USA 2016 Trip: Philadelphia

Gdzie byłem, co widziałem i co TY musisz wiedzieć wybierając się do Philly.

 

Filadelfia. Miasto, którego nazwa na pewno obiła ci się o uszy. A czy potrafiłbyś wymienić chociaż jeden fakt z nim związany? Nie? Spokojnie, nie masz się czym martwić. Jeszcze trzy miesiące temu moja odpowiedź na to pytanie brzmiałaby zaskakująco podobnie. Dlatego właśnie nie mogłem się doczekać, aby zobaczyć Philly.

Jednym z założeń jakie przyjąłem podczas podróżowania było totalne wyłączenie trybu „nie spać, zwiedzać, zapierdalać”. Mądrzejszy o doświadczenia z przeszłości stwierdziłem, że nie chcę poznawać nowego miejsca w takim stylu. Nie dość, że jest to cholernie wyczerpujące, to na dodatek kompletnie pozbawione sensu: tak naprawdę wszystkie lokacje jakie się zaliczyło ogląda się dopiero później na zdjęciach. W domu. Uznałem, że ja wolę dać sobie pełną swobodę odnośnie tego gdzie i ile czasu chcę spędzić. Nie miałem też parcia na zobaczenie wszystkich «must-see» o jakich pisze się w przewodnikach. Uważam, że podróżowanie powinno być przyjemnością, a nie szaleńczą gonitwą za kolejną atrakcją. No chyba, że właśnie takie podróżowanie jest dla kogoś przyjemne. W takim razie sorry.

 

"Love Sculpture", prawdopodobnie najbardziej obfotografywany obiekt w mieście.

 

Z tego też względu decyzje o tym co robimy w danym dniu podejmowaliśmy niemalże na bieżąco. Krótka narada przy porannej kawie, szybkie ogarnięcie w jaki sposób możemy dostać się tam, gdzie chcemy, i voila. Koniec. Może i nie zobaczyłem wszystkiego co ma do zaoferowanie miejsce, które w danym momencie odwiedzałem, ale, szczerze mówiąc, nie jestem osobą której na tym jakoś specjalnie zależy. Nie zależy mi wyłącznie na wrażeniach wizualnych. Wolę poczuć klimat miejsca. Wtopić się w tłum i dać się ponieść. Posłuchać, co w trawie piszczy. Nie dla mnie wycieczki z przewodnikiem i kioskowe suweniry.

 

Reading Terminal Market

Reading Terminal Market

 

Chęć «poczucia» miasta błyskawicznie skierowała mnie do smakowicie pachnącego Reading Terminal Market. Miejsce to przypomina trochę taki polski bazar. Znaleźć można tam absolutnie wszystko, od produktów spożywczych i artykułów gospodarstwa domowego, po książki i rośliny doniczkowe. Mnie jednak interesowało jedno: jedzenie. RTM do zaoferowania ma jadłodajnie oferujące kuchnie całego świata. Kuchnia chińska? Alejka numer 4. A może jednak meksykańska? Nie ma problemu. Wybierać można do woli, a i opcji na żarełko starczyłoby spokojnie na dłuższy pobyt.

 

Reading Terminal Market

Reading Terminal Market

 

Słyszeliście kiedyś o filadelfijskim specjale noszącym nazwę cheesesteak? Sprawa nie jest zbyt skomplikowana, bo to w zasadzie bułka z drobno siekanymi kawałkami wieprzowiny z cebulką i roztopionym serem, jednak jakimś sposobem taka kanapka stała się lokalnym przysmakiem. Do tego stopnia, że wszystkie strony internetowe poświęcone miastu, a także sami jego mieszkańcy są zgodni: będąc w Filadelfii trzeba spróbować cheesesteaka. Gdzie dostaniesz najlepszego? W mieście liczą się tylko dwie knajpy oferujące filadelfijski specjał: Spataro's oraz DiNic's, obie zlokalizowane niedaleko siebie na Reading Terminal Market. Nam nie udało się dopchać do żadnej, bo każde podejście kończyło się informacją z kuchni, że czas oczekiwania w kolejce wynosi ponad godzinę. Kolejek boję się bardziej niż wizyt u dentysty, więc nie pozostawało nic innego jak zatopić smutki w wielkim, soczystym burgerze z restauracji obok.

 

Reading Terminal Market

Reading Terminal Market

 

Filadelfia odegrała ważną rolę w historii Stanów Zjednoczonych. Do czasu wybudowania Waszyngtonu to właśnie Philly było stolicą USA, a w tym budynku (Independece Hall) uchwalono Deklarację Niepodległości. Dużą zasługę w rozwoju miasta miał Benjamin Franklin, jeden z sygnatariuszy Deklaracji i całkiem łebski facet.

 

Independence Hall

Independence Hall

 

Nasi tu byli

Nasi tu byli

 

W mieście aż roi się od ważnych historycznie budynków oraz pomników upamiętniających wszelkiej maści bohaterów. Jakoś niespecjalnie miałem ochotę włóczyć się po wszystkich tych muzeach, bo: 1) jest ich w Filadelfii całkiem sporo, a; 2) wejście do każdego z nich to jakieś 20-25 dolarów amerykańskich. Za taką kwotę można spokojnie wszamać coś na mieście we dwójkę, albo dwa razy iść do Starbucks'a na średnią latte. Też we dwójkę.

 

Hej ty! Z aparatem! Chono tu.

Hej ty! Z aparatem! Chono tu.

 

Benjamin Franklin Parkway

Benjamin Franklin Parkway

 

A propos Benka Franklina: to właśnie jego imieniem ochrzczono jedną z głównych arterii miasta łączącą Downtown z jedną z najsłynniejszych lokacji Filadelfii, o której już za chwilę. To właśnie przy Benjamin Franklin Parkway natknąć się można na większość filadelfijskich muzeów, a jej główny punkt, Logan Square, to ogromne rondo zbudowane na kształt paryskiego Champs-Élysées.

 

Logan Square

Logan Square

 

Philadelphia Museum of Art

Philadelphia Museum of Art

 

I wreszcie jesteśmy. Philadelphia Museum of Art, jeden z najjaśniejszych punktów na mapie miasta. Jedno z największych muzeów sztuki w kraju, mieszczące ponad dwieście tysięcy eksponatów. Nie dla sztuki i eksponatów jednak turyści walą tłumnie pod jego bramy. O nie. Główną atrakcję muzeum stanowią bowiem jego... Schody. To na tych schodach właśnie, których nie sposób było uwiecznić na zdjęciu, swój poranny jogging kończył sam Rocky Balboa. Dlaczego nie mogę pokazać rzeczonych schodów na zdjęciu? Ano dlatego.

 

Taka sytuacja

Taka sytuacja

 

Pech chciał, że akurat w weekend, który wybraliśmy na odwiedzenie Filadelfii, w mieście odbywał się jeden z jego słynnych festiwali muzycznych, Made in America. Pisząc «w mieście», naprawdę mam na myśli samo miasto. Główna scena festiwalu została rozstawiona centralnie przed Muzeum Sztuki, szpecąc widok nie tylko na sam budynek, ale i na panoramę miasta widzianą ze szczytu schodów do niego prowadzących. Nie to, żebym był jakimś zagorzałym przeciwnikiem tego typu festiwali. Wręcz przeciwnie. Tylko dlaczego akurat wtedy, kiedy ja jestem w mieście!?

 

Panorama ze sceną festiwalu na pierwszym planie

Panorama ze sceną festiwalu na pierwszym planie

 

Nie mogłem więc wbiec po całych schodach w stylu Rockiego, bo część z nich odgrodzona została przez organizatorów festiwalu. Tak samo zresztą, jak pomnik rzeczonego pięściarza. Barierek, namiotów i wszechobecnych ochroniarzy nie udało się ładnie usunąć z kadru zdjęciowego, więc dałem trochę odpocząć aparatowi.

 

Schuykill Boathouse Row

Schuykill Boathouse Row

 

Chinatown Gate

Chinatown Gate

 

Zadziwiające jest to, że każde większe miasto w Stanach Zjednoczonych ma swoje Chinatown. W Filadelfii też można takie znaleźć, chociaż tutejsza chińska dzielnica to zaledwie trzy przecznice... Każde Chinatown natomiast to absolutna feeria zapachów. Najczęściej tych przykrych, bo dobiegających z np. wszechobecnych sklepów rybnych. I tylko dopisek fresh w nazwie sklepu skłania do refleksji, czy jego właściciele nie korzystali przypadkiem z Google Translate...

 

Zachód słońca przy Night Market

Zachód słońca przy Night Market

 

To, za co zdecydowanie polubiłem Filadelfię, to mnogość wydarzeń kulturalnych. Nasza wizyta zbiegła się w czasie z amerykańskim dniem pracy, czyli Labor Day, więc władze miasta postarały się o atrakcje nie tylko dla turystów. Oprócz wspomnianego wcześniej festiwalu Made in America, uczestniczyć można było w co najmniej trzech innych wydarzeniach. My zdecydowaliśmy się pojechać na Night Market, czyli żarełko!

Kilkadziesiąt foodtrucków z przeróżnym jedzeniem, do tego muzyka na żywo i fajna, undergroundowa atmosfera—yes, please! Na zdjęcia nie pozwoliły niestety warunki oświetleniowe i brak statywu, natomiast w zamian za to daję wam zachód słońca uchwycony na pobliskiej uliczce.

 

Schuykill Banks Boardwalk

Schuykill Banks Boardwalk

 

Idealnym zwieńczeniem dnia w Filadelfii jest wypad nad Schuykill Banks Boardwalk. Deptak nad jednym z kanałów wodnych przecinających miasto to dobre miejsce na odprężający spacer, a nawet krótką drzemkę na trawie w cieniu drzew.

 

 

 

———

 

 

 

Co do Filadelfii mam mieszane uczucia. Z jednej strony w mieście organizowanych jest dużo fajnych wydarzeń kulturalnych, dzięki czemu można poczuć lokalną atmosferę i wtopić się w tłum. Z drugiej strony, te bardziej turystyczne punkty na mapie miasta zawodzą. Kilka wybranych przez nas «must-see», które na zdjęciach powalało, w rzeczywistości okazało się nie wartą zachodu „atrakcją” rodem z przewodników dla seniorskich wycieczek z Niemiec. Trochę to niefajnie, bo w poszukiwaniu dzikich przygód na miasto wychodzi się zazwyczaj po zmroku, natomiast w dzień zalicza wszystkie turystyczne punkty. W Filadelfii jest tak, że tych turystycznych punktów nie ma za wiele, w związku z czym z utęsknieniem czeka się na wieczór.

Czy mogę zatem polecić Ci odwiedzenie Philly? Tak, właśnie dla tego wieczornego klimatu miasta. Fajnych, trochę hipsterskich miejsc jest bardzo dużo i każdy znajdzie coś dla siebie. Koniecznie spróbuj także żarełka, zwłaszcza na Reading Terminal Market.

Tak, dobrego żarełka nigdy za wiele.