Porozmawiajmy o oczekiwaniach

Czyli co zrobić, kiedy w związku robi się poważnie.

Poznajcie Jolę i Marka.

Jola jest absolwentką farmacji. Obecnie na stażu w jednej z sześciu tysięcy trzystu trzydziestu trzech aptek w mieście, niecałe pół roku temu obroniła tytuł magistra a później spędziła ze znajomymi szalone wakacje w Egipcie. Cicha i spokojna, uwielbia zaczytywać się w dreszczowcach Cobena i Kinga. Wraz ze studiami zakończyła inny etap w swoim życiu—zostawiła faceta. Trzy lata bycia w związku, który od dawna nie przynosił jej nic poza zamartwianiem się o wierność partnera, to było za dużo. Chociaż rozstanie przeszła boleśnie, cieszy się, że ma już to za sobą.

Marek uważa się za króla życia. Jest przedstawicielem handlowym tyskiego z fiatem pandą niemal na własność, duszą towarzystwa i komendantem każdego większego melanżu w okolicznych klubach. «Maro» czerpie z życia pełnymi garściami: sobota w klubie, wakacje w Międzyzdrojach, a Sylwester w Zakopanem. Zapytacie go o kobiety? Odpowie ze śmiechem: „Z niejednego pieca chlebek się jadło, cy'nie? Hy-hy-hy”. Naturalna swoboda w rozmowie i zawieraniu nowych znajomości, plus nienagannie ułożona gumą do włosów fryzura robią swoje; na brak zainteresowania ze strony płci przeciwnej narzekać Marek nie musi.

A teraz wyobraź sobie, że Jola i Marek od pół roku są parą. Poznali się na jednej z imprez, na którą koleżanki z pracy niemal siłą zaciągnęły Jolę, a Marek... Cóż, dla Marka to była sobota jak każda inna. Jolę urzekła w nim otwartość, dobra gadka i nieźle płatna praca z widokami na awans. Marek poleciał na jej boską figurę i słodką buzię. Początkowo wydawać by się mogło, że są dla siebie najmniej odpowiednią parą, jednak szalona impreza, zakończona grzecznym odprowadzeniem do domu przerodziła się w coś trwalszego, w dalszym ciągu jednak na «luźnych» zasadach. Marek nie chce nic zmieniać; dobrze mu tak, jak jest, w osobnych mieszkaniach i ze wspólnie spędzanymi popołudniami i wieczorami. Jola chciałaby, żeby zamieszkali razem. Kiedyś nawet wspomniała o tym nieśmiało, pół-żartem, pół-serio, jednak on nawet nie zwrócił na to uwagi. Oboje czują pod skórą, że pół roku to już nie przelotna znajomość, jednak żadne z nich nie ma odwagi podjąć rozmowy. On boi się zmian; ona ich wyczekuje.

Jak myślisz: co będzie dalej?

 

Jeśli w związek wchodzą osoby o diametralnie różnych wobec siebie i życia oczekiwaniach, to ten związek skazany jest na porażkę.

 

Moim zdaniem rozmowa o oczekiwaniach to jedna z ważniejszych rozmów, jakie można odbyć z partnerem, kiedy w związku zaczyna się dziać «na poważnie». Oczywiście nie ma sensu robić tego wcześniej: kiedy jeszcze buzują w nas hormony, a my, niesieni endorfinowym hajem, chcemy śpiewać piosenki o miłości i taplać się w kałuży. Nowo poznaną osobę wyznanie w stylu „jak będzie chłopczyk, nazwiemy go Krzysiu, a jak dziewczynka—Elżbieta”, lub „nigdy nie wstawimy beżowej kanapy do salonu, nie zgodzę się na to!”, już po tygodniu spotykania się, zmusi do szybkiej ewaluacji związku i natychmiastowego podjęcia działań. Działań kapitulacyjnych, rzecz jasna. Wcale nie dlatego, że Elżbieta nie jest ładnym imieniem dla dziewczynki.

Kiedy jednak hormony się ustabilizują, endorfinowy haj minie, piosenki o miłości będą brzmieć tak samo głupio, jak kiedyś, a ty nadal będziesz chciał/a być z partnerem—well, najwyższy czas na rozmowę o oczekiwaniach.

 

DUM, DUM, DUM...

 

Nie traktuj tego proszę jako przykrej konieczności; raczej, jako inwestycję w związek. Nie należy bać się takiej rozmowy, a wręcz przeciwnie: wiele dobrego może z niej wypłynąć. Co więcej, nie wolno ci traktować tego, co podczas niej zostanie powiedziane, jako czegoś wiążącego.

Warto pamiętać, że ludzie się zmieniają. OK, nie wg dr Housa, który twierdzi coś wręcz odwrotnego, nie mniej jednak, w rzeczywistości, zmieniamy się. Czy to pod wpływem nabywanej wiedzy, doświadczeń lub poznawanych ludzi, czy też czegokolwiek innego. To, co kiedyś wydawało się nam nie do przyjęcia (np. grzyby podawane w jakiejkolwiek formie w jakimkolwiek daniu), za jakiś czas może stać się w pełni akceptowalne (ale TYLKO pieczarki i TYLKO smażone). Skoro więc ustaliliśmy, że ludzie się zmieniają, równie dobrze można założyć, że zmianie ulec mogą także ich oczekiwania. Ktoś, dla kogo wcześniej priorytetem było zaliczenie wszystkich panienek na dyskotece, może okazać się kochającym mężem i troskliwym ojcem.

Powyższy wniosek można z powodzeniem zastosować do siebie samych. TY także możesz się zmienić. TWOJE oczekiwania także mogą się zmienić. Szczególnie, jeśli w grę wchodzą silne uczucia wobec drugiej osoby. Nie odkryję Ameryki jeśli stwierdzę, że właśnie pod wpływem takich uczuć człowiek się zmienia. Jeśli nie dla tej osoby, to może dla siebie samego, zrozumiawszy, że istnieją inne punkty widzenia, poglądy, czy też styl życia.

I tu rodzi się pytanie: co zrobić, jeśli w trakcie rozmowy okazało się, że twoje i partnera oczekiwania względem związku diametralnie się od siebie różnią? Czy to oznacza, że taki związek nie ma przyszłości? Absolutnie nie! Chociaż, może... Posłuchaj. Jeśli odbędziesz taką rozmową i okaże się, że ty chcesz chłopczyka, a twój partner/partnerka dziewczynkę—nic złego się nie dzieje. Jeśli okaże się, że on nienawidzi kotów, a ty jesteś kociara do potęgi entej—nic się nie dzieje. Jeśli z takiej rozmowy wyniknie, że ty od razu po studiach chcesz wyjechać za granicę, a ona wrócić do rodzinnego miasta—też nic się nie dzieje (o ile studiów nie kończycie za mniej niż dwa miesiące). Gorzej, jeśli jedno z was nie spełnia oczekiwań tego drugiego odnośnie teraźniejszości. W tym wypadku—cóż—taka rozmowa, to najlepsze, co mogło wam się przytrafić.

 

SECOND CHANCES

 

W «świeży» związek najlepiej wchodzić bez oczekiwań. Dobrze jest dać się ponieść temu magicznemu uczuciu, które zbliża do siebie dwójkę ludzi; powinno się je chłonąć je, zachłysnąć się nim. Czuję coś do ciebie i chcę przekonać się, jak to uczucie się rozwinie. Być może skończy się jutro, być może za dziesięć lat: nie wiem. Mimo wszystko chcę spróbować.

To naturalne mieć wobec siebie oczekiwania, zwłaszcza, jeśli jest jest się ze sobą blisko. Grunt żeby i nasz partner zdawał sobie z tych oczekiwań sprawę. A żeby mógł je poznać to—eureka!—musisz mu/jej o nich powiedzieć! Niebywałe, prawda?

Wróćmy do Joli i Marka. Załóżmy, że doszło między nimi do rozmowy o oczekiwaniach, ale pół roku później od momentu, w którym ich poznaliśmy: ze sobą są już więc okrągły rok. Jak myślisz, co wydarzyło się po rozmowie? Jeśli Jola i Marek są inteligentnymi emocjonalnie ludźmi (i czytają bloga jakub.pe), to... Nie wydarzyło się absolutnie nic. Żadnej draki czy kłótni, zero rzucania porcelaną po ścianach. Jak to możliwe? Po pierwsze: Jola i Marek wiedzą, że po takiej rozmowie należy dać partnerowi trochę czasu na przyswojenie rewelacji. Posłuchajcie, zwłaszcza wy, drogie panie: rodzaj ludzki nie posiadł zdolności czytania w myślach. Jeśli więc podczas takiej rozmowy, ni z gruchy ni z pietruchy sypniecie: „chcę z tobą zamieszkać”, to biedaczek będzie potrzebował kilku dni do namysłu. Mądrze byłoby poinformować partnera, że dajecie mu ten czas.

Po drugie: związek jest sztuką kompromisu. Ja przedstawiłem swoje racje, ale są one nieco zbieżne z twoimi; nic nie szkodzi, potargujmy się. Znajdźmy złoty środek. Jeśli partner nie jest skłonny do negocjacji, cóż... Decyzja należy do ciebie, ale pamiętaj chłopaku, pamiętaj dziewczyno: jeśli choć raz ugniesz się w kwestii tak istotnej jak wasza wspólna przyszłość, uginać będziesz się już zawsze. Nie chcesz tego.

I w końcu, kurcze... Jakoś ciężko mi to wyrazić, ale inaczej chyba się nie da: to się po prostu czuje. Powinieneś wiedzieć, czego chcesz, i ile jesteś w stanie poświęcić. Powinieneś wiedzieć, że dla niej/niego jesteś w stanie zaczekać z wprowadzeniem się te kilka miesięcy dłużej, jesteś w stanie rozważyć inne imię dla dziewczynki, niż Elżbieta, i inny kolor kanapy, niż beżowy. Czujesz, że dla tej właśnie osoby, takie wyrzeczenie, to nic wielkiego. Zaczekasz, ale tylko jeśli i partner jest w stanie zrobić dla ciebie to samo.

 

 

———

 

 

Koniec końców, to chyba najlepsza rada, jaką mogę wam zaoferować—czujcie, nie myślcie za dużo. Jak mawiała moja babcia, od myślenia tylko głowa boli.