Syndrom Kobiety Zdobytej

Trochę o kobietach, trochę o mężczyznach. I o mężczyznach z kobietami.

Jest noc, jesteś w klubie. Niczym myśliwy tropiący zwierzynę, lustrujesz spojrzeniem otoczenie w poszukiwaniu zdobyczy. Stojąc przy barze ze szklanką whisky w dłoni, obserwujesz stłoczone na parkiecie ciała wijących się w tańcu kobiet. Naprawdę się starają. Robią make-up i układają włosy, zakładają krótką spódniczkę, mimo że na dworze temperatura spadła poniżej zera. Buty na absurdalnie wysokim obcasie wystawiają ich stopy oraz mięśnie nóg na ekstremalną próbę. Co z tego! Ważne, że fantastycznie podkreślają tyłek. Nie rezygnują więc ze szpilek, cierpieć będą jutro. Dzisiaj są królowymi parkietu.

Wypiłeś kilka drinków. Wystarczająco dużo, żeby się rozluźnić i wejść do akcji. Namierzasz cel: średniego wzrostu blondynka w małej czarnej. Atakujesz.

Wszystko zmierza w dobrym kierunku. Zaczepiasz ją delikatnie w tańcu, dajesz wyraz swojemu zainteresowaniu. Tańczycie, ona zerka na ciebie co chwilę. Koleżanka, z którą przyszła, robi wszystko, żeby odwrócić jej uwagę. Koleżanka wie, po co się tu zjawiłeś. Blondi jednak nie może oderwać od ciebie wzroku. Podchodzisz, bierzesz za rękę i schodzicie z parkietu. Rozmawiacie przy barze i czujesz, że jest twoja. Zaiskrzyło, bang. Wracacie na parkiet, żeby trochę poszaleć. W trakcie krótkiego, intensywnego momentu, podczas którego wpatrujecie się sobie głęboko w oczy, nachylasz się i delikatnie ją całujesz. Chwilę później siedzicie w taksówce w drodze do jej mieszkania.

Ubrania spadają z was szybciej niż poparcie PO w zeszłorocznych wyborach. Rozgrzani i rozemocjonowani rzucacie się na siebie w porywie namiętności i... Okazuje się, że twoja zdobycz posiada Syndrom Kobiety Zdobytej.

CZYM JEST SKZ?

Syndrom pojawia się u kobiety zdobytej przez mężczyznę (sic!) w sposób opisany powyżej, lub też w jakikolwiek inny w jakiejkolwiek innej sytuacji towarzyskiej i wyraża się on w przeświadczeniu kobiety o braku konieczności angażowania się w stosunek seksualny po tym, jak została zdobyta. Jak prościej ująć tą skomplikowaną definicję? Podążając tropem myślowym kobiety: „Dałam ci się «zaciągnąć» do łóżka. Spraw, żebym tego nie żałowała”.

Jakże irytująca i gasząca ogień między dwojgiem ludzi jest bierność partnera w łóżku! Jak beznadziejnie zdołowani czujemy się gdy wychodzi na jaw, że cała namiętność i napięcie seksualne, które doprowadziły nas do tego momentu, ulatniają się, zastąpione przez zimne wyrachowanie. Gdzież, och, gdzież podziała się się ta namiętność? Ale serio, skąd w kobiecie przeświadczenie, że samo otwarcie przed mężczyzną swojej przystani rozkoszy wystarczy? I że to rolą mężczyzny jest zająć się «całą resztą»? To tak, jakby zgadzając się na seks z mężczyzną, kobieta w jakiś sposób wyświadczała mu przysługę. Bo to on jest samcem, to on posiada ten zwierzęcy popęd, karzący mu uganiać się za panienkami w poszukiwaniu seksualnych doznań. Przecież tylko mężczyzna czerpie przyjemność z seksu, prawda? To ON jest TYM ZŁYM.

Przypomina mi się scena z filmu „Nic Śmiesznego” z Cezarym Pazurą, w której podczas jednego ze swoich romantycznych wojaży (a może raczej seks-randek) wylądował w łóżku z ciemnowłosą kobietą. On okazjonalnie próbuje zainicjować stosunek, jednak za każdym razem zostaje odpychany. W końcu kobieta bierze jego dłoń pod kołdrę, po czym zaczyna masturbować się jednym z palców (jednym?). Jego rola w «akcie seksualnym» zostaje zredukowana do użycia tylko jego palca. Co więcej, Adaś nie wykonuje żadnych ruchów; przeciwnie, ciało leży bezwładnie, szarpane konwulsyjnie przez kobietę. Moim zdaniem sytuacja, kiedy mężczyzna uprawia seks z kobietą dotkniętą SKZ wygląda tak samo: palec zamieniamy na penis i voila! Życie naśladujące sztukę! Jest nawet gorzej, bo to on musi się starać, proponować, „szarpać”. Dla kobiety, postać mężczyzny sprowadza się do jego członka. To tak, jak gdyby był on chodzącym dildo!

SKĄD BIERZE SIĘ SYNDROM KOBIETY ZDOBYTEJ?

I dlaczego kobiety dotknięte SKZ uważają, że nie muszą angażować się w stosunek? Cóż, psycholog ze mnie żaden, a i ten blog nie przypomina Kwartalnika Skrzywień i Odchyleń Społecznych. Wydaje mi się jednak, że przyczyn należy doszukiwać się w demonizowaniu seksu dla przyjemności i określaniu go jako domeny mężczyzn. Przekonanie cokolwiek dziwne, jednak mające swoje podłoże w zupełnie innej prawdzie ludowej: mężczyzna uprawiający seks z dużą ilością kobiet = ogier, samiec alfa; kobieta uprawiająca seks z dużą ilością mężczyzn= dziwka. Podążając tym rozumowaniem, niewiasta ulegająca dopiero co poznanemu dżentelmenowi nie jako sama wymierza sobie policzek w twarz i przyszywa łatkę zdziry. Uważam, że zarówno mężczyźni i kobiety mają prawo decydować o tym, jak dużo partnerów seksualnych chcą mieć. Tak samo brzydzi mnie kobieta, która rozdaje swą cnotę na lewo i prawo, jak i mężczyzna pieprzący wszystko co popadnie. Wracając jednak do tematu...

Drogie Panie! Namiętność powinna wychodzić z obu stron. Owszem, jak w tańcu, to mężczyzna powinien prowadzić. Miło jednak, a i cholernie podniecająco robi się, kiedy to kobieta pokazuje pazur. Kiedy buntuje się i mówi: „Nie! Teraz weź mnie od tyłu!”. Kiedy drapie, jęczy i pokazuje, jak bardzo jej się podoba. Kiedy wskakuje na górę i próbuje wbić naszą miednicę w podłogę. „ Haha!” zaśmieją się niektóre z Was, „a więc sprawcie, żebyśmy jęczały i chciały więcej”. „Dlaczego my mamy się starać, skoro to WY jesteście nudni?” zapytacie. Otóż rozumując w ten sposób, wpędzacie siebie, a przy okazji i nas, w błędne koło. Oczekując tylko i nie angażując się sprawiacie, że najzwyczajniej w świecie tracimy zapał i zainteresowanie. No bo skąd wykrzesać w sobie namiętność, kiedy mam wrażenie, że posuwam dmuchaną lalę? Nasza utrata zapału wzmaga waszą bierność itd., itd., w efekcie czego równie dobrze każde z nas mogłoby się zająć samym sobą. Niektórzy seks określają mianem „kochania się” lub „uprawiania miłości”, co sugeruje, że istotnym elementem w całej tej układance jest uczucie. Niekoniecznie musi to być miłość, chociaż uważam, że wtedy seks jest najlepszy; może to być zauroczenie, zaintrygowanie lub fascynacja ciałem tej drugiej osoby. Dodajemy do tego pasję i namiętność oraz chęć doznania przyjemności, a także aktywne angażowanie się i mamy receptę na upojną noc.

Syndrom Kobiety Zdobytej nie musi koniecznie odnosić się do jednorazówek, może równie dobrze pojawić się w późniejszej fazie związku. Ba! Nie musi także odnosić się wyłącznie do kobiet (chociaż badania amerykańskich naukowców wykazują, iż zdecydowanie częściej dotyka on kobiet niż mężczyzn). Tak, tak, Panowie! Wam także zdarza się leniuszkować w łóżku. A później wielkie zdziwienie i „jak ta suka mogła mnie zdradzić?”.

 

———

 

A więc Jasiu, jeśli znalazłeś kobietę, która z fiuta robi twister a z łóżka wychodzisz podrapany jak po przejściu przez wybieg dla tygrysów, ożeń się z nią. A ty Małgosiu, jeśli znalazłaś faceta, który wali mocniej niż młot pneumatyczny a po seksie nie możesz chodzić przez dwa dni, wyjdź za niego. I żyjcie długo i szczęśliwie.