USA 2016 Trip: Washington, D.C

Jak spotkałem Obamę

Do Waszyngtonu jechałem niesiony melodią intro serialu House of Cards. Jak przystało na prawdziwego psychofana serii, łudziłem się, że być może akurat wtedy kręcone będą zdjęcia do nowego sezonu i ja, «popularny» bloger z Polski, otrzymam VIPowską wejściówkę na plan i uścisnę rękę Kevinowi Spacey. Nic z tych rzeczy OCZYWIŚCIE się nie wydarzyło, co przełknąłem z goryczą pochlipując nocami skulony w kącie łazienki. Planu zdjęciowego nie było, Kevin gdzieś wyparował (prawdopodobnie z powodu upału, jaki panował w stolicy), a jedyna sławna osoba, z jaką zrobiłem sobie zdjęcie, miała 6 metrów wysokości i nosiła imię Abraham. To tyle w temacie spełniania fanowskich mrzonek.

W Waszyngtonie było naprawdę gorąco. Było tak cholernie gorąco, że wyjście na zewnątrz w południowych godzinach w najlepszym wypadku oznaczało udar słoneczny i/lub poparzenia trzeciego stopnia. Jedynym ratunkiem pozostawała ucieczka w cień, chociaż i taki manewr nie gwarantował utrzymania pełni zdrowia fizyczno-psychicznego. Upał był niewyobrażalny, i nawet przy moim luźnym trybie zwiedzania potrzeba było hektolitrów wody by zmusić ciało do jeszcze jednego kroku. A woda w stolycy droga, łoj droga! I tu kolejna ciekawostka związana ze Stanami: w ośmiu przypadkach na dziesięć, woda w sklepie będzie droższa niż cola. Ta-dam!

W obawie przed upałem i jego możliwymi skutkami, zwiedzanie DC ograniczyliśmy do absolutnego minimum. Nie było więc szaleńczych, szesnastogodzinnych eskapad w poszukiwaniu klimatu miasta; pobyt w Waszyngtonie upłynął nam pod znakiem typowo turystycznych atrakcji. Nie pokażę więc „Waszyngtonu, o jakim nie słyszałeś w przewodnikach”, chociaż jestem pewien, że obok tych wszystkich pomników istnieje inne, bardziej alternatywne oblicze tego miasta. Dziś zobaczycie stolicę Stanów Zjednoczonych taką, jaką malują ją na pocztówkach: monumentalną, historyczną i... zupełnie darmową.

 

The Capitol

The Capitol

 

The Capitol of United States, obok Empire State Building i nowo powstałego One World Trade, jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych budynków w Stanach Zjednoczonych. Budowla robi wrażenie rozmiarem i rozmachem, i mógłbym pisać w tym miejscu piękne słówka na temat kunsztu jego wykonania, ale tego nie zrobię. Powody ku temu mam dwa: zajebiste zdjęcia oraz fakt, że niestety nie dane było mi podziwiać Kapitolu w pełnej krasie. Budynek ten jest w stanie permanentnego remontu i legenda głosi, że kto zrobi zdjęcie Kapitolu bez rusztowań i robotników w kadrze, temu bozia wynagrodzi w dzieciach a federalni z ochrony zafundują darmową przejażdżkę ich tajniacką furą. Mi tajniacy zafundowali jak na razie poklepanie po ramieniu i grzeczne „spierdalaj”, gdy stałem za blisko ogrodzenia Białego Domu. Ale o tym później.

Do Kapitolu, jak do większości budynków przy National Mall, wejść można za darmo. Tzn. wolne dla zwiedzających jest tylko kilka sal i wystaw, ale w ofercie jest również zwiedzanie z przewodnikiem, z którego gorąco polecam skorzystać (również darmowe).

Część centralna Kaptiolu (ta nad którą wisi kopuła) nadal używana jest przy okazji oficjalnych uroczystości, natomiast skrzydła budynku to siedziby Izby Reprezentantów i Senatu. Fakt, że w Kapitolu normalnie pracują ludzie jest dość zdumiewający, biorąc pod uwagę to, jak cicho jest na Capitol Hill. Oprócz turystów i kilku mięśniaków z ochrony jest tam prawie pusto. Nie spotykasz tu starszych gości w garniturach rozprawiających zaciekle o tegorocznych wyborach. Już prędzej blogera z Polski po raz setny fotografującego jedno i to samo.

 

The Capitol - widok z tyłu

The Capitol - widok z tyłu

 

National Mall to «centralna» część miasta. To tutaj odnajdziesz Kapitol, trylion muzeów i innych pomników. To stamtąd dotrzesz do Białego Domu i innych ważnych historycznie miejsc. To tutaj, jeśli trafisz na taką samą pogodę jak my, umrzesz na udar słoneczny lub zaliczysz poważne odwodnienie spacerując jesionową alejką. Ale do rzeczy.

National Mall to park wokół którego położone są najważniejsze budynki Waszyngtonu. To od niego powinieneś zacząć zwiedzanie stolicy i, jeśli lubisz bujać się po muzeach i galeriach sztuki, to właśnie tutaj skończysz. Obiektów, do których można wejść za darmo jest mnóstwo i podejrzewam, że nawet tydzień nie starczyłby na zapoznanie się z wszystkimi. My zdecydowaliśmy się na zwiedzenie wspomnianego wyżej Kapitolu oraz National Gallery of Art, w którym trafiliśmy na świetną wystawę o historii fotografii. W planach był także Smithsonian Castle, ale ostatecznie udało się zobaczyć tylko jego imponujące «zewnętrze».

 

National Mall

National Mall

 

Smitsonian Castle

Smitsonian Castle

 

Monumentalność - o takim słowie powinieneś pomyśleć, widząc ten budynek

Monumentalność - o takim słowie powinieneś pomyśleć, widząc ten budynek

 

Obok Kapitolu, to Washington Monument jest najbardziej rozpoznawalnym punktem stolicy Stanów. Nic dziwnego: nie da się go nie zauważyć. Stercząca niczym męskie przyrodzenie o poranku wieża, to najwyższy obiekt Waszyngtonu, zbudowany w celu uczczenia pamięci o prezydencie Georgu Washingtonie.

Moim pierwszym skojarzeniem po przyjeździe do DC było: „jakoś tu nisko”. W stolicy nie znajdziesz wieżowców. Architektura Waszyngtonu to od początku istnienia miasta bardzo przemyślana sprawa, a w planach nie uwzględniono budowy żadnych drapaczy chmur. Później sprawę przypieczętował projekt Washington Monument: od momentu jego odsłonięcia zdecydowano, że pozostanie on najwyższym punktem stolicy.

Pod pomnikiem Waszyngtona można trafić też na kilku wariatów-naciągaczy. Jeden z nich przekonywał mnie, że jeśli wesprę kilkoma dolarami jego organizację charytatywną, to umówi mnie na spotkanie z samą Obamą. Mówił, że Barack to jego ziomeczek i wystarczy jeden telefon, a jutro będę siedział w Białym Domu na kolacji z prezydentem. Odpowiadam mu: „Serio? Nie czytałeś na blogu, że nie daję jałmużny?”.

Powiedział, że nie. Dupek.

 

Washington Monument

Washington Monument

 

Jeśli lubisz długie spacery, to podczas pobytu w Waszyngtonie koniecznie wybierz się do Thomas Jefferson Memorial (uwaga, uwaga: kim był Thomas Jefferson?). Taak, Amerykanie uwielbiają budować pomniki dla swoich byłych prezydentów. Tomcio miał szczególnego farta: wg mnie to właśnie pomnik ku czci trzeciego prezydenta Stanów Zjednoczonych jest najbardziej okazały w stolicy.

Thomas Jefferson Memorial położony jest nad jeziorem Tidal Basin. Najlepiej dojechać tam czerwonym busem DC Circulator, jednym ze środków transportu publicznego. Kierowcy są mega mili i chętnie pomogą zbłąkanym turystom. A propos: dlaczego Waszyngton czasami określam jako DC?

„DC” oznacza District of Columbia, czyli jednostkę samorządową, do której Waszyngton należy. Stolica Stanów funkcjonuje odrębnie od administracji stanowych, a że w Stanach jest więcej niż jeden Waszyngton (np. stan Waszyngton na północnym zachodzie kraju), to o tym «właściwym» mówi się Washington, D.C. To tak na marginesie, jakbyście chcieli kiedyś zabłysnąć przy znajomych.

 

Thomas Jefferson Memorial

Thomas Jefferson Memorial

 

Lincoln Memorial jest prawdopodobnie najbardziej obleganym miejscem w stolicy. Tłumy turystów przesiadują na schodach, robią sobie zdjęcia z prezydentem, albo spacerują przy Reflecting Pool, który zaprojektowany został wyłącznie po to, by odbijać majestatyczną sylwetkę pomniku Waszyngtona.

Zbudowany został ku pamięci—a jakże—byłego prezydenta Stanów Zjednoczonych, Abrahama Lincolna: pomnik siedzącego w majestatycznej pozie Abka znajduje się we wnętrzu wielkiego i równie imponującego mauzoleum. Cała okolica jest świetnie zaprojektowana i robi ogromne wrażenie, a ze schodów prowadzących do środka można cyknąć całkiem niezłą foteczkę pomnikowi Waszyngtona. Na zdjęciu pod spodem sam Lincoln, bez mojej niewyjściowo wyglądającej, spalonej waszyngtońskim słońcem facjaty. Za niepokazanie jej podziękujecie mi później.

Jedną z pierwszych rzeczy, jakie dostrzega się po przyjeździe do Waszyngtonu jest... czystość. W porównaniu do innych miast, które zwiedziłem, DC jest jak chirurg w tłumie bezdomnych: no wyróżnia się jak nic! Całe National Mall, od Kapitolu po sam Lincoln Memorial, jest jak wyjęte z odcinka programu perfekcyjnej pani domu.

 

Abraham Lincoln. To ten, który miał drewniane zęby.

Abraham Lincoln. To ten, który miał drewniane zęby.

 

Washington Monument - widok z Lincoln Memorial

Washington Monument - widok z Lincoln Memorial

 

A teraz pora na największe rozczarowanie Waszyngtonu—The White House. A zresztą, sam zobacz: pierwsze zdjęcie prezentuje Biały Dom, jakiego moglibyście się spodziewać idąc na miejsce atrakcji. Drugie natomiast prezentuje perspektywę, z jakiej zrobione zdjęcie numer jeden.

 

Biały Dom - taki chcesz go widzieć

Biały Dom - taki chcesz go widzieć

 

Biały Dom - tak zobaczysz go w rzeczywistości

Biały Dom - tak zobaczysz go w rzeczywistości

 

Tak naprawdę Biały Dom, o ile nie zostałeś zaproszony do środka, zobaczyć możesz z odległości pół kilometra, stojąc za dwumetrowym, stalowym ogrodzeniem. Otoczony przez agentów Secret Service. Dosłownie.

Próbowałem zrobić zdjęcie Białemu Domowi tak, aby w kadrze nie znalazło się ogrodzenie; niestety, szczelina była zbyt mała na dobre ujęcie z odległości. Zbliżyłem się więc do płotu i wsunąłem obiektyw aparatu w szczelinę. Cyknąłem kilka fotek, po czym poczułem na ramieniu ciężką dłoń. Odwracam się spłoszony z miną „pszeesz to nie ja!”, i moim oczom ukazuje się kamienna twarz agenta Secret Service. W odbiciu jego okularów widzę tylko swoją wystraszoną gębę, po czym słyszę stanowcze: „Step back from the fence, sir”.

Bieliznę zmieniłem od razu po powrocie do mieszkania.

 

Jakiś ładny budynek.

Jakiś ładny budynek.

 

Waszyngton naprawdę mi się podoba. Do tego stopnia, że jeśli ktoś zaproponowałby mi fuchę w USA w miastach, które zwiedziłem, to byłby zaraz po Nowym Jorku.

Podoba mi się klimat miasta. Podoba mi się, że jest istnieje wiele miejsc, do których możesz wejść i je zobaczyć, i nawet nie wołają o to pieniędzy. Podoba mi się, że te miejsca są czyste i zadbane, oraz że jest tam po prostu ładnie. To właśnie jego estetyka urzekła mnie w Waszyngtonie: jest tam mnóstwo alejek i uliczek, których przemierzanie, nawet w tak ekstremalnych warunkach na jakie trafiliśmy my, sprawia olbrzymią przyjemność. A tuż obok tej całej monumentalności i historyczności istnieje tętniące życiem miasto.

 

 

———

 

 

Waszyngton nie jest nudną stolicą, której jedynymi atrakcjami są pomniki nieżyjących od ponad stu lat facetów. Chociaż nie starczyło nam czasu na zapoznanie się z tym drugim obliczem miasta, to mogę z całą stanowczością powiedzieć, że ono istnieje. Tuż obok. I nawet nasze trzy dni starczyły, by to oblicze odkryć.

 

Uliczka prowadząca do naszego mieszkania.

Uliczka prowadząca do naszego mieszkania.