Słyszeliście o Airbnb?

Bo hotelom, motelom i hostelom mówimy stanowcze NIE.

Ile razy do roku wyjeżdżasz na wakacje? Jeden? Dwa? Cztery? A może ani razu? Zakładam, że jeśli ten tekst trafił właśnie do przeciętnego Kowalskiego, to przynajmniej raz. Tak, jak bozia przykazała: w lipcu, nad Bałtyk, w największy tłok i najniższe temperatury. Najchętniej do znajomego pensjonatu „Dzika Róża”, w którym meble otrzymały grand prix wystawy „Tchnienie PRLu” w 1984 roku, oraz gdzie rachunek za weekendowy wypad z dziewczyną opiewa na bagatela trzysta polskich złotych. Przynajmniej powietrze masz wliczone w cenę. Możesz więc westchnąć spokojnie, z łezką w oku sięgając do kieszeni po portfel.

A co, jeśli za równowartość kwoty wydanej na nocleg w pensjonacie u Pani Krystynki, ten weekend możesz spędzić gdzie indziej? W fajnym mieszkaniu, którego meble nie trącą latami osiemdziesiątymi XX wieku, i którego właściciel chętnie doradzi ci, gdzie wyjść wieczorem i gdzie dobrze zjeść? Na przykład w pięknej Lizbonie?

 

 

Wydaje się niemożliwe? A słyszałeś o Airbnb?

Pewnie nie, i wcale ci się nie dziwię, bo w Polsce ta usługa jeszcze raczkuje. Ja dowiedziałem się o niej od Jasona Hunta (ówczesnego Kominka), a swoje trzy grosze dorzucił jeszcze Andrzej Tucholski. I gdyby nie chłopaki, to prawdopodobnie podróżując po USA nie wylądowałbym w mieszkaniu na czternastym piętrze wypasionego apartamentowca, płacąc przy tym śmieszne 40 dolarów za noc. Prawdopodobnie nie mieszkałbym także w jednej z najmodniejszych dzielnic Nowego Jorku, a plan mojej wyprawy po Stanach, ze względu na konieczność płacenia hotelowych cen, zostałaby mocno okrojony. Prawda jest taka, że wszystkie noclegi rezerwowałem właśnie za pośrednictwem Airbnb. I chociaż w moim przypadku nie obyło się bez zgrzytów, to i tak polecam wam przyjrzeć się bliżej tej usłudze.

Ale o co to całe zamieszanie?

 

AIRBNB W PIGUŁCE

 

Zasada działania usługi jest prosta niczym złapanie Bulbozaura w Pokemon Go: prywatne osoby wynajmują swoje prywatne włości ludziom, którzy chcą je wynająć. Koniec!

Gospodarzem, czyli najemcą, może zostać każdy. Nie wymagana jest do tego własna działalność gospodarcza ani pozwolenie z sanepidu. Dla wynajmującego oznacza to jedno: skoro za wynajem nie płacisz firmie, tylko osobie prywatnej, to do ceny nie jest naliczany podatek. Podatek płacisz za usługę świadczoną przez Airbnb, ale są to śmieszne pieniądze. Między innymi dlatego nocleg za pośrednictwem tej strony jest zazwyczaj o połowę tańszy, niż wynajęcie pokoju w hotelu ulicę obok. Na czym polega cały biznes?

Na świecie jest tysiące ludzi, którzy z jakiegoś względu mają wolne miejsce w domu: czy to studentka, wyjeżdżająca na wakacje do pracy i wynajmująca mieszkanie odziedziczone po rodzicach na czas swojej nieobecności; czy to młode małżeństwo, które nieużywaną piwnicę w nowym domu aranżują na małe mieszkanko, by później wynajmować je podróżującym i tym samym dorabiać do spłaty hipoteki; czy też starszy człowiek, który pragnie trochę towarzystwa, a jego wielki dom posiada mnóstwo niezamieszkałych pokoi. Dla jednych Airbnb to okazja na zarobienie dodatkowych pieniędzy, dla innych natomiast, szansa na spotkanie nowych ludzi - motywów może być wiele. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy jeden z moich gospodarzy okazał się być młodym doktorem w prestiżowym szpitalu Johna Hopkinsa, który z nudów wynajmował pokój swojego nieobecnego współlokatora. Tak, to właśnie on był właścicielem apartamentu na czternastym piętrze. Apartamentu z takim widokiem

 

 

No dobra, wiecie już, jak to działa. To może warto dowiedzieć się

 

JAK Z TEGO KORZYSTAĆ?

 

Na początku będziesz musiał się postarać o konto. Zakładanie konta na Airbnb to raczej standardowy proces, z tą różnicą, że usługodawca wymaga kilkustopniowej weryfikacji tożsamości. Musisz potwierdzić swój adres e-mail oraz numer telefonu, a w niektórych przypadkach możesz zostać poproszony o przesłanie zdjęcia dokumentu potwierdzającego twoją tożsamość. Dlaczego tylko w niektórych przypadkach? Szczerze mówiąc: nie wiem. Kiedy ja zakładałem swoje konto, system wyświetlił komunikat o konieczności dodatkowej weryfikacji. Kolega obok, który robił to samo, w tym samym czasie, nie został o to poproszony. Może zobaczyli, żem bloger, i dlatego....

Konto założone, możesz więc zacząć szukać swojego lokum. Powiedzmy, że ciebie interesuje coś na weekend w Barcelonie. Ustalasz więc cenę, ramy czasowe oraz typ akomodacji (pokój, mieszkanie itd.) a twoim oczom ukazuje się lista dostępnych ofert oraz mapa z zaznaczonymi na niej pozycjami mieszkań. Wybierasz to, które odpowiada ci najbardziej, czytasz ofertę i rekomendacje gospodarza, a później klikasz magiczny przycisk «rezerwacja natychmiastowa» lub... «Poproś gospodarza o rezerwację».

Tak, na Airbnb gospodarz może odrzucić twoją prośbę. Mi zdarzyło się to kilkakrotnie, z nie zawsze znanych mi do końca przyczyn. Problem jednak polega na tym, że niezależnie od sposobu rezerwacji (natychmiastowa lub prośba), płatność będziesz musiał zrealizować od razu. W przypadku prośby o rezerwację jest to o tyle niewygodne, że twoje pieniądze znikną z konta bez gwarancji, że zostanie ona zaakceptowana. Co więc jeśli gospodarz nie zaakceptuje twojej prośby? Trzeba będzie czekać na zwrot, a wiadomo, jak jest ze zwrotami. U Airbnb jest z tym jeszcze gorzej... Ale o tym później.

W przypadku Polski, płatności dokonuje się przy użyciu karty kredytowej lub PayPala - to kolejna wada, bo w Polsce PayPal też raczkuje, a najpopularniejszymi kartami są debetowe. Airbnb informuje, że system może zaakceptować wiele debetówek, które zadziałają jako kredytówki, ale «wiele» oznacza tylko tyle, że nigdy nie masz pewności czy system przyjmie akurat twoją. W USA byłem w posiadaniu dwóch identycznych kart debetowych w walucie amerykańskiej, a zadziałała jedna z nich (???).

Kolejna ważna informacja: przy użyciu Polskiego konta, płatności można dokonać tylko w Euro. System nie przyjmuje złotówek, mimo że w ofertach ceny wyświetlane są w PLN. Do każdej kwoty należy więc doliczyć koszty przewalutowania; najlepiej jednak płacić w Euro.

 

DLACZEGO WARTO KORZYSTAĆ Z AIRBNB?

 

Mimo że system płatności Airbnb daleki jest od ideału, zwłaszcza dla polskiego klienta, to wciąż uważam, że warto z niego korzystać. Koszty przewalutowania nie są wysokie, a zatem i ceny pozostają bardziej atrakcyjne niż te oferowane przez hotele i tym podobne. Jednak to nie korzyści finansowe stanowią o sile usługi.

Główną zaletą Airbnb są absolutnie niesamowite miejsca, do jakich możesz dzięki niej trafić. Często dzieje się tak, że gospodarzami okazują się właściciele letnich rezydencji położonych w jakiś super egzotycznych miejscach. Rezydencji! W egzotycznych miejscach! Nie twierdzę, że wynajem takiej chaty będzie tańszy niż wakacje w pensjonacie nad Bałtykiem, ale i tak zapłacisz ułamek ceny hotelu położonego w tym samym miejscu, oferującego podobny standard.

 

 

Podoba mi się również to, że wynajmując mieszkanie na Airbnb masz do czynienia z normalnym człowiekiem, a nie nierozgarniętym managerem hotelowym czy znudzoną na śmierć recepcjonistką. Gospodarze to najczęściej po prostu fajni ludzie, którzy dołożą wszelkich starań aby uczynić twój pobyt w ich domu bardziej atrakcyjnym. Jako rodowici lokalsi zaoferują nieocenione porady odnośnie tego, gdzie można dobrze zjeść, czy też co warto zobaczyć w okolicy. Zdarza się, że zafundują ci darmową wycieczkę po mieście, albo zaoferują podrzucenie na lotnisko. A w razie sytuacji kryzysowej pomogą, zamiast wystawić rachunek za pokrycie szkód.

Ja miałem to szczęście i trafiałem na gospodarzy, którym naprawdę zależało, żebym dobrze się u nich bawił. Choć w mieszkaniach spędzałem tylko noce i poranki, zawsze mogłem liczyć na ich pomoc; kiedy wygodniej było mi zameldować się szybciej, lub gdy chciałem zostawić walizki na dłużej, by wykorzystać jeszcze dzień na zwiedzanie. Wszyscy oni przyczynili się, że pod względem noclegowym mój wyjazd był bardzo udany, a moje doświadczenie z Airbnb—dobre.

Dlaczego nie idealne?

 

JAKIEŚ WADY?

 

Jak mówi stare przysłowie, jeśli nie wiesz o co chodzi, to chodzi o kasę. I tak właśnie było w moim przypadku.

Pokłóciłem się z Airbnb o pieniądze, i to dwa razy. Pierwszy raz, kiedy gospodarz odrzucił moją prośbę o rezerwację i musiałem czekać na zwrot. Czekałem dwa tygodnie, co wystarczyło, aby te tańsze i ładniejsze oferty noclegów np. w Bostonie czy Waszyngtonie uciekły mi sprzed nosa. Czekałem, bo gdy gospodarz odrzucił moją ofertę, Airbnb nie wysłało do mojego banku informacji o anulowaniu transakcji. W przypadkach, kiedy transakcja jest «zawieszona», bank zobowiązany jest czekać czternaście dni roboczych, i dopiero po upływie tego czasu może odmrozić pieniądze na koncie. Airbnb stwierdziło, że to nie ich wina, i że być może nawalił PayPal, którego użyłem do płatności. PayPal równie skutecznie wyparł się zarzutów. Na tej pomyłce straciłem jakieś 50 dolarów.

Drugi raz był jeszcze dziwniejszy. Przy rezerwacji natychmiastowej otrzymałem komunikat, że w wyniku błędu systemowego moja płatność nie może zostać zrealizowana. Saldo na koncie miało jednak inne zdanie: pieniądze zniknęły. Nie dostałem żadnego potwierdzenia dokonania płatności, czy potwierdzenia rezerwacji noclegu. Nic. Cisza. Piszę więc do Airbnb, a jedyną opcją kontaktu jest ich konto na Twitterze, oczywiście amerykańskie. (W Polsce funkcjonuje jakaś infolinia, ale nie miałem okazji przekonać się o jej skuteczności). Po krótkim wyjaśnieniu pokłonili się w pas i z wyrazami głębokiego ubolewania oddali pokornie zabraną kwotę. Pomniejszoną o sześć dolarów, czyli koszty przewalutowania. Chlip.

 

 

 

———

 

 

 

Mimo kilku braków i niedociągnięć, wciąż uważam, że Airbnb to lepsze rozwiązanie na rezerwację noclegu, niż hotel; w przyszłości na pewno skorzystam jeszcze z ich usług.

Ktoś z was słyszał/korzystał z Airbnb?