Poranek trwa krótko, a dzień nie zawsze spełnia jego oczekiwania

Budzisz się.

Otwierasz oczy i zdajesz sobie sprawę, że nie jesteś u siebie. Kolor ścian, firanki i meble, czyjaś głowa na twojej piersi - tak, na pewno nie jesteś u siebie. Jesteś u niej. Wciągasz znajomy zapach odżywki do włosów i gładzisz ją delikatnie po ciele. Dotyk jej skóry wciąż nie przestaje elektryzować.

Wczorajsza „domówka” u jej psiapsi nie zapowiadała się na imprezę, na której czułbyś się dobrze. I wcale się nie czułeś. Potężne dawki alkoholu zdołały odrobinę zagłuszyć hałas panujący w pomieszczeniu, w którym przebywają więcej niż dwie koleżanki. Koleżanek było siedem. A w środku towarzystwa ty i jeszcze jeden biedaczyna podstępnie wywiedziony w pole przez swoją kobietę. Koleś wiernie dotrzymywał kroku w piciu, jednak nie mógł pochwalić się mocną głową - odleciał przy trzeciej butelce, waląc teatralnie głową o stół.

Próbowałeś nie okazywać znużenia. Okazjonalnie wtrąciłeś jakiś żart ku uciesze reszty, większość czasu wysłuchując emocjonalnych tyrad o tym, że faceci to świnie i „jak tam chuj mógł mnie zostawić!?”. Kilkukrotnie szedłeś za nią do łazienki, by pocałować namiętnie i zachęcić do szybszego opuszczenia lokalu. Nieskuteczność kładłeś na karb nadmiaru alkoholu pochłoniętego tej nocy. Mimo monstrualnych niechęci poszedłeś na tą imprezę. Wiedziałeś, że jej na tym zależy. Lubisz, kiedy chce się z tobą pokazywać w towarzystwie; kiedy chwali się tobą przed koleżankami. I kiedy oznajmia, że boi się wracać z imprezy sama, robiąc przy tym niewinną minę kota ze Shreka. Czujesz się potrzebny.

Spoglądasz na jej twarz zwróconą w twoją stronę. 'Jesteś piękna' myślisz. Nie przypuszczałbyś, że wciągniesz się w ten związek tak mocno. Zbyt mocno, jak ci się czasami wydaje. Ona powoli otwiera oczy. Błądzi przez chwilę wzrokiem, by wreszcie natrafić na twoje spojrzenie. „Hej piękna” mówisz, uśmiechając się przy tym mimowolnie. Ona odwzajemnia uśmiech po czym całuje cię w usta. Nagie ciało jest przyjemnie ciepłe. Czujesz, jak jej noga oplata twoją nogę, czujesz jej pierś na żebrach. Odwzajemniasz pocałunek. Jeden, potem drugi raz. Zaczynasz ją całować, a twoja dłoń niespiesznie pokonuje drogę od uda do piersi. Odwracasz ją na plecy. Nie ważne, że oboje dopiero wstaliście i nie jesteście zbyt świeży. Kochasz się z nią.

Ona idzie do łazienki pierwsza. Ty w tym czasie ścielisz łóżko, wietrzysz pokój i zbierasz rozrzucone na podłodze ubrania. Prezerwatyw nie używacie, wybraliście inną metodę antykoncepcji; taką, która nie ogranicza waszego rozszalałego libido. Podnosisz jej seksowną bieliznę i z uśmiechem na twarzy wspominasz, jak sam wczorajszej nocy ściągałeś ją zębami. Po chwili ona wraca do pokoju mając na sobie tylko ręcznik. Zrzuca go z siebie i specjalnie ubiera twoją koszulkę, w najlepszym wypadku sięgającą jej do połowy pośladków. „Dzień dobry” mówi. Dajesz jej klapsa i całujesz w usta. Ten dzień musi być dobry.

Wychodząc z łazienki, słyszysz dobiegający z kuchni dźwięk krzątaniny. Na stole zastajesz omlet z serem, pomidorami i salami - tak jak lubisz. W pomieszczeniu unosi się odurzający zapach kawy. Ona czeka na ciebie z kubkiem w dłoni. Na swoje śniadanie przygotowała coś bardziej fit. Podoba ci się, że dba o siebie, że chce wyglądać dobrze. Jedząc, dyskutujecie o wczorajszej nocy. Dowiadujesz się, która to była Kasia, a która Ewa. Imion i tak nie zapamiętasz, ale przytakujesz. Śmiejecie się, że uciekł wam nocny autobus i musieliście wracać na nogach. Wyglądacie przez okno i podziwiacie oświetlone słońcem budynki. Proponujesz spacer.

Idąc, rozmawiacie ze sobą nieprzerwanie. Trzymasz ją za rękę, a wasze splecione dłonie tworzą nierozerwalną konstrukcję. Opowiadasz jej o nowym projekcie i co tam w pracy. Mówisz o planach na przyszłość oraz o tym, gdzie chciałbyś ją zabrać. Rozmawiacie o marzeniach. Wspominasz o wszystkich tych drobnych sprawach, które nie mają znaczenia, jednak w jakiś sposób budują twoją osobowość. Ona słucha. Wiesz, że lubi cię słuchać.

W drodze powrotnej planujecie obiad. Uwielbiasz, kiedy dla ciebie gotuje. Uwielbiasz też przejąć sprawy w swoje ręce i ugotować coś dla niej. To, że twoja kuchnia jej smakuje daje ci satysfakcję; dbanie o to, aby zaspokoiła jedną ze swych najbardziej podstawowych potrzeb umacnia poczucie więzi. Ty troszczysz się o nią, ona troszczy się o ciebie; prosty mechanizm, który spaja wasz związek. W wyniku zażartych negocjacji wybór pada na prosty makaron ze szpinakiem. Kupujecie potrzebne produkty w pobliskim sklepiku i wracacie do mieszkania. Przez cały ten czas ani na chwilę nie puszczasz jej dłoni. Idąc, co jakiś czas chwytasz ją za talię i przyciągasz do siebie, by pocałować. Nie możesz oderwać od niej wzroku.

Wspólne gotowanie sprawia ci przyjemność. Sam rzadko kiedy znajdujesz w sobie na tyle silną wolę aby przyrządzić coś dla siebie. W kuchni idzie wam równie dobrze jak w łóżku. Włączacie muzykę i każde z was podśpiewuje pod nosem zwrotkę, by refren wykrzyczeć pełnią możliwości wokalnych. Wasze arie niezbyt podobają się psom na zewnątrz i sąsiadom z dołu. Obiadem delektujecie się w ciszy. Ty zmywasz naczynia.

Po skończonym posiłku wracacie do łóżka. Jest sobotnie popołudnie, dzień po imprezie. Odpalacie czwarty sezon House of Cards i zalegacie przed ekranem laptopa. Ona kładzie głowę na twojej piersi; lubi ją tam kłaść, czuje się wtedy bezpiecznie. Ty natomiast czujesz się odpowiedzialny za jej bezpieczeństwo. Jesteś dla niej ważny. Czujesz się męsko. Ze wszystkich łóżkowych pozycji do spania, ta odpowiada ci najbardziej: tuż obok głowy jest jej dłoń, noga spoczywa na twoim udzie, delikatnie muskając krocze. Ciepły posiłek rozgrzewa przyjemnie od środka. Underwoodom dajecie nie więcej niż piętnaście minut. Zasypiacie wtuleni w siebie.

Budzi cię jej dłoń masująca okolice twojego podbrzusza. Otwierasz oczy i uśmiechasz się, wciąż jeszcze czując ciężar snu na powiekach. Całujesz ją w czoło. Jej dłoń wędruje niżej, jednocześnie udo coraz mocniej naciska na twoje krocze. W końcu siada na ciebie, obdarzając cię tym zadziornym spojrzeniem. Ściągasz koszulkę. Jej usta są wszędzie. Kochasz się z nią.

Zaspokoiwszy apetyty, siadacie przy oknie i pijecie kawę. Wtuleni w siebie, podziwiacie zachód słońca rozświetlający czerwienią dachy budynków i czubki drzew. Tym razem mówi ona. Zwierza ci się z absolutnie wszystkiego: co ją wkurza, że ostatnio dzwoniła mama i jak ta suka Sylwia, koleżanka z pracy, mogła wziąć wolne akurat wtedy, kiedy chciała to zrobić ona. Słuchasz i przytakujesz. „Wiesz , Skarbie, w rossmanie jest super promocja na tusze do rzęs. Może pójdziemy jutro?”.

Skarbie. Kochanie. Misiu. Kiedyś te przesycone słodyczą słówka wywoływały u ciebie uśmiech politowania. Jakież to głupie! Jakie infantylne! Myszko. Kotku. Po jaką cholerę miałbym mówić tak do kogoś, kto coś dla mnie znaczy!? Czy nie wystarczy zwracać się po imieniu, ewentualnie używając zdrobnienia? Teraz jej imię, nawet w zdrobniałej formie, przez usta by ci nie przeszło. Martą, Sylwią, Kasią jest dla znajomych i rodziny. Dla ciebie jest Misiem. Kochaniem. Skarbem. Kimś znacznie więcej niż tym, jak w przypływie inwencji twórczej nazwali ją rodzice.

„Tak, Kochanie, możemy pójść” odpowiadasz, całując ją w usta. Siedzicie jeszcze chwilę w milczeniu, ciesząc się swoją obecnością. Światło dzienne zastąpiła blada poświata księżyca. „Zostaniesz na kolację?” pyta, patrząc na ciebie z wyczekiwaniem. 'Boże, jak ja uwielbiam te oczy', myślisz. „Naprawdę bym chciał, ale muszę się ogarnąć, a jeszcze dzisiaj wyjeżdżam do rodziny” odpowiadasz. Ona spuszcza wzrok, a jej palce delikatnie zaciskają się na twojej dłoni. Słyszysz, jak jej oddech przyspiesza. Przytulasz ją mocniej. „Wróć” mówi, po czym odwraca twarz w twoją stronę. Nie możesz znieść widoku zaszklonych oczu.

W jednym momencie uderza w ciebie ogromna fala emocji. Byłeś sam przez dwa lata. Kobiety, z którymi się spotykałeś, były niczym więcej niż przelotnymi miłostkami. Nie poznałeś nikogo, z kim mógłbyś stworzyć głębszą więź. Nawet seks przestał dawać przyjemność. Nie czułeś motylków w brzuchu, nie sądziłeś, że jesteś do tego zdolny. Myślałeś, że zostaniesz sam. Nie wierzyłeś, że czeka na ciebie ktoś wyjątkowy.

I wtedy poznałeś ją. A ona, z właściwą sobie dozą uroku i elegancji, wywróciła twój świat do góry nogami.

„Wrócę”.