Telewizja upadła

Zawiadamia się wszystkich obywateli Rzeczpospolitej Polski, przebywających w kraju, jak i poza jego granicami, że dnia 27.04.2016, o godz. 21.00, ja, niżej podpisany, ogłaszam upadek telewizji.

W nie-tak-odległej-przeszłości miałem nieprzyjemność zaznać goryczy częściowej utraty zdrowia. Bozia pokarała, i wskutek kontuzji kolana wylądowałem na stole operacyjnym, by następnie dowiedzieć się, że przez następne osiem tygodni kategorycznie zabrania mi się chodzenia o własnych siłach. Osiem tygodni dla kogoś, kto tygodniowo biegając, jeżdżąc na rowerze i katując się na wiele innych sposobów pokonuje prawie 100 km, to jak odsiadka w Guantanamo. Jednak brak możliwości swobodnego poruszania się pobudza kreatywne myślenie i zmusza do znalezienia innych sposobów na zapewnienie sobie rozrywki. Włączyłem więc telewizor.

Nie chodzi o to, że jestem jakimś wielkim przeciwnikiem tego medium. Telewizja na stałe wpisała się w krajobraz życia przeciętnych Kowalskich na całym świecie (za wyjątkiem obszarów, gdzie obraz emitowany na ekranie czegokolwiek wywołuje postrach i ogólnoplemienną panikę), a oglądanie jej to sposób na relaks czy też zabicie czasu w oczekiwaniu na kolejny zasiłek. Posiadanie telewizora, niegdyś symbolu luksusu i dobrobytu, już na nikim wrażenia nie robi; co więcej, w siłę rośnie trend typu jedno 'pudło' na członka rodziny. Nie mam zamiaru ściemniać: ja też oglądam telewizję. Naiwnie wierzę jednak, że znacznie bardziej ostrożnie niż reszta świata.

Odkąd utrzymuję się samodzielnie i nie mieszkam z rodzicami, z telewizją mam tyle do czynienia, co prezydent Komorowski ze słownikiem poprawnej polszczyzny. Filmy? Seriale? Zatoka piratów oferuje dużo więcej, niż jakikolwiek kanał telewizyjny. Zresztą, czas między szychtą w kopalni a studiami i ogólnopojętym życiem studenckim wolę wypełniać snem. Lub seksem. Znalazłszy się jednak w tak niesprzyjającej sytuacji, zmuszony do powrotu na łono rodziny i prowadzenia bardziej wertykalnego stylu życiu pomyślałem, że może jednak warto odpalić 'okno na świat'.

MOŻE JEDNAK NIE

Nie wiem, czy to ze mną jest coś nie tak, czy może jakość programów spadła tak drastycznie, ale myślę, że obecnie telewizję robi się dla ludzi z IQ oscylującym na poziomie maksymalnej dopuszczalnej prędkości w terenie zabudowanym. Weźmy na początek te najpopularniejsze kanały, czyli jedynki, dwójki, polsaty i inne 'tefałeny'. Telewizja publiczna to w głównej mierze wiadomości i transmisje mszy świętej z Jasnej Góry. Oprócz kultowego Jeden z Dziesięciu i okazjonalnych 'przyrodników' BBC, które miażdżą system zdjęciami, nie ma czego tam szukać. Pozostałe dwie telewizje, zaciekle bijące się w wymyślaniu coraz to durniejszych show to jedna wielka porażka. Ja rozumiem, że 'hajs się musi zgadzać', i angażowanie para-aktorów do para-produkcji to świetny interes ale, cholera, jedyne, czego można się później spodziewać, to najwyżej para-produktu! Wyniki oglądalności tych programów to dla mnie zagadka nie mniejsza niż optymalizacja wtyczek w WordPressie.

OK, teraz czas na telewizje tematyczne. Dajmy na to, kanały dokumentalne. W tej chwili to już raczej para-dokumentalne, bo wszystko jest tak 'amerykansko' nacechowane emocjami, że nie da się tego oglądać. Nagle bycie drwalem albo kierowcą ciężarówki urasta do rangi śmiertelnie niebezpiecznego zawodu, w którym każdy patyk albo kałuża na drodze są żądne twojej krwi. Każde, nawet z pozoru proste zadanie może skończyć się śmiercią lub trwałym kalectwem, a w trudnych sytuacjach tylko prawdziwi twardziele dają radę zachowując zimną krew. Ja rozumiem, że ludzie łakną emocji, dramatu, sensacji czy tragedii. Ale, cholera, sztuczne nasycanie emocjami rzeczy, które raczej wiele ich nie wzbudzają jakoś mnie nie przekonuje. Najbardziej idiotycznym ruchem wykazało się swego czasu Discovery: program Instynkt Przetrwania nie przyciąga wystarczającej liczby widzów przed telewizory? Hej, pozbawmy uczestników garderoby i kręćmy Nagi Instynkt Przetrwania (sic!).

To nie koniec

Lecimy dalej. Kanały sportowe. Tu sprawa jest dużo bardziej indywidualna, bo są tacy, którzy jak urzeczeni śledzić będą poczynania setki facetów w obcisłych wdziankach, popylających na rowerkach, inni zaś z zapartym tchem dopingować będą wydające z siebie mocno podejrzane dźwięki tenisistki. Bądź też tenisistów. Sam lubię popatrzeć, jak Valentino Rossi i spółka nawijają kółko za kółkiem na swoich maszynach, i chociaż dla moich znajomych wydaje się to nudniejsze niż fabuła M jak Miłość, to ja odnajduję w tym przyjemność. Telewizje sportowe zostawiam więc w spokoju. Co teraz? O, wiem! Kanały 'muzyczne'.

Słowo 'kanał' bardziej niż gdziekolwiek indziej w tym tekście pasuje jako określenie takich telewizji, jak MTV czy 4fun, bo i poziom trzymają bezdennie niski. Nie wiem, jakim prawem zalicza się je do kategorii 'muzyka'. Muzyki to jest tam tyle, ile mięsa w kebsie z ulicznej budki. O tym, że lansuje się ciągle jednych i tych samych artystów już nawet nie wspomnę. OK, każdy ma swój gust muzyczny i co nie podoba się mi, może podobać się milionom innych osób, ale co z tego, skoro wybierając takie MTV zawsze trafiam na nastoletnie matki albo patologiczne ekipy intelektualnych straceńców. Nigdy jeszcze nie trafiłem na jakiś koncert albo listę przebojów. N-I-G-D-Y.

Możecie zasugerować, że są jeszcze przecież kanały filmowe. Racja, z tymże każdy z tych kanałów przygotowuje swój zestaw filmów, który następnie wyświetla przez, powiedzmy, tydzień, zmieniając tylko godziny emisji. Możecie powiedzieć: ależ jest od groma tych kanałów, więc zawsze można wybrać inny! Niby też prawda, ale nie każdy film podejdzie, a ponadto oglądanie filmu w środku dnia jakoś kłóci mi się z solarnym trybem życia. Jak dla mnie, to do dobrego odbioru zaistnieć muszą odpowiednie warunki, o które ciężko za dnia. Kanały filmowe jako element dziennej rozrywki odrzucam więc również. Co zostaje?

Kanałom 'lifestylowym' nie poświęcę ani chwili uwagi z jednej prostej przyczyny: nie istnieje żaden prezentujący atrakcyjny dla mnie styl życia. Koniec, kropka. Zostają kreskówki, TV Trwam i kanały informacyjne. Pierwszy z nich? Po oglądnięciu czegoś w stylu Wujcio Dobra Rada zdecydowałem, że takiego hardkoru nie ujebię. TV Trwam? Sorry, niewyTrwam! Wreszcie, kanały informacyjne. OK, może i wpadnie czasami jakiś ciekawy news, wydarzy się coś, na co warto zwrócić uwagę lub też coś, co zmusi do refleksji. I, na przykład, napisania tekstu na bloga. Ale przy natłoku innych, zdecydowanie śmieciowych informacji, wolę Internet i podejmowanie samodzielnych decyzji, który z newsów jest warty mojej uwagi.

W TELEWIZJI NIE ZNAJDZIESZ NIC CIEKAWEGO

Zaufaj mi. Been there, done that. A jeśli nie chcesz, sprawdź sam. I wróć tu potulnie z powrotem, żeby przyznać mi rację.