Rozmawiajmy

Czas czytania
7 minut
Jeśli ktoś zapytałby mnie, co moim zdaniem jest główną przyczyną problemów w związkach — a że nikt jakoś się nie kwapi, to właśnie robię to sam — to po trzech nanosekundach namysłu odpowiedziałbym: bo ludzie nie potrafią ze sobą rozmawiać.

A doprecyzowując: nie potrafią rozmawiać ze sobą o rzeczach ważnych; ważnych z punktu widzenia związku, rzecz jasna. Nie, że nie gadają ze sobą o problemie głodu w krajach Trzeciego Świata, czy coś w tym stylu.

Podam wam przykład: mamy z Aldonką taką znajomą parkę. Świetnie do siebie pasują, wspaniale się dogadują, a na dodatek długodystansowcy, bo są razem ładnych parę lat; normalnie nic tylko rzygać tęczą na ich widok, tacy są słodcy. ALE! Kompletnie, ale to tak absolutnie-kompletnie nie potrafią ze sobą rozmawiać o ważnych rzeczach. Powiem więcej: oni w ogóle nie rozmawiają ze sobą o ważnych rzeczach. Jeśli w ich związku pojawia się taka kwestia — nie wiem, jedno bardzo źle czuje się z tym, w jaki sposób zaczyna zachowywać się to drugie — to po prostu ją przemilczają. Ale hej, to że o niej nie rozmawiają wcale nie oznacza, że ta kwestia magicznie znika; wręcz przeciwnie. Ona powoli kumuluje się w ich wnętrzach, ciążąc i doskwierając im coraz bardziej, aż w końcu bum!

Naczynie pęka, jad się wylewa, a to wszystko w akompaniamencie przykrych i zupełnie zbędnych słów oraz podniesionych głosów.

A przecież wystarczyło porozmawiać

 

Niestety, to nie takie proste.

Aby można było mówić o sensownej rozmowie, a nie tandetnej wymianie zdań jak przy niedzielnym obiedzie u babci, warto pamiętać o kilku rzeczach.

Po pierwsze, SŁUCHAJCIE SIEBIE NAWZAJEM! Serio, jeśli rozmawiacie o czymś ważnym, poświęćcie partnerowi swoją pełną uwagę. Nie może być tak, że najpierw mówi jedno, później drugie, a potem to już zbijacie piątkę i idziecie być wkurzeni na siebie gdzie indziej; nie o to chodzi. Musicie słuchać partnera, a to oznacza, że także reagować na jego wypowiedź: dopytywać, wyjaśniać, tłumaczyć; słowem — uczestniczyć w tej rozmowie. W końcu na tym ona polega, prawda?

Następna rzecz — bądźcie ze sobą szczerzy. I nie mam na myśli wyłącznie mówienia prawdy; tą kwestię uznaję za oczywistą. Szczerość to dla mnie również pełna otwartość; mówienie otwarcie o tym, co gryzie mnie tam głęboko w środku, co nie daje mi spać. Jeśli będziecie zatajać te najważniejsze kwestie, bo boicie się reakcji partnera, to taka rozmowa nie ma sensu — bo te rzeczy wciąż gdzieś tam w was kisną. Wyrzucajcie z siebie wszystko, bo czasem drobna kwestia, która zatruwa wam życie, może zostać załatwiona w pięć minut.

Po trzecie: empatia. Na nic zda się całe to słuchanie siebie nawzajem i bycie szczerym, jeśli zabraknie między wami empatii. Bo tak w gruncie, co mi z tego, że słucham partnera i jestem wobec niego absolutnie szczery, jeśli w dalszym ciągu upieram się jak osioł przy swojej racji i nie chcę dopuścić do siebie myśli, że ktoś może mieć inne zdanie na jakiś temat. Okazywanie empatii nie jest łatwe, bo dla większości z nas przyznanie racji drugiej osobie to wysiłek równy samotnej wędrówce na Mount Everest. Zimą. W samych majtkach. Ba! Cały tekst o tym napisałem! Ale nie o przyznawanie racji chodzi. Empatia polega na wczuciu się w skórę drugiej osoby i spojrzeniu na daną kwestię z jego/jej punktu widzenia. Dopiero wtedy jesteśmy w stanie zrozumieć, na czym polega problem i wypracować jego rozwiązanie.

Autorem zdjęcia jest Alex Ivashenko | UnSplash

Rozmowa dla związku

 

Jest niczym woda utleniona dla skaleczeń. Pamięta jeszcze ktoś wodę utlenioną?

Taki specyfik stosowała moja babcia jeszcze w czasach, gdy na nogach miałem więcej strupów niż włosów, a do określenia wieku wystarczała mi jednocyfrowa liczba. Przez pierwsze kilka sekund po użyciu szczypało jak cholera, ale później przyjemnie chłodziło ranę i — co najważniejsze — zapobiegało infekcji.

Tak samo jest ze szczerą rozmową w związku. Może zaszczypać, a nawet zaboleć, i na pewno nie jest łatwa, ale w dłuższej perspektywie przynosi ukojenie i zapobiega konfliktom. Skąd o tym wiem?

Powiem tak: nie pamiętam kiedy ostatnio mieliśmy z Aldonką jakąś poważną kłótnię; i przez „poważną” mam na myśli to, że podnieśliśmy na siebie głos albo byliśmy na siebie obrażeni dłużej niż dwie godziny. Wszystko dlatego, że przyzwyczailiśmy się do rozmawiania ze sobą szczerze o rzeczach, które są dla nas ważne od razu. Jeśli pojawia się kwestia, która nie daje mi spokoju, to nie czekam z nią do ostatniej chwili, gdy już muszę ją z siebie wyrzucić bo inaczej zwariuję; nie. Staram się pogadać o tym jak najszybciej, ponieważ wiem, że im dłużej zwlekam z rozmową, tym bardziej zatruwam życie sobie i Aldonce. A przecież to ostatnia rzecz, jakiej chcę.

Nie oznacza to oczywiście, że nie kłócimy się ze sobą w ogóle; nic z tych rzeczy. Drobne i większe sprzeczki zdarzają nam się całkiem często. Nawykliśmy jednak do wyjaśniania tych poważniejszych kwestii jak najszybciej, bo wychodzimy z założenia, że lepiej żyje nam się ze sobą w zgodzie.

Nie oznacza to również, że zawsze tak było. Początek naszej znajomości był najbardziej burzliwym jej okresem (może to właśnie wtedy wykłóciliśmy się o wszystko?). Kłóciliśmy się bardzo często, ale jeszcze częściej unikaliśmy rozmów na ważne tematy. Zwłaszcza ja unikałem — sądziłem wtedy, że jeśli obnażę się przed Aldonką i ujrzy ona moje „prawdziwe oblicze”, to nie będzie w stanie go zaakceptować i się rozstaniemy. A ja tak bardzo nie chciałem się z nią rozstawać :)

Z czasem zauważyliśmy, że rozmawianie ze sobą szczerze i otwarcie przynosi dużo dobrego; nawet, jeśli rozmowy te nie należą do łatwych i przyjemnych, i czasem nie możemy po nich na siebie spojrzeć. Zrozumieliśmy, że powstrzymywanie się przed mówieniem sobie o rzeczach, które leżą nam na sercu nie ma sensu; że musimy komunikować sobie nawzajem swoje potrzeby i wypracowywać kompromisy. I wiecie co?

Kurcze, naprawdę dobrze nam ze sobą :)

Autorem zdjęcia jest Alex Iby | UnSplash

Rozmowa dla siebie

 

Umiejętność rozmawiania z partnerem szczerze ma jeszcze jedną zaletę — można wykorzystać ją do własnych niecnych celów i użyć jako katalizatora dla swoich uczuć i problemów :) Już tłumaczę, o co chodzi.

Miewacie w życiu momenty, że czujecie się tak, jakby świat wokół przestał mieć jakikolwiek sens, a wy tkwicie w samym środku tego bezsensu i nie macie pojęcia, co dalej? Cóż, mi takie momenty zdarzają się dosyć często; przy czym muszę zaznaczyć, że nie są one jakimś poważnym załamaniem nerwowym, a raczej wynikiem połączenia naprawdę złego nastroju z jakimś niepowodzeniem.

Zanim poznałem Aldonkę, nie miałem nikogo z kim mógłbym w takich momentach szczerze i otwarcie porozmawiać. W dodatku my, faceci, nie jesteśmy dobrzy w takie rzeczy. Od najmłodszych lat wpaja się nam, że musimy być twardzi, że okazywanie swoich uczuć to oznaka słabości i że płaczą tylko dziewczynki. Ciężko jest nam później, mając z tyłu głowy wszystkie te „zasady”, usiąść i pogadać otwarcie o tym, co dzieje się w naszych głowach.

Kiedy zacząłem spotykać się z Aldonką, czułem, że z nią mogę o takich rzeczach rozmawiać; cholernie się tego bałem, a jednocześnie bardzo tego potrzebowałem. I w końcu zacząłem to robić. Z początku ostrożnie i powściągliwie, z czasem coraz odważniej, śmielej, zacząłem mówić o tym, jak pewne rzeczy wpływają na moje samopoczucie, jakie emocje wywołały we mnie konkretne sytuacje, słowem: zacząłem mówić o swoich problemach. I bardzo szybko zauważyłem, że te rozmowy bardzo pozytywnie wpływają na to, jak się czuję.

Nie tylko „wyrzucałem” z systemu rzeczy, które ciążyły mi na sercu; zauważyłem też, że czasem już na etapie formułowania wypowiedzi bardzo często sam zdawałem sobie sprawę, jak idiotycznie brzmi to, co chcę powiedzieć, i że niemądrze było się tym zamartwiać. Wiecie, bo to jest trochę tak, że póki problem siedzi w naszej głowie, to trudno jest znaleźć jego rozwiązanie. Nasz, a przynajmniej mój mózg, wcale nie pomaga, bo zamiast szukać rozwiązania, tylko zapętla myśl, że istnieje problem, że to jest naprawdę wielki problem, i że życie jest do dupy, bo mam problem. W moim przypadku, samo „wypowiedzenie” tego problemu na głos, do drugiej osoby, czasem podsuwa jego rozwiązanie, a w najgorszym razie uzmysławia, że to wcale nie jest taki straszny problem i przy odrobinie wysiłku mogę sobie z nim poradzić.

Posiadanie takiej osoby w swoim życiu — osoby, która cię wysłucha — to skarb :)

— — —

Kończąc ten tekst, chciałbym zostawić was z jedną myślą: że niezależnie od tego, co dzieje się waszym związku, warto rozmawiać. Nie przyjmujcie ślubów milczenia, jeśli wasz partner zrobił coś głupiego i nawet nie zdaje sobie z tego sprawy; być może nawet nie wie, co takiego zrobił. Rozmawiajcie ze sobą, nawet jeśli w tym momencie wydaje się to być ostatnią rzeczą, jaką powinniście zrobić.

Szczera i otwarta rozmowa potrafi zdziałać naprawdę wiele :)

 

___

Autorem zdjęcia w nagłówku jest Korney Violin | UnSplash