Przetrwają najsilniejsi

13 rzeczy, które denerwują mnie w ludziach jeżdżących autobusami miejskimi

Zmotywowany kampaniami typu «Jedź autobusem, dbaj o środowisko» stwierdziłem, że w sumie komunikacja miejska nie jest taka zła i postanowiłem ją wypróbować. W przeciągu miesiąca udało mi się zaobserwować powtarzające się u współpasażerów zachowania, które szargają moje nerwy i bardzo negatywnie wpływają na stan mojego zdrowia psychicznego. Które z nich są najbardziej denerwujące?

1. Nie ustępowanie miejsca przy wyjściu, kiedy autobus jest pełny.

Sytuacja wygląda tak: jedziesz mocno napchanym autobusem. Żeby zrobić miejsce biednej staruszce poruszającej się o lasce, przesuwasz się i stajesz pod oknem. Za babuszką do autobusu wsiada sto osób, które odcinają ci drogę ucieczki. Chcesz wysiąść na następnym przystanku, ale szanse na to, że ci się uda, równają się zeru.

Co ja zrobiłbym na miejscu ludzi przy drzwiach widząc, że ktoś ze środka chce się wydostać? Proste: wysiadam na zewnątrz i umożliwiam tej osobie/tym osobom wyjście. Co tak naprawdę robią ludzie? Kurczowo trzymają się poręczy, słupków lub innych pasażerów, jak gdyby wyjście z autobusu oznaczało rozstrzelanie przez pluton egzekucyjny. A ty spróbuj przecisnąć się między nimi mając do dyspozycji przejście szerokości szpary między zębami Karolaka.

 

2. Zajmowanie miejsca przy przejściu, mimo że to przy oknie jest wolne.

Wiecie, jak macie dwa siedzonka obok siebie w jednym rzędzie. Najczęściej praktykowane przez osoby starsze, tudzież ludzi cierpiących na antropofobię. Myślą: «Jak siądę przy przejściu, to żaden śmierdzący skurwol się do mnie nie przyczepi i nie będę musiał odpowiedzieć na jego pytanie, kiwnąć głową bądź też na niego spojrzeć. A nie daj Boziu się dosiądzie i zagada! I potem jedź z takim dwa przystanki do domu!». Jeśli zapytasz, czy możesz usiąść, obrzucą cię nieufnym spojrzeniem po czym, uwaga, NIE przesuną się na miejsce przy oknie, tylko przepuszczą tam ciebie. Wysiadasz pierwszy? Nieważne.

 

3. KLASYK: zmęczone zakupy na siedzeniu.

Bardzo często osoby zachowujące się tak, jak to opisałem w punkcie drugim, wykazują tendencję do «sadzania» swoich zakupów na wolnym miejscu obok. No bo kto chciałby jeść zmęczony filet z piersi kurczaka na obiad? Poprosisz o ustąpienie miejsca? Oburzony wzrok i gadka typu «młody taki, a nie postoi» gwarantowana. Co z tego, że jesteś po ośmiogodzinnej zmianie w pracy i jedziesz na drugi koniec miasta.

 

4. Rozmawianie o rzeczach, o których inny woleliby nie słyszeć.

A w szczególności głośne rozmawianie o takich rzeczach, nie dając osobie postronnej wyboru, czy chce taką informację usłyszeć. Mówię tu o miłosnych rozterkach, chujowych dniach w pracy oraz innych bólach dupy.

Albo rzeczach skrajnie obrzydliwych. Ostatnio, wracając eMZetKą z pracy, nieopatrznie usiadłem przed panią prowadzącą ożywioną rozmowę przez telefon. Nie miałem przy sobie słuchawek, więc chcąc, nie-chcąc, słyszałem wszystko. W toku konwersacji wywnioskowałem, że pani jest opiekunką osób starszych, kiedy padło hasło: „Ty, ale babka się dzisiaj zesrała”. Wzbogacone o barwny opis tego gdzie, w jakiej ilości i jaki był kolor. Sweet.

 

5. Przepychanie się do kasownika w przepełnionym autobusie.

Zamiast poprosić osobę stojącą obok tegoż urządzenia, żeby zrobiła to za nas. Nosz kurwa, przecież nikt ci tego biletu nie ukradnie ani nie wyrzuci przez okno. Canarinhos to też ludzie i nie wlepią ci mandatu za nieskasowanie biletu trzy sekundy po tym, jak wsiadłeś do autobusu. Spokojnie.

 

6. Nie ustępowanie miejsca, kiedy siedzę przy oknie i chcę wysiąść.

Wiecie, kiedy zbliża się wasz przystanek i chcecie wysiąść a na miejscu obok was ktoś siedzi. Przepraszacie tą osobę, podnosicie się, a ona zamiast zejść na chwilę, «robi wam miejsce» odsuwając się lekko lub obracając w bok. Dla mnie, jako osoby dosyć wysokiej, przeciśnięcie się tym wąziutkim przesmykiem między dwoma rzędami siedzeń, nie dotykając osoby siedzącej obok, to wyczyn godny cyrkowego akrobaty. Szczególnie, jeśli mam ze sobą jakiś bagaż. Jeden fałszywy ruch i ląduję albo na przemiłej starszej pani, albo na jej kolanach.

 

7. Bliskie spotkania trzeciego stopnia.

Niemiłosierny tłok, mimo to z kolejnymi przystankami ludzi przybywa. Brak miejsc siedzących, stać też nie ma za bardzo gdzie, ludzie próbują się jakoś zmieścić. Jako jeden ze szczęśliwców zaszczytnie zajmujesz siedzenie, to zaraz przy przejściu. Słuchasz muzyki, podziwiasz krajobraz za oknem i wtem, nagle, czujesz delikatne szturchnięcie w ramię. Odwracasz głowę: brzuch. Lokalizujesz twarz właściciela, podążając w górę monstrualnego cielska: wąsate lico typowego Andrzeja. Ewentualnie Janusza. Przy każdym zakręcie, z każdym dotknięciem czujesz ciepło jego spracowanego, wydzielającego woń potu ciała. „Przepraszam!” odzywasz się- „Mógłby się Pan trochę odsunąć? Dotyka mnie pan swoim brzuchem”. „ Ach, przepraszam!”- odpowiada zakłopotany- „Nie zauważyłem!”.

Założę się, że to samo mówi, kiedy stanie mu na badaniu prostaty.

 

8. ZAGADKA: Dokąd jeżdżą starsi ludzi?

I dlaczego zawsze wtedy, kiedy autobusem jadę ja? Rozumiem, że trzeba do kościółka, położyć na tacę, albo mężusiowi wyplewić nagrobek, ale, kurwa, o 6:30 rano!? Albo 16:30 po południu!?

 

9. Nie ustępowanie miejsca starszym osobom.

Wkurza mnie, kiedy stoję obok starszej pani/starszego pana i widzę, że ledwo trzyma się na nogach, a obok siedzą dwie młode siksy i zaśmiewają się do rozpuku z nowego profilowego «tej ściery Efki». Albo dwóch prawilnych ziomeczków kitrających Tatrę Strong za nogawką.

Muszę jednak przyznać, że ww. przypadki zdarzają się coraz rzadziej. Z reguły młodzi ludzie, nawet ci w wieku gimbazjalnym, chętnie i z uśmiechem ustępują miejsca starszym. Szacun.

 

10. Nie ustępowanie miejsca młodszym osobom.

Kiedy np. mają na nodze gips, są o kulach, są w ciąży (to o kobietach) lub po prostu widać, że czują się źle i potrzebują usiąść. Pamiętam, kiedy sam nie tak dawno temu potrzebowałem kul, żeby się poruszać. Jazda autobusem przypominała próbę utrzymania się na mechanicznym byku. Czy ktoś zwrócił na to uwagę i ustąpił miejsca? Nope. No przecież młody jestem.

 

11. Głośne puszczanie muzyki z telefonu.

I tu znowu do akcji wkraczają prawilni ziomeczkowie (najczęściej). Nie ma to jak ledwo wpełznąć do autobusu i zagłębić się w meandry liryki tekstów Rycha Peji. Albo posłuchać ostrej napierdalanki Slayera. Dla jasności: ani do Slayera, ani do Rycha Peji nic nie mam. Co kto lubi. Ale niech lubi w zaciszu swoich czterech kątów, ewentualnie przez słuchawki, jeśli jest w miejscu publicznym.

Ręce opadają, jak widzę ziomeczków (w tym wypadku tylko i wyłącznie ziomeczków), którzy podłączają telefon do tych małych głośniczków, odpalają «muzę na fula» i głośniczki hops! do kaptura. Tego już nie udźwignę.

 

12. Pchanie się do środka, mimo że autobus jest już pełny.

Człowieku. Jeśli widzisz, że ludzie prawie wypadają z autobusu, kiedy na przystanku otwierają się drzwi, oznacza to, iż w tym autobusie nie ma już dla ciebie miejsca. Poczekaj pięć minut i jedź następnym, zamiast naginać prawa fizyki.

 

13. Zwariowani kierowcy.

W sumie to od nich zależy, jak podróż wygląda. Stąd też ich obecność w zestawieniu. A zdarzają się i tacy, którzy nawet pięciominutowym przejazdem potrafią podnieść ciśnienie pasażerowi. Nie znam kulis pracy kierowców autobusów miejskich, nie wiem, czy za spóźnienia ponoszą jakąś grzywnę. Ale facet, który mając komplet miejsc siedzących i stojących mimo wszystko po zakrętach i rondach jedzie, jakby był największym fanem Krzysztofa Hołowczyca, powinien sam spróbować utrzymać się na nogach w takim autobusie, kiedy na dodatek nie ma czego się złapać.

 

 

A was jakie zachowania ludzi jeżdżących komunikacją miejską denerwują najbardziej?