Recenzja Social Media Start

Najnowsza książka Jasona Hunta/Kominka/Tomka Tomczyka pod lupą na jakub.pe.

Mój związek z autorem ww. książki sięga roku 2012, kiedy to wychodząc z mrocznej jaskini czasów licealnych wypłynąłem na szerokie wody szkolnictwa wyższego i zainteresowałem się blogosferą. Zarówno słowo «zainteresowałem» jak i «blogosferą» można uznać za duże nadużycie—w praktyce czytałem tylko Kominka i przez długi czas był to jedyny, regularnie odwiedzany przeze mnie blog (blogi?). Urzekło mnie jedno, i bynajmniej nie był to jego styl, chwytliwe tytuły czy też ciekawa treść. Tym, co urzekło mnie w Kominku, był jego lifestyle.

Czytałem jego relacje z podróży, czytałem recenzje produktów, śledziłem rozmaite kampanie reklamowe i za cholerę nie mogłem pojąć, jak tak można! Jak można osiągnąć styl życia, w którym robię coś bo chcę, a nie muszę!? Jak można jeździć po całym świecie i pisać o rzeczach, o których mam ochotę pisać, a do tego dostawać za to pieniądze!? Serio, nie mogłem uwierzyć, że istnieje ktoś taki jak Kominek (jeszcze trochę «wody w rzece» musi upłynąć, zanim przyzwyczaję się do tego całego Jasona), który robi to, co lubi, a że robi to dobrze, to jeszcze mu za to płacą. Już wtedy zaświtała mi myśl, żeby założyć własny blog i tam dawać upust moim grafomańskim zapędom, ale to były odległe czasy. Młody, głupi, a w głowie tylko kobiety i muzyka.

 

SOCIAL MEDIA—CZAS START!

 

Chronologicznie rzecz ujmując, Social Media Start to jak na razie trzecia pozycja poświęcona tematyce blogosfery, którą zaprezentował Tomek. Pozostałe dwie, składające się na tzw. trylogię blogową (w żadnym wypadku nie jest to oficjalna nazwa, właśnie ją wymyśliłem. Może się przyjmie?) to Bloger i Social Media oraz Blog. Pisz, kreuj, zarabiaj. Wszystkie trzy leżą u mnie grzecznie na półeczce, przeczytane od deski do deski jakieś 19 razy. Jeśli do tej pory nie słyszałeś o Kominku, Jasonie Huncie, ani o jego książkach, a choć trochę interesujesz się blogosferą, blogami czy też social mediami, to wszystkie trzy są dla ciebie must read.

Zanim jeszcze przejdę do samej recenzji, chciałbym zaznaczyć, że nie jestem jakimś social media ninjom czy inną kreaturą—nie znam branży i jej literatury na tyle dobrze, żeby móc ocenić wartość merytoryczną książki. Będę więc oceniał ją subiektywnie (precz z obiektywnością!) i po prostu przedstawię swoje spostrzeżenia. Druga rzecz: nie czytałem żadnej innej recenzji, więc jeśli przeczytasz coś, co już ktoś gdzieś napisał, nie bulwersuj się i nie wylewaj jadu w komentarzach. Czasami dwie różne osoby mogą wyciągnąć takie same wnioski—i nie ma w tym nic złego!

Uff! To tyle tytułem wstępu. Dla wygody, recenzję podzieliłem na trzy części. Nie przedłużając:

 

I. FORMA.

Trzeba to odnotować: książka jest po prostu ładna! Ponadto, jest świetnie zaprojektowana i starannie wykonana. Czcionka jest dobrze dobrana, czytelna, a pojedyncza strona jest przejrzysta i nie przeładowana tekstem. Bardzo podobają mi się wszelkie obrazki, screeny, wykresy, cytaty, które «odciążają» sam tekst i doskonale go dopełniają. Na szczególną pochwałę zasługuje Kasia Gandor za jej kasirysiki (love #szczurhejter)—świetna robota! Wszystkie te cechy sprawiają, że książkę po prostu dobrze się czyta; w przeciwieństwie do np. Bloger i Social Media, która z racji swoich rozmiarów jest niezbyt poręczną i niewygodną w użyciu knigą.

Z rzeczy na minus, jeśli chodzi o formę, to w Social Media Start bardzo nie podoba mi się brak spisu treści. W ogóle wielkim zaskoczeniem było dla mnie otwarcie książki—mamy okładkę, później stronę tytułową, a następnie już sam tekst. Dosyć dziwne i rzadko spotykane. Brak spisu treści jest denerwujący: wygodniej byłoby, chcąc przeskoczyć do jakiegoś rozdziału, rzucić okiem na spis i odnaleźć żądaną stronę, niż kartkować całą książkę w poszukiwaniu interesującego nas tematu. To również mnie zaskoczyło i zastanawiam się, jaki cel miał w tym autor. Cięcie kosztów? To nie w stylu Kominka. Zapomniał? No już bardziej.

 

II. TREŚĆ.

Wyjątkowa, nieoceniona, przydatna i ciekawa. Nie wiem, czy na polskim rynku można znaleźć podobne wydawnictwa (sam Tomek temu zaprzecza), ale Social Media Start to pozycja obowiązkowa dla wszystkich wiążących swoją przyszłość z internetem i social mediami. Autor idealnie łączy rzeczy teoretyczne z czysto praktycznymi poradami. Podoba mi się terapia wstrząsowa, jaką Kominek serwuje na temat niektórych mitów i schematów oraz zmiana sposobu myślenia, jaką tym samym wywiera na czytelniku. To chyba najważniejsza wartość tej książki—zmiana mentalności i podejścia do całego tematu blogowania, blogosfery i tworzenia w sieci. Trochę mitów obalanych jest przy udziale innych osób z branży. Jak sam autor (słusznie) zauważył, jego sposób myślenia niekoniecznie jest tym właściwym, który i my powinniśmy przyjąć. Biorąc po uwagę fakt, jak znakomite osobistości (od Arleny Witt, przez Janka Favre, na Pawle Opydo kończąc) udzielają swoich rad, na pewno warto zwrócić uwagę na to, co mają do powiedzenia. Mnie do gustu przypadł fragment o Snapchacie i rozmowa na jego temat z Konradem Traczykiem. Nie miałem dobrego zdania na temat tego serwisu, ale to się zmieniło—teraz nie mam wątpliwości co do potencjału jaki ze sobą niesie.

Nieocenione są również porady dotyczące przydatnych aplikacji i serwisów. Przy obecnym natłoku tego typu rzeczy, dobrze jest wiedzieć, czego używać, a także gdzie warto skierować kroki. Na początku, gdzie wszystko wydaje się takie straszne i obce, takie rady są nie do przecenienia. Dżizas! Ale nasłodziłem. Czy to oznacza, że nie ma się do czego przyczepić? No, nie do końca...

Jeśli chodzi o treść, brakuje mi jednej rzeczy—więcej mięsa dla facebooka. Czytając Social Media Start można odnieść wrażenie, że Kominek dużo mówi o potędze tego serwisu, jednak niezbyt wiele radzi, co zrobić, aby osiągnąć na nim sukces. Fajnie byłoby poczytać o facebooku nieco więcej, poznać tajniki prowadzenia fanpage'a, itp... O ile takie istnieją. Kto wie, może za dużo wymagam?

 

III. WRAŻENIA.

Pierwszym, jakie odniosłem po przeczytaniu książki, było „gdzieś to już czytałem...”. Jak wspomniałem wcześniej, jestem więcej niż dobrze zaznajomiony z poradnikami Kominka. Zdaję sobie sprawę, że zgubnym ze strony autora byłoby zakładać, że każdy nowy nabywca Social Media Start również przeczytał poprzednie jego książki. Siłą rzeczy kilka spraw musiało zostać powtórzonych. Nie mniej jednak kończąc lekturę, pomyślałem: „to tyle? Już?”. Poczułem niedosyt. Co tu dużo mówić: Jason Hunt nie zasypuje nas teraz nowościami (na blogu i na półkach księgarni), więc dla spragnionych SCM było jak rzęsisty deszcz po długim okresie suszy. Jest jednak światełko w tunelu: zgodnie z zapowiedzą, SCM to część pierwsza jakiejś większej serii (zgodnie z rzymską jedynką na grzbiecie). Ja już wyczekuję kolejnej. Czuję głód.

 

-

 

Ostatnim wrażeniem było zaspokojenie. Mimo niewielkich braków, w Social Media Start znalazłem wiedzę, jakiej szukałem. Czuję, że mam siłę, umiejętności, a także wiedzę, by zabrać się za ten cały bajzel i dobrze nim pokierować. A o to chodziło. Z książkami Kominka nie jest tak, że raz przeczytane, odkłada się je na półkę by nigdy więcej do nich nie zajrzeć. Ja korzystam z nich cały czas. A nowe maleństwo właśnie dołączyło do starszych braci.