Poranek trwa krótko, a dzień nie zawsze spełnia jego oczekiwania

Budzisz się.

Otwierasz oczy i zdajesz sobie sprawę, że nie jesteś u siebie. Kolor ścian, firanki i meble, czyjaś głowa na twojej piersi- tak, to na pewno nie jest twoje mieszkanie. Próba przypomnienia sobie „co się wczoraj kurwa stało” spełza na niczym. Wydarzenia sklejają się w jakąś całość, jednak bardziej przypomina to bezradną tułaczkę po gęstym lesie zatopionym we mgle. Odwracasz delikatnie głowę próbując jej nie zbudzić. 'Magda? Marta? Marzena?' wertujesz swoją pamięć niczym strony zaplamionej kawą książki. Wyjście z kumplami na piwo, ewoluujące w wyjście do klubu, ewoluujące w wiekopomną próbę zaliczenia wszystkich klubów w mieście. Scenariusz powtarzający się niezbyt często jednak zawsze o liniowym przebiegu. Przesiąknięta testosteronem atmosfera doprawiona dużą dawką alkoholu- idealna recepta na poranek w stylu „Kac Vegas”. Odwracasz głowę w drugą stronę by sprawdzić godzinę. Pod czaszką tupie wesoło małe stadko koni. Wyciągasz rękę po telefon, jednak robisz to zbyt gwałtownie. Rozczochrana głowa na twoim ramieniu ożywa. 'Kurwa'.

Odwracasz głowę w jej stronę. „Hej piękna” mówisz, podczas gdy w twoim mózgu synapsy pstrykają słyszalnie; 'Malwina!? Marcela!? Mariola!?'. Ona odwraca głowę w twoją stronę. Silisz się na uśmiech, podczas gdy na widok jej twarzy oczy rozszerzają ci się z przerażenia. Nigdy nie powinieneś pozwolić jej zmyć makijażu. Nie powinieneś widzieć jej w takim stanie na początku waszej znajomości. Nieznajoma uśmiecha się. Zauważa twoje rozszerzone źrenice. „Jak ci się teraz podobam?” mówi przekornie. Próbujesz się zaśmiać, jednak paczka wypalonych wczoraj fajek daje o sobie znać, w efekcie czego kaszlesz jakbyś był w ostatnim stadium gruźlicy. „Gdzie tu jest łazienka?” pytasz, podnosząc się ciężko.

Wychodzisz z pokoju i przed drzwiami łazienki spotykasz jej współlokatorkę. Dziewczę na twój widok zakwita krwistą czerwienią na policzkach i niczym spłoniona łania umyka do swego pokoju. Patrzysz w lustro. Jej zachowanie już nie wydaje się takie dziwne. Zauważasz zaczerwieniony oczodół. 'Kiedy ja wczoraj dostałem w mordę?' rzucasz w nicość pytanie. Włosy jak po przejściu huraganu, podkrążone oczy, ślady po szmince na policzku i po paznokciach na piersi. Po walce z szalejącym strumieniem podczas załatwiania potrzeby obmywasz twarz i jeszcze raz patrzysz w lustro. 'Muszę stąd spierdalać' jest twoją pierwszą myślą. Po chwili zastanowienia dochodzisz jednak do wniosku, że nie chcesz. Nie chcesz wrócić do mieszkania i leczyć kaca samotnie. Nie chcesz zamawiać pizzy i spędzać reszty dnia przed telewizorem/komputerem. Pragniesz towarzystwa. Nie chcesz być sam.

Po powrocie do pokoju zastajesz go w nieskazitelnym ładzie. Zdążyła pościelić łóżko, poskładać ubrania i wyrzucić prezerwatywy. Podchodzi do ciebie, całuje cię w usta i wychodzi do łazienki. Podoba ci się to. Zero gadania. Siadasz na łóżku. Jest sobota, godzina 11.47. Stukanie koników pod twoją czaszką przechodzi w delikatne pulsowanie. Pamięć dalej zamglona. 'Marysia?' po raz ostatni pytasz siebie samego, po czym zaglądasz na półkę z książkami. Wyciągasz pierwszy lepszy zeszyt – Administracja, Kasia C., I MA. 'Wiedziałem, że coś na „m”'. Swoje ubranie znajdujesz ułożone w kostkę na krześle. Koszulka to feeria zapachów panujących w barach i klubach- bukiet dymu tytoniowego, piwa i potu. Bierzesz pierwszy lepszy dezodorant „for women” i kosztem swojej męskości eliminujesz przykrą woń. Nieznajoma Kasia wraca do pokoju. Umalowana i uczesana wygląda dużo lepiej. Ubrana w szorty i luźną koszulkę jest nawet urocza. „Masz ochotę na jakieś śniadanie? Robię boski omlet z pieczarkami” pyta. Na dźwięk słowa „pieczarki” twój żołądek reaguje głośnym bulgotem. „Mocna kawa na razie wystarczy” mówisz, a ona już jest w kuchni. Naprawdę ci się to podoba. Wychodzisz za nią.

Widzisz ją krzątającą się i nucącą coś sobie pod nosem. 'Trochę niska' myślisz. 'Mogłaby zrzucić parę kilo, ale poza tym w porządku'. W porządku; zong numer jeden. „Ale wczoraj była impreza! Nie pamiętam za wiele, ale było grubo” zagadujesz czarująco. Ona uśmiecha się. „Byłeś taki uroczy, jak do mnie podszedłeś. Gęba ci się nie zamykała, ale gadane to ty masz” mówi. „No i świetnie całujesz” dodaje po chwili, puszczając do ciebie oczko. Zachęcasz ją, żeby opowiedziała ci o sobie („Znowu?”). Pochodzi z małego miasteczka. Wychowana na przykładną katoliczkę, wyrwała się od rodziców by studiować coś, co później zapewni jej stałą pracę. Mamusia i tatuś regularnie wysyłają pieniążki, by córeczka mogła skupić się na nauce. Córeczka oceny przynosi niezłe, chociaż mogłyby być lepsze. Poza tym ogląda seriale, dużo czyta. Głównie blogi modowe i Stephen'a Kinga. Do klubu wychodzi od czasu do czasu. Zapewnia cię, że wczorajsza noc to pierwsza taka w jej życiu. Nigdy wcześniej nie przyprowadziła relatywnie obcego faceta do domu. Ale tak jej się spodobałeś i byłeś tak czarująco przekonujący. No i niedawno zerwała z chłopakiem. Iiieee!!! Zong numer dwa. By zapobiec litanii o tym, jak to faceci są nieczuli i jak ten gnój mógł ją tak zostawić, prosisz o omlet. Najwyżej zrzygasz się. Po raz kolejny. Lepsze to niż wysłuchiwać historii złamanego serca.

Omlet smakuje jak suchy placek. Zong numer trzy. Z grzeczności nie wymiotujesz. W przypływie zawrotów głowy proponujesz spacer. 'Nie jest tak źle' myślisz, 'każdy ma jakieś wady'. Nie chcesz jeszcze wracać do mieszkania. 'Poznam ją trochę lepiej, może coś z tego będzie'. Przeczuwasz jednak, że nie będzie. Nie, nie przeczuwasz; wiesz to. 'Dam jej szansę', myślisz na przekór sobie samemu.

Spacer to porażka. Litania o porzuceniu przez chłopaka i tak cię dosięga. Z trudem powstrzymujesz ziewanie. Historia jak setka innych, które już słyszałeś. Byli ze sobą już od ponad dwóch lat, była z nim szczęśliwa. Sama nie wie, kiedy wszystko się zepsuło. Z miesiąca na miesiąc stawał się bardziej apatyczny, aż w końcu ją zostawił. Nie podał jasnej przyczyny. Wspomniał coś o braku zrozumienia. Nie wie, nie zrozumiała go.

Po godzinie ona proponuje domowy obiad. Biorąc pod uwagę jej wcześniejsze kulinarne dokonania sugerujesz, że będzie lepiej jak zjecie na mieście. Ty stawiasz. Ona reaguje żywiołowo. Po dyskusji na temat dobrych restauracji w okolicy wspólnie uzgadniacie, że pójdziecie do naleśnikarni. Ona zamawia fit-naleśnik warzywny. Ty bierzesz placek z shoarmą. Ona wspomina coś o byciu fit i „helfi lajfstajl”, podczas gdy ty delektujesz się mięchem. Placek naleśnika niebezpiecznie przypomina jej omlet.

Już w trakcie jedzenia zastanawiasz się, jak jej powiedzieć, że to nie wypali. 'Zaserwować jej bajkę o tym, jak to po nieudanym i zakończonym złamanym sercem związku nie chcę się angażować w kolejny? Czy może walnąć prosto z mostu: jesteś nudna, średnio atrakcyjna, gotujesz gorzej niż ja a seks był co najwyżej przeciętny?' zastanawiasz się. Jej buzia się nie zamyka. Bynajmniej nie dlatego, że jest w trakcie posiłku. Znużony kolejną przydługawą historyjką o niczym, próbujesz sprawdzić godzinę. Zegarka nie nosisz, więc sięgasz do prawej kieszeni spodni po telefon. Nic. Lewa kieszeń- to samo. Płaszcz? Pudło. „Ja pierdole” mówisz po cichu. „Słucham?” Nieznajoma Kasia przerywa monolog. „Nie, nie, nic. Słuchaj, widziałaś może mój telefon?” pytasz z nadzieją, że może była mądrzejsza niż ty i wzięła go dla ciebie. „Tak, chyba jest na stoliku nocnym” odpowiada, jakby to była oczywista oczywistość. „Może wpadniesz i zostaniesz na chwilę? Skoro i tak musisz do mnie przyjść...” pyta nieśmiało. Jest przy tym słodka, ale ty nie chcesz zostawać. Chcesz się wyrwać i wrócić do swojego mieszkania. Pustego mieszkania. „Naprawdę chciałbym, ale muszę się ogarnąć, a jeszcze dzisiaj wyjeżdżam do rodziny. Może innym razem” odpowiadasz, chociaż wiesz doskonale, że innego razu nie będzie.

W mieszkaniu nawet nie zdejmujesz płaszcza. Ona prowadzi cię do pokoju i pozwala wziąć telefon. Odwracasz się w drzwiach by rzucić coś na pożegnanie i czujesz jej ręce na szyi a później usta na twoich ustach. Pocałunek trwa długo, chociaż robisz to niechętnie. Ona patrzy ci głęboko w oczy. „Zostań, proszę” mówi. W jednym momencie uderza w ciebie ogromna fala emocji. Jesteś sam od dwóch lat. Nie spotkałeś w tym czasie nikogo wyjątkowego. Zdarza ci się wejść w relacje z kobietą, jednak zwykle nie trwa ona dłużej niż dzień. Czy też noc. Nie czujesz magii. Nie czujesz motylków w brzuchu i miłości w powietrzu, nie jesteś do tego zdolny. Nigdy nie poznasz kogoś wyjątkowego. Jesteś sam. Tak już musi być.

„Zostanę” mówisz, i już nigdy tam nie wracasz.

 

 

*Cytat zaczerpnięty z J.R.R Tolkien, „Silmarillion”,