeliście o «kwestii podejścia» lub sile pozytywnego myślenia. Patrząc z punktu widzenia psychologii (choć psycholog ze mnie jak pewien instrument dęty z pewnej części ciała pewnego zwierzęcia parzystokopytnego), myśląc o czymś intensywnie w pozytywny lub negatywny sposób «programujemy» swój mózg na sukces lub porażkę. Przykładowo, jeśli idziesz na rozmowę kwalifikacyjną i myślisz: „jestem wykształcony i złapałem nawet trochę doświadczenia w pracy, ale jestem pechowcem i mi się nie uda”, to—i tu kolejna uwaga!—na pewno ci się nie uda! Tak samo w związku: jeśli z góry zakładasz, że tobie i partnerowi nie wyjdzie, to na 100% tak właśnie będzie. Bo «zaprogramowałeś» swój mózg na porażkę i nieświadomie podejmujesz działania do niej zmierzające.

Pamiętam, jak kiedyś spotykałem się z takim typem dziewczyny. Nie wykazywała inicjatywy, bała się angażować, w mojej kwestii leżało, w jakim tempie i w jaki sposób miała rozwijać się nasza znajomość. Problem w tym, że ja wymagam zaangażowania. Jeśli w związek wkładam tyle a tyle emocji, czasu i troski, to tego samego oczekuje od partnera. Uważam to za całkowicie normalne i zdrowe. Kiedy z nią o tym rozmawiałem, wyznała, że boi się bolesnego rozstania. Boi się zaangażować, bo wie, że to się kiedyś skończy, a wtedy ona będzie cierpieć. Próbowałem ją przekonać, że takie myślenie jest głupie, i że stopniowo musi się angażować, bo inaczej całe to nasze spotykanie się nie ma sensu, ale na nic zdały się moje tłumaczenia. Zgadnijcie, co się stało? Tak, zostawiłem ją. I pamiętam dokładnie, że kiedy się rozstawaliśmy, powiedziała: „Wiedziałam. To musiało się tak skończyć”. Nosz kurwa mać!

Do czego zmierzam? Takie podejście jest złe! Fu fu, be be, i «ziazi». Co więcej, ono zupełnie nie ma sensu. Nie możesz się n i e angażować i oczekiwać, że partner będzie cię kochał, wszystko będzie cacy, a pewnego dnia zamieszkacie w domku na wsi z gromadką pociesznych dzieciaczków. Inwestować trzeba. To zupełnie tak, jak w biznesie: jeśli nie włożysz odpowiedniej ilości środków w dany cel, nie możesz liczyć na zysk. Słowo klucz: odpowiedniej! Jasne, inwestowanie oznacza ryzyko i możliwość porażki, ale kto nie podejmuje ryzyka, nie wygrywa. Nie twierdzę więc, że już po tygodniu trzeba wyznać sobie miłość, jednakże ciągły, organiczny rozwój związku jest jak najbardziej pożądany i wskazany. Co się nie rozwija, ginie.

 

DLACZEGO WARTO INWESTOWAĆ W ZWIĄZEK?

 

Przygotowałem trzy scenariusze przebiegu związków uzależnione od tego, czy się w nie zaangażujesz, czy też nie. W każdym z tych przypadków zakładam, że partner, z którymi się wiążesz, chce być z tobą i wykazuje zaangażowanie. Tak samo jak radzę wam angażować się w związek, tak samo odradzam wchodzenia weń z kimś, kto tego nie robi.

Gotowi? No to jedziemy:

 

Scenariusz #1: Nie angażujesz się -> rozstajecie się.

Sytuacja, którą w zasadzie opisałem powyżej. Kompletna i «prawdziwa» strata czasu. Jeśli wchodzisz w związek bez intencji wykazywania inicjatywy i z nastawieniem „żeby później nie bolało”, od razu sobie odpuść. Nie zyskasz na tym nic, a stracisz i czas, i prawdopodobnie pieniądze. A i osoba, z którą masz zamiar «chodzić» podziękuje ci za to... Kiedyś. Bo ty dla niej będziesz skreślony/a i stanie się jasne, że nie jesteś tym właściwym/tą właściwą. Ty natomiast już nigdy się tego nie dowiesz.

Scenariusza „nie angażujesz się -> nie rozstajecie się” nie będę analizował. Takie związki nie istnieją.

 

Scenariusz #2: Angażujesz się -> rozstajecie się.

Przykra sytuacja. Tym razem wykazujesz inicjatywę i, mimo równoczesnej inicjatywy partnera, nie wychodzi wam. Jesteście ze sobą jakiś czas, docieracie się i otwieracie powoli przed sobą, jednak nie ma między wami «tego czegoś». Albo ty dochodzisz do wniosku, że coś jest nie tak i lepiej jest się rozstać, albo twój partner. Zakładam, że wszystko w pokojowej atmosferze wzajemnego szacunku. Albo nie. Nie ważne. Co zyskujesz? A czy można coś zyskać?

Można. Po pierwsze: pewność, że akurat ten gość/ta dziewczyna nie są «tymi jedynymi» (zakładając, że wierzysz w istnienie „jedynego/jedynej”). Skoro coś nie wypaliło i mimo początkowego zaangażowania chemia między wami gdzieś zniknęła, naturalną rzeczą jest skończyć taki związek i wejść w kolejny. Ewentualnie wyjechać w Bieszczady i nigdy nie wrócić. Anyways... Co wyniesiesz z takiego związku? Bezcenne doświadczenia. Będąc z kimś naprawdę blisko, słuchając tej osoby i obserwując jej zachowania można nauczyć się wiele o ludziach. Dowiedzieć się, jak reagują na pewne rzeczy i jak zachowują się w określonych sytuacjach. I już na wczesnym etapie kolejnego związku stwierdzić, czy taka osoba nam odpowiada, czy też nie.

Po drugie: dobre wspomnienia. Musicie przyznać, że po jakimś czasie wszystkie złe wspomnienia na temat jakiegoś wydarzenia lub osoby zacierają się, a na pierwszy plan wychodzą te dobre. Przynajmniej ja tak mam. I o ile osoba, z którą się rozstałem, nie zrobiła mi jakiegoś niewyobrażalnego świństwa, to z uśmiechem na twarzy wspominam «stare, dobre czasy». Dlaczego by nie robić tego od razu po rozstaniu? Przeboleć swoje, przetrawić jak najszybciej, a później zacząć myśleć o tym, co dobrego związek nam przyniósł. Zacząć myśleć pozytywnie, aby wyprzeć złe emocje. Nie takie proste, ale w stu procentach skuteczne.

 

Scenariusz #3: Angażujesz się -> jesteście razem.

Trudna sztuka. Łatwo odpuścić i pójść wg scenariusza nr 2. Bo coś nie pasuje, itd. A później żałować, że się odpuściło przez dłuuuugie miesiące. Kiedy należy zostać razem? Wydaje mi się, że to się po prostu czuje. Wiesz, że chcesz być z tą a nie inną osobą, niezależnie od jej wad. Wiesz, że to co jest między wami, jest silniejsze niż problemy, które napotykacie po drodze.

Nie poczujesz nic, nie będziesz wiedział ani nic między wami nie zaiskrzy, jeśli się nie zaangażujesz. To mogę ci zagwarantować.

 

 

 

———

 

 

 

Wyjaśnijmy sobie jedno: rozstanie nigdy nie będzie bezbolesne. Jeśli nie jesteś jakąś bezuczuciową kreaturą, to nagłe zerwanie kontaktu z osobą, z którą dzieliłeś coś więcej niż szczoteczkę do zębów i łóżko będzie boleć. Na to nie ma rady i nie mam zamiaru przekazać ci jakiegoś cudownego sposobu na takie porozstaniowe rozterki.

Dlatego uważam, że postawa typu: „nie angażuję się, bo boję się sparzyć” nie ma sensu. Boleć będzie tak czy siak. Nie lepiej więc zagrać w otwarte karty i zobaczyć, co przyniesie los?

Nie bój się angażować z związek. Nie ma ani jednej złej rzeczy, która mogłaby z tego wyniknąć.